Firmowa kolacja w Marriocie

Coś w rodzaju wigilii firmowej, przy czym było to ubrane w tradycję muzułmańską oczywiście. Zapraszającym był nasz Dyrektor Handlowy (Katarczyk), stąd miałem okazję poznać, jak odmienne są zasady obowiązujące przy takich niby-nieformalnych spotkaniach. Całą grupą zaproszonych zebraliśmy się przed drzwiami hotelowej sali balowej i czekaliśmy na … owego gospodarza. Ten oczywiście był już wcześniej, czekał daleko z boku na wygodnym fotelu nie utożsamiając się z nami – czekał aż zbiorą się wszyscy jego goście przed drzwiami o ustalonej porze (widać było jak ważną rolę odgrywa tu hierarchia). A gdy już wszyscy się zebrali podszedł do nas, przywitał się z każdym osobiście (ah ta socjotechnika…), wypowiedział od dawna oczekiwane „zapraszam do środka” i dopiero wtedy mogliśmy wejść i zająć miejsca przy zarezerwowanym stole. Inaczej nie miało prawa być.
Ramadan dinner party

Okazją do spotkania była potrzeba integracji między pracownikami oraz poznanie tradycji Ramadanu. Mieszkańcy Doha wybierają się z całymi rodzinami bądź znajomymi do tzw. ‘Ramadan tent’, będących niczym innym, jak specjalnie udekorowanymi restauracjami w hotelach (płaci się za wstęp za noc).

 

Świętowanie odbywa się późno wieczorem i w nocy – stoły uginają się od żarcia, obżarstwo nie ma końca, a wszystko odbywa się z towarzyszeniem bardziej lub mniej tradycyjnej muzyki na żywo i/lub pokazów tańców itp. My mieliśmy okazję podziwiać zespół trzech muzyków (cymbały, bębenek i skrzypce), do których czasem dołączała kobieta śpiewająca jakieś arabskie piosenki i … Franka Sinatrę.

W międzyczasie gospodarz niestety znajdował więcej przyjemności w korzystaniu z własnego telefonu komórkowego, niż w rozmowie z nami. Dramatyzmu całej sytuacji dodawał fakt, że lokalny zwyczaj nakazywał mu zostać na imprezie do ostatniego gościa. To się nazywa prawdziwe wczucie się w role gospodarza wieczoru (i sponsora hehe).

 

Ogólnie wieczór dość udany, choć gospodarz właśnie wyglądał na zmęczonego – był to dla niego trzeci taki obowiązkowy wieczór z rzędu (przed nim jeszcze czwarty…), bo – nie wiedzieć czemu – cały dział został podzielony na cztery tury po 20 osób. Czy pisałem już, że celem była m.in. integracja, a nie separacja?

Uwaga – puenta (będzie ostro!) –> oto oblicze Kataru, gdzie rozsądnym myśleniem grzeszy mała garstka ludzi (i ja się do niej zaliczam!!!)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Translate »