Czar [chyba] zaraz pryśnie

Dopóki byłem w Polsce poziom adrenaliny zmieniał się sinusoidalnie – perspektywa wyjazdu była dla mnie aż do dnia wylotu tak nieprawdopodobna i brzmiała wręcz absurdalnie, że przez większość czasu nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wyjeżdżam. Nawet teraz jakoś mam wrażenie, że czar zaraz pryśnie i będzie trzeba wracać nad Wisłę.

Przysłowiowe motyle w żołądku – uczucie znane chyba wszystkim – zjawiały się dopiero wtedy, gdy z kimś przyszło mi o wyjeździe porozmawiać, a raczej – wytłumaczyć się z niego. Motyli pojawiało się jeszcze więcej, gdy widziałem reakcję większości moich rozmówców, którzy z niedowierzaniem dopytywali: “Kto?”, “Ty?”, “Dokąd?“, “Ale jak to?”, “Jak to zrobiłeś?“ itp. A ja odpowiadałem: “Tak, ja”, “Tak, nad Zatoką Perską”, “Tak po prostu”, itd.

W zasadzie przyjemnie było być „okazem”, o którym mówią dziesiątki ludzi. Dla zobrazowania podam anegdotę: spotyka się dwoje moich znajomych. Nawet nie wiedziałem, że się znają nawzajem. Jedno z nich postanowiło się pochwalić drugiemu, że zna takiego jednego, który wyjeżdża dobrowolnie do Kataru do pracy. Drugi znajomy odpowiedział: „Wheyman? To ty też go znasz???”. Tak mniej więcej było. Podobno. Nieważne co mówią, ważne żeby mówili?

Tymczasem sen trwa już trzy tygodnie. Czy to na pewno możliwe?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Translate »