Po raz kolejny mieliśmy okazję poznać brutalne oblicze katarskich władz.
Chciałbym wierzyć, że przypadek znajomej Europejki, który tu opiszę, jest odosobniony. Niezamężna, 25 lat, samodzielna, ambitna, pracowita. W ciągu sześciomiesięcznego pobytu w Doha nie psioczyła tak jak inni, nawet zdążyła to miejsce polubić. No i oczywiście zżyć się z tutejszymi przyjaciółmi. Pierwsze dwa miesiące spędzone na wizie biznesowej. Kolejne dwa – podobnie, gdyż tutejsze władze odmówiły wydania wizy pracowniczo – rezydenckiej. Gdy odmowa pojawiła się po raz trzeci, nie było innego wyjścia jak tylko – zgodnie z literą prawa – spakować walizki i uciekać. Próbować uzyskać kolejną wizę będzie można dopiero po kilku miesiącach spędzonych poza Katarem. Tylko po co?
Tyle prawo. A gdzie jakiś humanitaryzm? Aprecjacja heroizmu? To co, że niezamężna blondynka?! W Qatar Airways przecież są takich setki i nikomu to nie przeszkadza. Nie od dziś wiadomo, że firma firmie nierówna i że wasta to podstawa działania tutejszej gospodarki.
