Zakończył się Ramadan. W końcu!
Teraz przyszedł czas na fiestę i wakacje. Atmosfera jak na majówkę – porozwieszali flagi na ulicach, fajerwerki w nocy, wszystko z okazji świąt Eid Al-Fitr (w niektórych językach określanych jako święto cukru, np. Zuckerfest czy Fête du Sucre – jako czas następujący po okresie postu, taki nasz – powiedzmy – karnawał).

Celebracja trwa trzy dni, ale wolnego od pracy jest zwykle więcej (jak na polskiej majówce). Jest to czas dawania i dzielenia się z innymi, stąd centra handlowe są pełne ludzi szukających prezentów dla swoich bliskich.
Przepełnione są również bary i dyskoteki – po miesiącu posuchy przyszedł czas na uzupełnienie płynów w organizmie. Niektóre alkoholowe przybytki reklamowały się, że pierwszego dnia po Ramadanie, „specjalnie dla tych najbardziej spragnionych” będą otwarte już od czwartej po południu. Generalnie nic się nie zmieniło – po miesiącu przerwy w barach wciąż te same twarze gości, ta sama muzyka, ci sami obsługujący. Tylko pogoda już mniej zniechęca do wychodzenia z klimatyzowanego pomieszczenia na taras na „świeżym powietrzu”.
Mimo końca Ramadanu wciąż nie mogę się odzwyczaić od tych restrykcji jedzenia i picia w miejscach publicznych – teraz zanim sięgnę po butelkę wody w samochodzie muszę się dwa razy zastanowić, czy już można czy nie…
