Z tym przestrzeganiem zasad to jest rzeczywiście różnie. Zupełnie tak, jak z chrześcijanami. Znam wielu muzułmanów, którzy poszczą, chociaż nigdy bym się tego po nich nie spodziewał. Znam też takich, którzy nie poszczą za dużo, bo są „mniej praktykujący” itd., ale z atmosfery Ramadanu korzystają na całego. Czy komuś to przypomina Boże Narodzenie?
W ogóle da się wiele podobieństw zauważyć do naszych świąt – wszędzie pojawiły się dekoracje, wszystko się świeci, w tym lampki (takie choinkowe zawieszone na … palmach!!!). Szał zakupów, szał gotowania, a co za tym idzie – obżarstwa.
Tak, tu się pości w dzień, za to w nocy hulaj dusza piekła nie ma. Strata wagi nikomu z poszczących bynajmniej nie grozi, zwłaszcza, że 1. całkowity brak ruchu w dzień (bo jak się pości to lepiej zostać przed telewizorem w domu) i 2. je się dużo w nocy czyli wtedy, gdy jest to najmniej zdrowe. Przynajmniej wedle dietetyków. Przytoczony obrazek dotyczy głównie Katarczyków, bo jeśli ktoś pracuje np. w biurze to kwestia poszczenia przed ekranem telewizora raczej odpada. Ramadan w Katarze ciekawie ujął pewien Sudańczyk (muzułmanin):
"The people here are just playing at fasting. They should try it in Sudan, living in a hut with no fan, let alone AC, and working hard in the sun all day. That’s fasting!"
Tymczasem my, innowiercy, cały czas musimy się ukrywać w kuchni. Impreza bywa przednia, bo żarcia każdy przynosi więcej niż zwykle, żeby się dzielić z innymi innowiercami w potrzebie. Jest zabawnie zwłaszcza, gdy ktoś się zapomni i wyniesie kubek z herbatą poza kuchnię w kierunku biurka (co zdarzyło się mi na przykład dziś).
