Pięciogwiazdkowe lotnictwo wojskowe

Który kraj maluje wojskowe samoloty w kolory narodowej linii lotniczej? Który kraj usiłuje wyróżnić swoje lotnictwo na arenie międzynarodowej poprzez eksponowanie komercyjnego logo na ogonie? Odpowiedź jest prosta i raczej oczywista – Katar!

Chodzi o Boeinga C17, wyprodukowanego na zamówienie katarskiego wojska, którego można oglądać pod tym linkiem.

Opublikowanie tego zdjęcia mocno od razu wzbudziło w braci lotniczej na całym świecie westchnienia i sprowokowało dyskusję. Nic dziwnego – tego chyba nawet wyobraźnia Lema nie przewidziała.

Samolot ten będzie latać dla Qatar Emiri Air Force, a wykorzystywany ma być głównie – wedle nieoficjalnych informacji – do misji charytatywnych (tu dobry branding może się nawet przydać!), a także transportowania limuzyn emira i innych dobytków w czasie jego podróży zagranicznych.

Co ciekawe drugi zamówiony przez Katar egzemplarz Boeinga C17 został pomalowany już w tradycyjne kolory. Komuś najwyraźniej zabrakło fantazji.

Cóż, nie możemy się już doczekać, jak ten kolos z oryksem na ogonie będzie lądował w Doha!

Już nas prawie dwa miliony

MSW w Katarze podało kilka dni temu, że populacja Kataru wzrosła do 1,9 mln. Statystyka ta zmieniła się znacząco w porównaniu do danych podanych ledwo kilka dni wcześniej przez inne oficjalne źródło – Sekretariat Generalny Rozwoju i Planowania. Zdolności liczenia tego ostatniego wykazały tylko 1,6 mln. Śmieszne to trochę, żeby dwie instytucje rządowe nie mogły się porozumieć co do czegoś tak łatwo mierzalnego.

Swoją drogą panuje powszechna zgoda, że licznik przekroczy dwa miliony już za kilka miesięcy! Ja z kolei pamiętam czasy, gdy statystyki mówiły o 800 tys. ludności. To jeszcze tylko przypomnę, że rodowitych (w tym naturalizowanych rodowitych) Katarów jest tu jedynie 100-150 tys.

Kto kupił stocznie?

Coraz więcej sprzecznych informacji się w tym temacie pojawia ostatnio. Wszystko wygląda zabawnie z naszej perspektywy – rząd się podnieca, że wszystko prawie sfinalizowane, tymczasem potencjalny inwestor, którym jest katarska spółka QInvest, opublikował dementi. Piszą o tym katarskie media, co wzbudza uśmieszki na twarzach moich znajomych w pracy. Dementi polega na tym, że QInvest wystepuje jedynie w roli doradcy inwestycyjnego a nie inwestora. Z czego wynika całe to zamieszanie? Z błędów w tłumaczeniach czy może różnicach kulturowych?
Aż dziwi, że minister Grad nie ogłosił do tej pory, że Qatar Airways będzie latać do Gdańska, albo choćby Gdyni!

Niezamężne blondynki won!

Po raz kolejny mieliśmy okazję poznać brutalne oblicze katarskich władz.

Chciałbym wierzyć, że przypadek znajomej Europejki, który tu opiszę, jest odosobniony. Niezamężna, 25 lat, samodzielna, ambitna, pracowita. W ciągu sześciomiesięcznego pobytu w Doha nie psioczyła tak jak inni, nawet zdążyła to miejsce polubić. No i oczywiście zżyć się z tutejszymi przyjaciółmi. Pierwsze dwa miesiące spędzone na wizie biznesowej. Kolejne dwa – podobnie, gdyż tutejsze władze odmówiły wydania wizy pracowniczo – rezydenckiej. Gdy odmowa pojawiła się po raz trzeci, nie było innego wyjścia jak tylko – zgodnie z literą prawa – spakować walizki i uciekać. Próbować uzyskać kolejną wizę będzie można dopiero po kilku miesiącach spędzonych poza Katarem. Tylko po co?

Tyle prawo. A gdzie jakiś humanitaryzm? Aprecjacja heroizmu? To co, że niezamężna blondynka?! W Qatar Airways przecież są takich setki i nikomu to nie przeszkadza. Nie od dziś wiadomo, że firma firmie nierówna i że wasta to podstawa działania tutejszej gospodarki.

Carla Bruni i Szejka Moza

Ostatnia wizyta katarskiego emira z małżonką w Pałacu Elizejskim skłoniła niektórych do porównania ich z francuską pierwszą parą. Z jakim wynikiem – sami sprawdźcie, albo nawet sami zagłosujcie (link).

Carla Bruni czy Szejka Moza?

Zdjęcie za: www.huffingtonpost.com

Sanepid rządzi

Nawet w Katarze. Wiele razy zdarza się, że po kontroli władz sanitarnych restauracja albo cały sklep jest zamykany, a jeśli nie cały sklep, to przynajmniej jego część, np. mięso, nabiał, czy warzywa. A po takiej kontroli pojawia się szczegółowa wywieszka informująca niedoszłych klientów o haniebnym powodzie zamknięcia. Ale wstyd! Taka kara chyba ma w zamiarze motywować do właściwej dbałości o względy sanitarne, w praktyce zdarza się to nawet takim gigantom detalicznym jak Careffour. A jak wywieszka zniknie, to ludzie znowu kupują. Bo niby jaki mają wybór? Przecież my w Katarze jesteśmy!!

 

Stoisko mięsne w Carrefourze w Doha zamknięte z powodów sanitarnych. Niemożliwe!

