W Warszawie na Mysiej był kiedyś taki fajny urząd – cenzurą zwany. Myślicie zapewne, że wszyscy cenzorzy wyginęli, albo i zostali zmuszeni przez życie do przeniesienia się ze stołkiem do Chińskiej Republiki Ludowej? Otóż nic bardziej mylnego – w Katarze cenzura ma się bardzo dobrze. Pracy dla cenzorów jest jednak na pewno mniej niż kiedyś, bo przyszła automatyzacja. Ot, na przykład taka.

Zaskakujące? Zadziwiające? A może wkurzające?? Frustrujące? Wyobraźcie sobie, jakie inne słowa przychodzą mi na język, gdy mi to wyskakuje. I wcale nie poszukuję pornosów… Komu odebrało mowę niech się wypowie!
Bardzo dużo stron jest zablokowanych, a popularny w Polsce – całkiem niewinny przecież – joemonster jest tylko jedną z wielu.
Niedawno jeszcze wielu Polaków narzekało na Kaczy-państwo i ślepą walkę z teletubisiem-niby-gejem i słusznymi czy nie atakami Bliźniaków na media, ale jak to porównać do całkowitej blokady takich stron jak joemonster w Katarze?
Następnym razem, gdy któreś z Was będzie podsyłać mi link do jakiegoś śmiesznego filmiku itp. to – błagam – dwa razy się zastanówcie, czy ja będę go mógł zobaczyć. No chyba, że niskim kosztem chcecie wyprowadzić mnie z równowagi. Jeśli tak, to proszę bardzo…. Czekam!
