Tak się składa, że moje nieszczelne drzwi balkonowe wychodzą wprost na głośniki zamontowane na minarecie. Słychać więc dosyć głośno – do tego stopnia, że przy czytaniu książki nie bardzo potrafię się skupić. Pięć razy dziennie. Codziennie. Nie tylko w czasie ramadanu. Najgorzej jest w piątkowe południe, gdy – oprócz modlitwy – transmitowane jest „kazanie”, które najczęściej wcale nie jest wypowiadane, lecz wykrzykiwane przez prowadzącego. Każdy meczet ma swojego prowadzącego, a więc i odrębne kazanie! W ostatni piątek kazanie w moim meczecie trwało jakieś trzy kwadranse…
Zwracam uwagę, że dźwięk ma charakter „stereo-inaczej do kwadratu” – odbija się od ścian sąsiednich budynków, a ponadto słychać nawoływania z innych meczetów, które odbywają się w tym samym czasie (kto był w kraju muzułmańskim to choć trochę mnie zrozumie). Próbka widoku i dźwięków z mojego nowego balkonu na Nadżmie poniżej.
