
Moja wyobraźnia zapomniała także o typowym dla całego regionu Zatoki Perskiej obrazie dziesiątek tysięcy ludzi z niższej klasy społecznej – czytaj głównie robotników pochodzenia azjatyckiego. Ich życie codzienne to korzystanie z zatłoczonych publicznych środków transportu typu autobusy, do których kolejki na przystanku mają po kilkaset metrów długości (!!). Korzystają też z łódek, tzw. ‘abra’.

Przeprawa z jednej części miasta na drugą trwa zaledwie kilka minut, ale jest sporym przeżyciem – dziesiątki łodek takich jak ta kursuje non-stop jak mrówki pomiędzy dwoma brzegami Dubai Creek.

Całość wygląda bardzo chaotycznie, a w nocy ten chaos może być źródłem przerażenia dla turystów takich, jak my – aż dziw bierze, że ledwo oświetlone łódki się nie zderzą. Do tego smród spalin, brak zabezpieczeń – żeby przeżyć trzeba siedzieć. Ale przynajmniej cena jest odpowiednia do standardu usługi.
Temperatury w Dubaju przekraczają 40 stopni w ciągu lata, ale to wcale nie przeszkadza w sprzedawaniu futer. Prawdziwych, luksusowych, megadrogich. Łatwo się domyślić do kogo ta oferta jest kierowana.
Podobno nawet obsługę sklepową (nie tylko w tym jednym sklepie) stanowią Rosjanki – potencjalny klient ma szansę poczuć się jak u siebie.
Podczas tej dwudniowej wycieczki to nawet wielbłąda spotkałem – zdjęcie dedykuję tym, którzy w kwietniu przed imprezą optowali za wielbłądem 🙂
Jak wygląda Dubaj latem 2007 roku? Spragnionych większej liczby obrazków z Dubaju i nie tylko odsyłam do albumów na picasie.
