W tym roku wypada chyba 1 lutego. Przynajmniej w Katarze. Takie ciepełko, że w środku dnia ledwo wysiedziałem w samochodzie bez klimatyzacji, a to naprawdę coś – znacie mnie przecież – jeszcze kilka tygodni temu włączałem tu ogrzewanie w samochodzie w drodze do pracy rano, gdy temperatura spadała poniżej 20.
W ogóle tegoroczna zima była jakaś taka łagodna. Owszem, zmarzło się nie raz, nie dwa, ale jakoś tak bez przesady. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w tym sezonie temperatura spadła poniżej 10 stopni, a to zdarzało się rok temu wiele razy. Te relatywnie wysokie temperatury nie oznaczają jednak, że mogłem zapomnieć o mojej farelce. Przydała się wielokrotnie. Wczoraj w nocy rozważałem włączenie klimatyzacji, więc doszedłem do wniosku, że mogę zacząć ją chować do szafy. Farelce więc mówimy od dziś stanowcze i zdecydowane NIE. Klimatyzacji też (tymczasowo) mówimy NIE.
Prawdziwa wiosna! Nareszcie!
