Z wizytą u wuja Ho

Wietnam to destynacja coraz popularniejsza wśród turystów, zwłaszcza z Polski. Do jego odwiedzenia zachęca nie tylko pokusa odpoczynku w mniej skomercjalizowanym (bo socjalistycznym?) otoczeniu, ale również ceny. Standardowy turysta z plecakiem spędza więc w Wietnamie aż miesiąc, czyli tyle, na ile wystawione są zwykle wizy. Tych, których miałem okazję spotkać po drodze podróżowali po południowym wschodzie Azji przeciętnie od trzech miesięcy i bynajmniej nie zamierzali na tym zaprzestać. Wietnam w pięć dni? – też tak można. I trzeba!
Delta Mekongu

Co pozostaje w pamięci po takiej krótkiej wizycie w Wietnamie? – na pewno słynny na całym świecie ruch uliczny w Sajgonie – swoisty chaos kontrolowany. Wbrew pozorom pieszym jest o wiele łatwiej przejść przez ulicę niż w wielu innych krajach. Jedzenie też niczego sobie, i niewiarygodnie tanie – miska ryżu na ulicy z kawałkiem wieprzowinki (!) i odrobiną zupy za niecałego dolara (znakomita opcja nie tylko dla odważnych).

Saigon

Uwagę zwraca muzeum wojny wietnamskiej w Sajgonie – okazuje się, że w propagandzie Wietnamczycy są lepsi od Sowietów! Ponadto przepiękne krajobrazy, nieprawdopodobnie zielona zieleń. I zawsze uśmiechnięci lokalni mieszkańcy.

Tylko na kieszonkowców i innych złodziejaszków trzeba uważać – podczas przymusowego postoju po tym jak nasz autokar się zepsuł, ukradziono dwa laptopy, aparat fotograficzny i komórkę. Psucie się autokarów jak również drobne i nie tylko kradzieże to niestety w tym kraju standard.

Wietnam należy polecać. Jak najbardziej! Tylko nie można odwracać wzroku od walizek. Bezwzględnie. Aż tyle i tylko tyle.

Trochę czułości nie zaszkodzi

Męskie przyjaźnie w Katarze idą o krok dalej niż na przykład w Polsce. Dotyczy to w ogóle większości krajów arabskich. Przyjaciele czy bracia okazują więcej uczuć na ulicy wobec siebie, niż wobec kobiet, nie wyłączając własnych żon oczywiście.

Powitanie między Katarczykami wygląda dosyć zabawnie – są to zazwyczaj trzy pocałunki w prawy policzek – najpierw jeden, chwila przerwy w czasie której panowie oddalają się nieco jakby chcieli spojrzeć sobie w oczy, a potem dwa kolejne cmok cmok jeden po drugim. Tak to wygląda technicznie. Zapewniam, że do takiego widoku można się bardzo szybko przyzwyczaić, choć takiej wymianie uścisków towarzyszy więcej czułości niż w przypadku Francuzów czy Belgów. O trzymaniu się niektórych młodych Arabów za ręce w czasie spaceru nie będę się rozpisywał.

Nie trzeba chyba dodawać, że o jakiejkolwiek czułości między kobietą a mężczyzną na ulicy nie ma mowy. Co najwyżej trzymanie się za ręce – już niektóre katarskie małżeństwa (!) to robią, sam widziałem…

Ostatnio jednak zauważyłem nowe zachowanie – pocałunki w czubek nosa tudzież ocieranie się nosami przy powitaniu. Zupełnie jak u Eskimosów. Wygląda to jeszcze komiczniej niż pocałunki w policzek. Wydaje się, że to przejaw jakiejś nowej mody.

* Uspokajam niniejszym, że ja tej swoistej modzie ulegać nie zamierzam.

Rozwód przez sms

Edukacji arabskiej ciąg dalszy.

Mężczyzna może rozwieść się z żoną wypowiadając trzykrotnie formułkę „rozwodzę się z tobą”. W ostatnich latach furorę robią rozwody przez sms. Aby jednak przeciwdziałać zbyt pochopnej decyzji mężczyzny o rozwodzie Mahomet wprowadził zasadę, według której aby ponownie ożenić się z byłą żoną, musi ona najpierw wyjść za mąż za kogoś innego.

