Do Sheratona czy do Turka?

Czas leci i pojawiają się coraz to nowsze dylematy. Nie chodzi wcale o to, gdzie zjeść obiadek.

Włosy kiedyś i gdzieś trzeba obciąć. Wstępna analiza rynku usług fryzjerskich w Doha wykazała, że większość fachowców nie wygląda zbyt wiarygodnie – w salonach jest brudno, fryzjerzy mają śmierdzące fartuchy, a w niektórych przypadkach na głowie …. turbany. Po fryzjerze akurat spodziewałbym się trochę większej kreatywności na głowie, a Wy? Na początku siłą rzeczy nie byłem gotowy na oddanie włosów w ręce takich – powiedzmy – profi-partaczy. Pokusiłem się więc na salon w Sheratonie. Było w miarę w porządku, narzekałem tylko na dosyć niekorzystny współczynnik jakość/cena.

Następnym razem zmusiłem się poszukać tańszej alternatywy. 'Turkish barber' – pełen sukces. Byłoby jeszcze lepiej gdyby tylko strzygący mnie Turek rozumiał więcej po angielsku. Gdzie jak gdzie, ale u fryzjera właściwa komunikacja ma kluczowe znaczenie, prawda? Na szczęście od czasu do czasu podchodził do nas szef salonu i pytał już po angielsku, czy powstająca fryzura idzie w dobrą stronę. Nawet herbatkę mi podali – oczywiście turecką, więc była okazja do uzupełnienia cukrów w organizmie. A koszt czterokrotnie niższy niż w Sheratonie. Dylemat więc niejako się rozwiązał.

Podsumowując – rynek usług fryzjerskich w Doha ma co najmniej dwa segmenty cenowe, w tym jeden celowany w najbardziej zamożną część społeczeństwa, która przywiązuje dużą wagę do emocjonalnych atrybutów produktu-usługi typu nazwa marki i jej pochodzenie (Sheraton/Coiffure Francaise…. :-), a segment tańszy też nie pozostaje w tyle dość jasno komunikując silną markę 'Turkish barber' (już kiedyś słyszałem, że są dosyć dobrzy w te klocki).

Fryzura z Sheratona - nie warto przepłacać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Translate »