Wesele po tajsku

Miałem ostatnio przyjemność być zaproszonym na wesele w Tajlandii. Oczywiście je zaakceptowałem – nie tylko ze względu na parę młodą i rodziców, lecz również dlatego, że była to doskonała okazja do obserwacji tamtejszych zwyczajów.

Już sama lokalizacja sugerowała, że będzie to niezwykłe wydarzenie – żadna remiza czy wiejska karczma, lecz Anantara Siam Bangkok, czyli jeden z najlepszych hoteli w Bangkoku!

Nie ukrywam, że jechałem na to wesele z konkretnymi oczekiwaniami – w końcu lokalizacja zobowiązywała. Po dotychczasowych doświadczeniach ślubno-weselnych na świecie spodziewałem się setek elitarnych gości, dodatkowo moja polska dusza liczyła na imprezę do białego rana – słowem: miałem nadzieję na przeżycia, które by się wspominało latami…

W rzeczywistości? Setki gości były, jak najbardziej, wszyscy ubrani na galowo, jak na wesele przystało. Strzałem w pudło jednak okazało się oczekiwanie imprezy do białego rana …

Po kolei. Zaproszenie było na trzynastą. Zjawiam się na kwadrans przed czasem – inni goście też już się schodzą. W lobby należy odhaczyć się na liście gości oraz zostawić kopertę z prezentem w gotówce (obowiązkowo podpisaną, aby rodzina później mogła odnotować, kto ile ofiarował).

Kilka kroków dalej obok wejścia na salę bankietową wystrojona para młoda od dłuższego czasu pozuje do zdjęć z przybywającymi gośćmi. Nikt nie ma prawa mieć wątpliwości, że to właśnie Ona i On są gwiazdami tego dnia. Dla każdego gościa stanięcie do zdjęcia w ich towarzystwie jest niezwykle nobilitujące. Jednak obserwując, jak wiele wysiłku wymaga takie intensywne pozowanie do zdjęć z każdym gościem, odnoszę wrażenie, że scenariusz imprezy był bardziej pisany z myślą o gościach, niż o młodej parze.

W czasie gdy para pozuje z kolejnymi przybyszami, ci „obsłużeni” przechodzą do sali bankietowej. W oczekiwaniu na oficjalne rozpoczęcie imprezy goście powoli przełamują początkową nieśmiałość i podchodzą do bufetu szwedzkiego – stolików z jedzeniem rozstawionych wokół sali (jak się później okaże, jest to jedyny moment na skorzystanie z oferty kulinarnej!). Dominują przekąski koktajlowe, np. kanapeczki i mini-szaszłyki. Do tego wino i inne trunki (jak na Azję przystało najpopularniejsza jest whisky). Najważniejsi goście mają przydzielone stoliki z miejscami siedzącymi, pozostali muszą się zadowolić jedzeniem i piciem na stojąco.

Około godziny po moim przybyciu rozpoczyna się część oficjalna przyjęcia weselnego, a w zasadzie jego kulminacja.

C.D.N.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Translate »