Kobieta aby uzyskać rozwód, musi się zwrócić do sędziego. Powodem może być złe traktowanie przez męża. Rozwiedziona kobieta ma niższy status społeczny, zwłaszcza gdy jest młoda i pragnie ponownie wyjść za mąż. Jeżeli jednak jest trochę starsza i ma odchowane dzieci, rozwód jest dla niej swojego rodzaju wolnością. Jeżeli ma dorastających lub dorosłych synów, staną się oni gwarancją jej niezależności. Paradoksalnie to synowie częściej zostają po rozwodzie z matką, a nie córki. Synów bowiem nie trzeba „strzec”, a młodociane córki należy uchować w dziewictwie do czasu zamążpójścia, czego lepszym gwarantem jest ojciec.

Uwaga, liczba żon ograniczona!!!

Zgodnie z zasadmi Koranu, w krajach muzułmanskich dozwolone jest wielożeństwo. Jest ono jednak obwarowane licznymi nakazami i zakazami. To prawo, niezwykle kontrowersyjne w świecie zachodnim, powstało tak naprawdę w celu ochrony interesów kobiet. Poligamia była zjawiskiem naturalnym na Półwyspie Arabskim głównie ze względu na liczne wojny oraz wysoką śmiertelność wśród mężczyzn. Była tez dobrym instrumentem prawnym służącym ochronie żony i dzieci zmarłego brata lub krewnego. Samotna wdowa nie mogła pozostawać bez opieki, a mieszkanie pod jednym dachem z obcym jej mężczyzną (np. bratem zmarłego męża) nie było akceptowane. Aby móc chronić potomstwo zmarłego brata, najlepszym wyjściem dla żonatego już mężczyzny stawało się małżeństwo z wdową jako drugą żoną. Ważnym czynnikiem było również to, że dzieci należą do rodziny męża, a nie żony. W przypadku powtórnego małżeństwa wdowy z osobą spoza rodziny męża, nie miałaby ona prawa wychowywać własnych dzieci.

Mężczyźni lubią chwalić się, że mają prawo poślubić cztery żony, zapominając często, że nie jest to ich przywilej, a ograniczenie oznaczające zakaz ożenku z więcej niż z czterema kobietami (!). Nie oznacza to wcale, że każdy mężczyzna w sposób dowolny i nieograniczony może wstępować w związki małżeńskie. Najważniejszą regułą jest nakaz jednakowego traktowania wszystkich żon – równa część czasu spędzanego z każdą z nich, a także wyposażanie żon w taki sam dobytek. Istnieje również obowiązek kochania wszystkich żon w tym samym stopniu.  Jeżeli pierwsza żona dostała od męża dom, ma on obowiązek zapewnić drugiej żonie takie same warunki. W świecie współczesnym to właśnie czynnik ekonomiczny powoduje, że mężczyzn nie stać na ponowny ożenek.

Małżeństwa z dwiema kobietami są dzisiaj rzadkością – generalnie można je tylko spotkać w biednych, niewykształconych społeczeństwach muzułmańskich ogarniętych wojną lub konfliktami. W środowisku elit intelektualnych wielożeństwo stało się niemodne. Ma na to również wpływ umacniająca się pozycja kobiet w społeczeństwie. Ponadto w sunnickiej odmianie islamu kobieta ma prawo zastrzec w kontrakcie ślubnym, że ewentualne kolejne małżeństwa jej męża mogą się odbyć tylko za jej zgodą.

Nadal bardzo popularne są małżeństwa w rodzinie, nawet wśród kuzynostwa pierwszego stopnia. Powodem tego jest często niechęć do dzielenia majątków rodzin, jak również ograniczone możliwości poznania ewentualnego kandydata lub kandydatki. Taka sytuacja wiąże się jednak z dużym ograniczeniem dla młodego męża i o wiele lepszą pozycją jego żony. Małżonek może być pod silną presją wujostwa dbającego o interesy młodej dziewczyny. Rodzina może skutecznie wyperswadować mu chęć powtórnego ożenku lub rozwodu.

