Męskie przyjaźnie w Katarze idą o krok dalej niż na przykład w Polsce. Dotyczy to w ogóle większości krajów arabskich. Przyjaciele czy bracia okazują więcej uczuć na ulicy wobec siebie, niż wobec kobiet, nie wyłączając własnych żon oczywiście.
Powitanie między Katarczykami wygląda dosyć zabawnie – są to zazwyczaj trzy pocałunki w prawy policzek – najpierw jeden, chwila przerwy w czasie której panowie oddalają się nieco jakby chcieli spojrzeć sobie w oczy, a potem dwa kolejne cmok cmok jeden po drugim. Tak to wygląda technicznie. Zapewniam, że do takiego widoku można się bardzo szybko przyzwyczaić, choć takiej wymianie uścisków towarzyszy więcej czułości niż w przypadku Francuzów czy Belgów. O trzymaniu się niektórych młodych Arabów za ręce w czasie spaceru nie będę się rozpisywał.
Nie trzeba chyba dodawać, że o jakiejkolwiek czułości między kobietą a mężczyzną na ulicy nie ma mowy. Co najwyżej trzymanie się za ręce – już niektóre katarskie małżeństwa (!) to robią, sam widziałem…
Ostatnio jednak zauważyłem nowe zachowanie – pocałunki w czubek nosa tudzież ocieranie się nosami przy powitaniu. Zupełnie jak u Eskimosów. Wygląda to jeszcze komiczniej niż pocałunki w policzek. Wydaje się, że to przejaw jakiejś nowej mody.
* Uspokajam niniejszym, że ja tej swoistej modzie ulegać nie zamierzam.
