Znowu się dzieje. I znowu relacje idą na cały świat. Podobno. Niejeden fan sportów motorowych o tym marzy. Światowej klasy wyścigi motorów oglądane na żywo. Słowem Grand Prix Kataru. Ja mimo że o tym nie marzyłem doświadczenie to mam zaliczone. Gratka tym większa, że były to wyścigi przy sztucznym oświetleniu – po raz pierwszy na świecie. Podobno.
Tor Losail, który położony jest 30 km na północ od Doha, trzeba było do nocnej jazdy specjalnie przygotować – wymagało to m.in. zainstalowania 3600 latarni o całkowitej mocy 5.4 mln watów!!! Wszystko oczywiście na środku pustyni. Mimo tych wysiłków nie było możliwe idealne odtworzenie warunków panujących przy świetle słonecznym – wedle kierowców widzialność na torze była trochę gorsza niż za dnia, ale na szczęście traktowali to raczej jako dodatkowe wyzwanie. Podobno narzekali również na wilgotność w powietrzu oraz … chłód – mimo że w ciągu dnia mamy w Katarze ostatnio prawdziwą wiosnę rzędu 30 stopni, to nocą temperatury spadają poniżej 20 st. (plus przenikliwy chłodny wiatr). Nic dziwnego, że kierowcy narzekają. My zresztą też.
Wrażenia z wyścigów? Z góry proszę o wybaczenie, jeśli w poniższych słowach zawrze się jakaś ignorancja w stronę tego sportu. Więc … po pierwsze moim zdaniem trudno to nazwać sportem (naprawdę padam na kolana prosząc o wybaczenie!). Jedyny sportowy element dostrzegłem na trybunach – regularne obracanie szyi z prawej na lewą w momencie gdy motory śmigały obok nas. Równo co 1 minutę i 55 sekund. Nawet oglądając mecz tenisa można zmęczyć się (szyję) o wiele bardziej 😛 Trzeba było ponadto użyć sporo siły (własnych bicepsów i mięsni palca wskazującego) przy zatykaniu uszu, bo przy odgłosie silników o pojemności 500 cc przejeżdżających z prędkością ponad 250 km/h ogłuchnąć jest bardzo łatwo. Tyle sportu w sporcie.

Błagam, nie każcie mi podawać szczegółów wyścigów, bo nie wiem nic ponad to, że wygrał motor koloru czerwonego.
Podsumowując – za mną kolejna impreza, dzięki której o Katarze słyszą ludzie na całym świecie. Jak widać, władze Kataru ostatnio bardzo aktywnie promują ojczyznę. W sumie ciekawe doświadczenie, więcej na podobne wyścigi nie czuję potrzeby chodzić. Czy aby na pewno? – już za miesiąc Formuła 1 w Bahrajnie. Znajomi kuszą, żeby do nich dołączyć, oj kuszą ….
