Koty tu są wszędzie. Na śmietnikach, pod śmietnikami, w śmietnikach, pod samochodami i na maskach samochodów. Przynajmniej nie ma tu problemu z myszami (szkoda, że koty nie tępią również karaluchów!). Zwykle są przeraźliwie chude, kościste. I raczej boją się ludzi – zupełnie nie wiem dlaczego, bo koty w krajach arabskich cieszą się sporym szacunkiem. W każdym razie większym, niż psy, które w islamie są uważane za nieczyste (psów tu prawie w ogóle nie ma – w ciągu 14 miesięcy spotkałem je trzy razy, dosłownie!).
Kotów jest tak dużo, że prawdopodobieństwo ich rozjechania jest statystycznie istotne, co potwierdzają zresztą obserwowane prawie codziennie leżące na ulicy szczątki organiczne będące bezpośrednim następstwem wypadków tego typu (na szczęście mi się to dotychczas nie przytrafiło, albo przynajmniej nie jestem tego świadomy).
Kotom sprzyja klimat i … rozwijająca się motoryzacja. Przepędzanie ich z dachu samochodu rozgrzanego do ponad 50 stopni nie ma sensu. Najczęściej zresztą siadają na nim za moimi plecami, a dowiaduję się o tym widząc ślady wytartego kurzu na masce w kształcie kota – czasem na dachu jest tych śladów kilka, co oznacza, że jest on jedynym (prawie) czystym elementem karoserii. Za co im jestem niezmiernie wdzięczny.

