Nie wysiadaj z klimatyzowanego samochodu! Sklep przyjdzie do ciebie!!!
A konkretniej? – Hindus przyjdzie. Ot co!
Oto przepis na udane zakupy w osiedlowym sklepiku.
1. Zajedź na parking (jaki parking!? Stań sobie normalnie na skrajnym pasie, a gdy na tym już brakuje miejsca ze względu na inne dziko parkujące samochody, zatrzymaj się na pasie obok – nie martw się broń boże o to, że zablokujesz te samochody, które są zaparkowane jak należy, ba!, nie martw się, że cały ruch uliczny blokujesz – ileż razy bowiem to inni blokowali przejazd tobie!!??)

2. Zatrąb raz, poczekaj.
3. Zatrąb dwa razy (pamiętaj, że cierpliwość to domena mistrzów, a nie twoja)
… ze sklepu wyjdzie lub wręcz wybiegnie sprzedawca …
4. Nie wysiadając z samochodu zamów to, co potrzebne, np. 2 paczki Marlboro (najlepiej bez zbędnego „dzień dobry, poproszę …”, rekomendowane użycie słów „daj mi …” (albo „gyw-mi…”)
5. Pogroź przy okazji, że jak będą pogniecione to sprzedawca straci pracę itp.,
… po chwili sprzedawca wróci z zamówionym towarem …
6. Opuść szyby ponownie, uważając aby cię gorąc nie zawiał
7. Zapłać i odbierz towar
8. Daj napiwek lub nie (raczej ta druga opcja)
9. Odjedź z piskiem opon lub bez…
Banalne, prawda?
My tu tak mamy na co dzień. Chamstwa i prostactwa można się uczyć od najlepszych. Co ciekawe, takie zachowanie da się zauważyć również w trakcie zimy, choć już nie tak często. Wychodzi więc na to, że różnica temperatur wcale nie jest wystarczającym powodem tego prymitywizmu. Ludzie tutaj są chyba po prostu leniwi. Chyba?! Na pewno!!