Ile żon tyle dobrobytu?

Czy jest tu jakiś cwaniak?

Otóż jest. I to z dnia na dzień coraz większy. Oto kolejny updejt z sytuacji na katarskich drogach.

Cwaniak ostatnio ćwiczy skręcanie w prawo z lewego pasa. Dosyć prosty trik w sumie – wystarczy umiejętnie wykorzystać znany wszystkim w Doha mechanizm „nożyc” na rondzie. Jednocześnie ryzyko, że manewr się nie uda jest minimalne – zawsze istnieje możliwość objechania ronda dookoła – 270 stopni, co jest banalne gdy startujemy z lewego pasa przecież, a potem już skręt na zjeździe docelowym.

Czy jest to cwaniaczenie czy tylko próba przetrwania? Za wcześnie chyba, żeby to oceniać. Prawda jest taka, że wyżej wspomniany radzi sobie coraz lepiej, czas najwyższy zatem przejść do kolejnych, bardziej wymagających trików. Na przykład skręcanie w lewo przy wjeździe na rondo z prawego pasa (tu ryzyko porażki większe, bo można zostać zmuszonym do skrętu w prawo przez innego cwaniaka, który ćwiczy wyżej wspomniane „skręty w prawo z lewego”.

A co jeśli chcemy zawrócić? Udowodniono empirycznie że i to jest możliwe, choć próba odbyła się przy pewnych ułatwieniach – wjazd na rondo z trzech pasów, a szerokość ronda ledwo na dwa samochody (tę paranoidalną sytuację pt. 3=2 obserwuje się w 50% rond w Katarze) – tu mechanizm „nożyc” działa zatem podwójnie.

W międzyczasie cwaniak jest coraz lepszy w rozpoznawaniu intencji innych kierowców na drodze, a zwłaszcza cwaniaków. Okazuje się, że po kilku miesiącach praktyki już na kilkanaście metrów przed skrzyżowaniem czy rondem bardzo łatwo jest wyczuć, kto będzie jechał w lewo z prawego, albo w lewo z prawego. Bardzo przydatna umiejętność, bo pozwala uniknąć wypadku. A te czyhają na każdym kroku…

Próbka tego, jak się jeździ na dosiowych rondach:

Katarczycy w ataku

A potem sami są atakowani – przez szefa UEFA – Michel’a Platini’ego, który kilka tygodni temu zarzucił im zbyt intensywne inwestowanie w angielskie kluby piłkarskie. Zapowiedział on również, że spróbuje to zwalczyć w całej Europie. Rada dla Katarczyków? – powinni rozwinąć ligę piłkarską we własnym kraju (Platini chyba nigdy nie był w Katarze, skoro wpada na takie dzikie pomysły).

No ale może tak z drugiej strony powinniśmy mieć wobec obrzydliwie bogatych Katarczyków trochę empatii? Co byśmy robili z pieniędzmi na ich miejscu? Ile siedmiogwiazdkowych hoteli można budować w jednej okolicy? Albo pięciogwiazdkowych linii lotniczych?

Premier jednak doleciał

Od ostatniego spotkania w ambasadzie przy okazji wizyty Pierwszej Damy minęło pół roku, nie można była zatem pominąć kolejnej sposobności do spotkania w dużym polonijnym gronie. Okazało się przy tym, że owo grono się powiększa z dnia na dzień – pojawiło się bowiem wiele nowych twarzy. Wszystkich nowych witamy i sugerujemy kupienie grzejników zanim nastanie prawdziwa zima – to nie żart!! (tym, którzy już to zrobili z serca gratuluję jakże udanego zakupu!).

 

Premier Tusk - przywitanie po przylocie do Doha

 

Zabawa była jak zwykle przednia, szkoda tylko że Premier Tusk uciekł tak szybko (chciałem napisać, że się zmył niezauważony, bez pożegnania, tzn. zauważono to dopiero po fakcie). Oprócz nas do ambasady zawitało całkiem liczne grono przedstawicieli korpusu dyplomatycznego oraz bardzo wielu Katarczyków – oficjeli.

