
Tylko ten smród kotów na klatce i karaluchy w kuchni nie dają mi spokoju. No i okolica jest mało przyjemna – dokoła dosyć brudno, dziesiątki wylegujących na trawie (tak, mamy tu trawę – zieloną taką!!!) lub pod sklepem mężczyzn pochodzenia południowoazjatyckiego o dość niechlujnym wyglądzie (oj, mocno subiektywne określenie) – gdyby akcja tego dramatu działa się w Europie to uciekałbym gdzie pieprz rośnie.
Na szczęście nic mi z ich strony nie grozi, oprócz przenikliwych spojrzeń, bo biały człowiek w tej okolicy to dla nich niespodzianka, więc zwykle dość dokładnie mi się przyglądają. A ja im, więc jesteśmy kwita. Chociaż ze względów estetycznych czasem lepiej nie patrzeć.
W sumie nie mam prawa narzekać, bo za te wszystkie luksusy płacę całkiem niewygórowaną cenę – wynajem pokoju o powierzchni około 8 m kw. za ok. 2200 zł za miesiąc to tanio jak barszcz uwzględniając tutejsze ceny wynajmu. Naprawdę.

