Wojna światowa wcale nie światowa

Ramadan zbliża ludzi. A konkretniej ukrywanie się w maleńkiej kuchni w biurze w celu konsumpcji posiłków oraz (niealkoholowych) trunków. Przy okazji większość żarówek niby przypadkiem wysiadła, więc bywa naprawdę ciemno. I tłoczno, bo większość ludzi z biura nie pości.

– Ukrywamy się zupełnie jak na wojnie – rzuciłem w przestrzeń, bo takie skojarzenie do tamtej sytuacji przyszło mi akurat na myśl.

Zaskoczenie Hindusów. O jaką wojnę mu chodzi? Czy oni mają jakąś wojnę w Polsce? Kiedy oni tam mieli ostatnią wojnę? Ton tych pytań był na granicy oburzenia!

No tak, nie wymagajmy od nich, żeby pamiętali wojnę sprzed ponad sześćdziesięciu lat, która dotknęła ich w zdecydowanie mniejszym stopniu niż Europę. Nie wymagajmy od nich wiedzy o tym, że od Polski mniej więcej się zaczęło. Sam przecież (niestety) niewiele wiem o historii i kulturze innych kontynentów. Ale bez przesady…

Jestem daleki od popierania koncepcji Polski jako Mesjasza Narodów, ale jednak trochę mnie to oburzenie w ich głosie zaskoczyło. Wyszło tak, jakbym ja, jako przedstawiciel najmłodszego pokolenia, nie miał prawa wspominać o tak odległej historii jak druga wojna światowa – bo niby skąd mam wiedzieć jak to wtedy wyglądało?! Teraz uwagę świata skupiają inne konflikty, ale historia jest historią i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby o niej czasem pamiętać. Na przykład używając tego typu niewinnych porównań.

Ramadan nie tylko zatem zbliża ludzi, ale także uświadamia, jak wiele nas dzieli.

A propos – kiedy ostatnio polskie media wspominały o konfliktach na Sri Lance czy Bangladeszu? Bo ja tu tym żyję prawie na co dzień. Taki tam inny punkt siedzenia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Translate »