 

Wizyta Premiera Donalda Tuska w Katarze

 

Warto przytoczyć słowa Donalda Tuska, który podczas powitalnego przemówienia mówił o tym, że został bardzo ciepło przyjęty przez władze katarskie, za co im podziękował. Wspomniał jednocześnie, że chwilę wcześniej dowiedział się od żony przebywającej w Polsce, że temperatura w Warszawie wynosiła wtedy minus cztery stopnie, komplementując, że w Katarze to zawsze taka ciepła atmosfera. Znamienna była reakcja większości polonijnej publiczności, która w owym momencie marzła na dziedzińcu ambasady przy ledwo dwudziestu stopniach Celsjusza (niektórzy pomimo wyposażenia w swetry!!). Najwyraźniej wszystko jest względne.

 

Donald Tusk i katarski minister

 

Ogólnie wizytę Premiera w Katarze i Kuwejcie uznaje się za udaną – ewentualne dostawy katarskiego gazu do Polski możliwe będą po otwarciu gazoportu w Świnoujściu, czyli po 2013 roku. Rozmawiano również o możliwych inwestycjach Kataru w Polsce, zwłaszcza w przemysł chemiczny i warszawską giełdę. Niestety o uruchomieniu bezpośrednich lotów Qatar Airways z Doha do Warszawy – czy o nich rozmawiano czy nie – żadne relacje na razie nie wspominają.

 

Polski premier i katarski emir Hamad bin Chalifa As-Sani

 

Zdjęć z ambasady nie zamieszczam, bo żaden z setki fotografów swoimi zdjęciami się do tej pory ze mną nie podzielił, a moje nie wyjszły :-/

Donald Tusk u nas w gościach!

To będzie już druga próba wizyty polskiego szefa rządu w Kuwejcie i Katarze. W zeszłym roku rządowy samolot z Jarosławem Kaczyńskim na pokładzie został zawrócony w połowie drogi. Tym razem odwiedzać nas tu będzie Donald Tusk. Inszalla. Wizyta rozpocznie się w poniedziałek. Głównym tematem rozmów to kwestie gospodarcze, a zwłaszcza zakup gazu przez polskie firmy – Katar posiada bowiem trzecie co do wielkości rezerwy gazu i wydaje się bezpieczną alternatywą dla dostaw z Rosji.

Do tej pory przy okazji wizyt szefów państw przy reprezentatywnych punktach miasta zawisały – obok flagi katarskiej – flagi wizytujących krajów. Czy oznacza to, że już jutro na korniszu i w innych miejscach zrobi się biało-czerwono? Byłoby miło na duszy …

Dla ciała też coś się znajdzie – na wtorek wieczorem katarska polonia została zaproszona do ambasady na przyjęcie z okazji obchodów święta niepodległości oraz wizyty Premiera oczywiście. Relacja ze spotkania już wkrótce.

Pekin – tuż po Olimpiadzie

Jaki jest Pekin? Dość przygniatający – rozmiarami tłumu chociażby. I powalający. Rozmachem w gospodarowaniu przestrzenią między budynkami czy ulicami w prawdziwie komunistycznym stylu – prawie jak w socrealistycznej Warszawie (prawie!). Z ta różnicą, że im udało się wybudować podziemne metro jeszcze przed upadkiem komunizmu. Jeśli ten w ogóle kiedykolwiek w Chinach upadnie – na razie nic na to nie wskazuje.

Chiński Mur w okolicach Pekinu

Pekin to miasto jak każde inne na Zachodzie. O ustroju innym niż te powszechnie na świecie panujące przypomina turyście jedynie wzmożona obecność wojska na ulicach, policji, strażników wszelakiej maści odbywających właśnie marszobieg w samym centrum miasta między spacerującymi turystami, wszechobecna propaganda wychwalająca sukces chiński – w iście zachodnim stylu, tj. na bilbordach czy ekranach w pociągach metra (dziś powiedzielibyśmy, że to tylko pi-ar polityczny…). Przerost zatrudnienia, rozbudowana biurokracja to też jakoby cechy, które należałoby przypisać ustrojowi znanemu z niskiej produktywności (wymiana dolarów na lotnisku zajęła 7 minut z zegarkiem w ręku – nie obyło się bez kserowania paszportu, przybijania sześciu pieczątek na czterech różnych drukach i konieczności podpisania się na trzech innych świstkach papieru).