Nabrudzili i każą nam sprzątać

Sprzątanie nie byłoby konieczne, gdyby nikt wcześniej nie nabrudził. A jednak ktoś nabrudził, a teraz w ogólnospołecznej akcji kazano, pardon – zachęcano do posprzątania – głównie plaż.

Kogo zachęcano? Generalnie wszystkich, głównie ekspatów (hm, bo stanowią większość populacji?!). Co więcej, niektórzy z tych przyjezdnych pochodzą z Zachodu, gdzie akcje tego typu odbywają się od lat, a więc ludzie udział w sprzątaniu mają niejako we krwi. No dobrze. Pozostaje jeszcze pytanie kto nabrudził? Odpowiedź, że „wszyscy” byłaby daleka od prawdy. Przecież tacy ludzie z Zachodu mają zabieranie własnych śmieci z plaży niejako we krwi (przynajmniej większość takich jak my – niniejszym puszczam oko do takiej jednej, która zeszła ostatnio na złą drogę). Brudzą najbardziej Arabowie (choć nie wszyscy). I oto się właśnie rozchodzi.

Śmieci na plaży w Katarze

Zachęta do sprzątania skierowana do wszystkich, w tym do mnie jako pełnoprawnego rezydenta, wyszła od Katarczyka właśnie. Ja przepraszam, ale ktoś chyba wszelkie rozumy pozjadał. Jakaż hipokryzja, jakiż tupet! Może ja jestem przewrażliwiony, ale potraktowałem to jako osobisty policzek i odmówiłem udziału.

A dlaczego Arabowie śmiecą? Okazuje się, że w ich kulturze pozostawianie śmieci w miejscu w którym powstały pozwala im mieć poczucie, że dają pracę innym, czyli sprzątającym Hindusom (że niby tacy dobroczynni są). Taka tradycja, w sumie nie ich wina. Przekonanie to jest na tyle silne, że mimo ostatnich wysiłków władz nie udaje się ograniczyć ilości porozrzucanych w parkach i na plażach śmieci. A efekt jest taki, że zamiast dać pracę sprzątaczom, organizuje się wielkie społeczne akcje. I sprzątają – owszem – przyjezdni. Za darmo.

O niewolnikach

Ryszard Kapuściński pytał w Podróżach z Herodotem:

„Czy zastanawiamy się, że bogactwo świata od niepamiętnych czasów było budowane przez niewolników? Od systemów nawadniania Mezopotamii, chińskich murów, egipskich piramid, ateńskiego Akropolu po plantacje cukru na Kubie, bawełny w Luizjanie i Arkansas, po kopalnie węgla na Kołymie i niemieckie autostrady?”

Do poniższej listy dodałbym bogactwo Zatoki Perskiej, na ropopochodnych fundamentach którego powstają supernowoczesne budowle, o jakich filozofowie nie śnili. Niewiele się w temacie niewolnictwa zmieniło na przestrzeni wieków.

Duma Kataru – absolwenci. I Enrique.

Warto wrócić na chwilę do Enrique. Okazuje się bowiem, że okazją do jego koncertu w Doha było – uwaga – zbliżające się zakończenie roku akademickiego na katarskich uczelniach. Co za zaszczyt! Nieoficjalnie (może nawet i oficjalnie, ale nie znalazłem nigdzie potwierdzenia) mówi się, że latynoski piosenkarz został zaproszony gdyż jego wielkim fanem jest szejkowy syn, który właśnie w tym roku został absolwentem jednego z uniwersytetów (ktoś tu miał gest!). Tych ostatnich jest na ziemi katarskiej całkiem sporo – Weill Cornell Medical College in Qatar, Texas A&M University at Qatar, Carnegie Mellon University in Qatar – to tylko kilka z nich. Wszystkie są częścią Education City, założonego w 1995 roku przez Emira. Projekt, któremu przewodzi katarska Pierwsza Dama, jest częścią ambitnego planu, aby Katar stał się regionalnym i globalnym centrum edukacji. Nietrudno zauważyć, że w celu realizacji tej strategii postanowiono współpracować tylko z amerykańskimi uczelniami, które tutejszym oddziałom narzucają swoje standardy nauczania.

Dziesiątki dźwigów budują Education City w Doha. Na zdjęciu ok.1/5 inwestycji!!!

Koszt inwestycji w same nieruchomości, z których najbardziej znacząca to budynek-drzewo, szacowany jest na miliardy dolarów. Koszty operacyjne i zarządcze to wedle zarządu fundacji, która tym wszystkim dowodzi – setki milionów dolarów.

Drzewo - ta konstrukcja idealnie odzwierciedla jak ambitne plany ma Katar jeśli chodzi o edukację na najwyższym poziomie

Nic dziwnego zatem, że na zakończenie roku funduje się studentom imprezę w postaci koncertu Enrique Iglesiasa.

Jednakże to ambitne przedsięwzięcie może nigdy się nie zwrócić – wybudowanie tych wszystkich kampusów to pestka gdy ma się do dyspozycji tanią siłę roboczą. O wiele większym wyzwaniem będzie skłonienie absolwentów do podjęcia pracy w Katarze. Okazuje się, że wielu tegorocznych absolwentów pytanych o plany na przyszłość wspominała o kontynuowaniu studiów za granicą, np. w Nowym Jorku. Czy kiedykolwiek wrócą do Kataru, aby swoją wiedzą i doświadczeniem wspierać jego rozwój? Wątpliwe, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że spośród 200 absolwentów rodowici Katarczycy stanowią mniej niż połowę.

Póki co Katar jest bardzo dumny ze swojego systemu edukacji. Jest chyba również dumny ze swoich absolwentów skoro na bilbordach wywiesza ich zdjęcia.

Katar dumny ze swoich absolwentów. Bilboard przy uniwersytecie w Doha.

Absolwenci uniwersytetu - plakaty na latarniach w Doha.

Translate »