Sprzątanie nie byłoby konieczne, gdyby nikt wcześniej nie nabrudził. A jednak ktoś nabrudził, a teraz w ogólnospołecznej akcji kazano, pardon – zachęcano do posprzątania – głównie plaż.
Kogo zachęcano? Generalnie wszystkich, głównie ekspatów (hm, bo stanowią większość populacji?!). Co więcej, niektórzy z tych przyjezdnych pochodzą z Zachodu, gdzie akcje tego typu odbywają się od lat, a więc ludzie udział w sprzątaniu mają niejako we krwi. No dobrze. Pozostaje jeszcze pytanie kto nabrudził? Odpowiedź, że „wszyscy” byłaby daleka od prawdy. Przecież tacy ludzie z Zachodu mają zabieranie własnych śmieci z plaży niejako we krwi (przynajmniej większość takich jak my – niniejszym puszczam oko do takiej jednej, która zeszła ostatnio na złą drogę). Brudzą najbardziej Arabowie (choć nie wszyscy). I oto się właśnie rozchodzi.

Zachęta do sprzątania skierowana do wszystkich, w tym do mnie jako pełnoprawnego rezydenta, wyszła od Katarczyka właśnie. Ja przepraszam, ale ktoś chyba wszelkie rozumy pozjadał. Jakaż hipokryzja, jakiż tupet! Może ja jestem przewrażliwiony, ale potraktowałem to jako osobisty policzek i odmówiłem udziału.
A dlaczego Arabowie śmiecą? Okazuje się, że w ich kulturze pozostawianie śmieci w miejscu w którym powstały pozwala im mieć poczucie, że dają pracę innym, czyli sprzątającym Hindusom (że niby tacy dobroczynni są). Taka tradycja, w sumie nie ich wina. Przekonanie to jest na tyle silne, że mimo ostatnich wysiłków władz nie udaje się ograniczyć ilości porozrzucanych w parkach i na plażach śmieci. A efekt jest taki, że zamiast dać pracę sprzątaczom, organizuje się wielkie społeczne akcje. I sprzątają – owszem – przyjezdni. Za darmo.