Mao na murach Zakazanego Miasta

No i olimpiada – to trzeba przyznać – udała im się. Nareszcie mieli okazję pokazać się światu z bardzo dobrej strony. W efekcie tłumy turystów z całego świata (choć tych się raczej nie zauważa w o wiele większej masie turystów chińskich) walą do Pekinu, żeby zwiedzić stadion narodowy w kształcie ptasiego gniazda. W ogóle Chińczycy – z prowincji i nie tylko – lubią zwiedzanie. O skali zjawiska niech zaświadczy choćby fakt, że w ciągu jednego dnia pekiński Pałac Letni odwiedzany jest przez około 30 tys. osób. Dokładnych statystyk z Zakazanego Miasta nie podano, ale pewnym jest, że swobodne zrobienie zdjęcia jest tam po prostu niemożliwe. Widzę w tym jeden problem – wszystkim – przepięknym skądinąd – zabytkom grozi po prostu zadeptanie.

 

Pekińskie szaszłyki :)

 

 

Z obejrzeniem tego, co Chiny mają do zaoferowania turystom należy się zatem śpieszyć. Szczerze polecam nawet na kilka dni! Qatar Airways lata po cztery razy w tygodniu do Pekinu, Szanghaju i Kantonu. Qatar Airways. The World’s Five Star Airline.

🙂

Wielki tenis znów w Katarze

Tym razem przy okazji Turnieju Mistrzyń. I znowu za darmo, hm, no może półdarmo (jednodniowa wejściówka kosztuje w przeliczeniu 7 złotych). Nie ma co narzekać, zwłaszcza, że turniej ten będzie się odbywać w Katarze przez kolejne trzy sezony. Mamy zatem powód, aby z Kataru tak szybko nie uciekać …

 

 

Sony Ericsson Championships Doha 2008

 

 

Światowe gwiazdy tenisa – osiem najlepszych zawodniczek, czyli dwie Serbki, cztery Rosjanki i dwie blisko spokrewnione Amerykanki (siostry Williams, a jakże!). Do tego Radwańska jako rezerwowa (tylko jedna z sióstr tym razem).

Podsumowując. Siostry Williams po raz kolejny w tym roku miały okazję grać przeciwko sobie i znowu wygrała Venus, a ten historyczny moment mieliśmy okazję oglądać na żywo. Organizatorzy w tym meczu – nic dziwnego – mieli małą wpadkę, którą na szczęście po pięciu minutach poprawili.

 

 

Williams przeciw Williams. Ale Venus czy Serena?!

 

 

Agnieszka Radwańska też nieźle się spisała – w pełni wypoczęta w ekspresowym tempie rozgromiła najwyraźniej zmęczoną całym turniejem Kuźniecową. Tym samym w ciągu kilkudziesięciu minut zarobiła 100 tys. dolarów. Nic dziwnego zatem, że szczerze uśmiechała się, gdy robiliśmy sobie z nią zdjęcie. Nie omieszkaliśmy przy okazji zaprosić jej na kolejny turniej w Dausze, który prawdopodobnie już po nowym roku. Ciekawe jaki kolor murawy wtedy wymyślą?

 

 

Agnieszka Radwanska w akcji

 

 

Niestety pogoda w Doha w czasie turnieju tenisowego po raz kolejny zawiodła – wiało niemiłosiernie, co bardzo przeszkadzało tenisistkom, choć krzesełka już nie fruwały. Pierwszego dnia się zmarzło, więc drugiego dnia musiałem ratować się swetrem. Znak, że zima idzie – przecież było niecałe 25 stopni!!! Pech to pech, tydzień temu pogoda była naprawdę cudowna …

Swoją drogą ciekawe w jakiej scenerii będą grać za rok? Może jednak na Palm Tree Island z widokiem na dohowe drapacze chmur czyli tam, gdzie w tym roku kręcono tylko film reklamowy? 

Kort z reklamy - z widokiem na katarski Manhattan

Translate »