Beznadziejna nadzieja w tej kataryzacji

Po wakacyjnych atrakcjach czas na powrót do szarej rzeczywistości. Projekt kataryzacja powraca na okładki. Tym razem ogłoszono, że pomysł musi zostać odłożony w czasie. Zgadnijcie dlaczego. Po prostu zabrakło dobrze wykwalifikowanej kadry z katarskim paszportem, od której – siłą rzeczy – zależało powodzenie przedsięwzięcia. Ciekawe wnioski, ale żeby dojście do nich zajęło tyle lat?

Katar w Warszawie

Okazuje się, że w październiku zeszłego roku jakoś tak bez wielkiej pompy została otwarta ambasada Kataru w Warszawie. Nareszcie. Mieści się ona obecnie w hotelu Sheraton. Mam tylko nadzieję, że to kolejny krok w kierunku ułatwień wizowych, a także – co rozumie się samo przez się podobno – bezpośrednich lotów QR do stolicy Polski.

Flaga Kataru

Najwyraźniej relacje między obu państwami się zacieśniają, czego najlepszym dowodem była niedawna wizyta premiera Tuska w Dausze. Warto dodać, że Emir Kataru, JW Szejk Hamad bin Chalifa As-Sani złożył wizytę w Polsce już w 2002 roku i była to pierwsza oficjalna wizyta głowy jakiegokolwiek państwa znad Zatoki Perskiej w Polsce.

Pierwszy dzień wiosny

W tym roku wypada chyba 1 lutego. Przynajmniej w Katarze. Takie ciepełko, że w środku dnia ledwo wysiedziałem w samochodzie bez klimatyzacji, a to naprawdę coś – znacie mnie przecież – jeszcze kilka tygodni temu włączałem tu ogrzewanie w samochodzie w drodze do pracy rano, gdy temperatura spadała poniżej 20.

W ogóle tegoroczna zima była jakaś taka łagodna. Owszem, zmarzło się nie raz, nie dwa, ale jakoś tak bez przesady. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w tym sezonie temperatura spadła poniżej 10 stopni, a to zdarzało się rok temu wiele razy. Te relatywnie wysokie temperatury nie oznaczają jednak, że mogłem zapomnieć o mojej farelce. Przydała się wielokrotnie. Wczoraj w nocy rozważałem włączenie klimatyzacji, więc doszedłem do wniosku, że mogę zacząć ją chować do szafy. Farelce więc mówimy od dziś stanowcze i zdecydowane NIE. Klimatyzacji też (tymczasowo) mówimy NIE.

Prawdziwa wiosna! Nareszcie!

O Katarze 6 lat temu

Przypadkiem natrafiłem ostatnio na bardzo ciekawy artykuł o Katarze opublikowany swego czasu w „Gazecie”. Mimo, że napisany ponad sześć lat temu, wydaje się bardzo aktualny. Okazuje się, że od tamtego czasu niewiele się w tym małym państewku zmieniło – władze cały czas próbują wprowadzić do życia „projekt kataryzacja”, gospodarka się rozwija, zasoby gazu i ropy się nie kończą, a jego mieszkańcy nadal uwielbiają wycieczki na pustynię i ściganie się po wydmach, a także swojego emira. I tylko modele Land Cruiserów przeszły lifting (Toyota się stara, wszak to jeden z ważniejszych rynków dla tych samochodów!). Ponadto proporcja zagranicznych mieszkańców do lokalnych nadal rośnie, a w centrum miasta coraz więcej mamy drapaczy chmur. I jeszcze tylko kurs riala notuje ciągłe zmiany.

Aż trudno uwierzyć, że już w 2002 roku ktoś pisał o Katarze na łamach Dużego Formatu. Zapraszam na reportaż Roberta Stefanickiego z lipca 2002 roku.

Party permit

Pomysł tak absurdalny, że aż nie chce mi się tego komentować. Lokalne kluby nocne, tudzież dyskoteki – swoją drogą zbyt dużo ich tu nie ma – już od lutego będą dostępne tylko dla posiadaczy kart członkowskich. Wszystkie. Jeśli obecnie takich kart nie wydawały, to będą musiały zacząć.  Taki jest wymóg nowowprowadzanego prawa.

Już sam nie wiem przeciw komu jest to wymierzone – przeciw samotnym mężczyznom (Hindusom, Arabom?), czy może Katarczykom, którzy w niektórych barach piją swoje i innych zdrowie (nie mam nic przeciwko, choć wkurza mnie taka obłuda).

Ciekawe, czy do wydania takiej karty konieczne będzie pozwolenie od pracodawcy tak jak w przypadku liquer permit ? Oj, działoby się, oj działoby.

Waleczni w sukienkach

Widzieliście kiedyś bijących się obywateli Kataru? Szanse są małe, wszak Katar jest jednym z najbezpieczniejszych państw na świecie. Na youtubie jednak można znaleźć wszystko. W tym również bijących się panów w białych prześcieradłach.

Bezcenne?

 

Zabronili Sylwestra

Nareszcie dzieje się coś „dziwnego” w Dubaju, a nie w Katarze. Co więcej – dzieje się naprawdę!

Jego wysokość Szejk Mohammad Bin Rashid Al Maktoum, wiceprezydent i premier ZEA oraz władca Dubaju, ledwo kilkanaście godzin temu wydał nakaz odwołania wszelkich form świętowania nowego roku w Dubaju. Jest to gest solidarności z narodem palestyńskim. Imprezy plenerowe zostały w związku z tym odwołane, zabroniono głośnej muzyki, fajerwerków, a także okazywania radości z nadejścia nowego roku chociażby poprzez trąbienie lub okrzyki na ulicy. Za niedostosowanie się do zakazu grożą kary. Większość hoteli organizujących imprezy masowe (i luksusowe jak na Dubaj przystało) postanowiła przenieść je do swoich wnętrz, usunąć noworoczne dekoracje i wyciszyć muzykę. Koncert Shakiry w najdroższym hotelu świata Emirates Palace nie został jednak odwołany.

Pominę zamieszanie jakie rozporządzenie to wywołało, a zwłaszcza jego szczegółowa interpretacja przez organizatorów imprez. Zwrócę jednak uwagę na fakt, że „zima” to sam środek sezonu turystycznego w tej części świata, więc do Emiratów zjechały dziesiątki tysięcy turystów z Europy i nie tylko pragnących świętować Nowy Rok w fajniejszy niż dotychczas sposób, a zapłacili za tę przyjemność duże pieniądze (spece od zarządzania przychodami we wszystkich sektorach turystyki już się o to postarali).

A w Katarze skromnie, ale przynajmniej bez zakazów. Paradoksalnie my w Nowy Rok musimy iść do pracy (mimo, że świętujemy), a Dubaj ma tego dnia ustawowe wolne. No chyba, że i to rozporządzeniem szejka zostanie zmienione w najbliższych godzinach, bo skoro nie imprezują, to po co im wolne?

Pomyślności w Nowym Roku. I wytrwałości w czytaniu tych moich wypocin. Wam i … sobie życzę.

Przemycają gotówkę?

O tym, że Katarczycy na brak gotówki narzekać nie mogą już wspominałem. Nadmieniłem również, że może to być również źródłem problemów. Tym razem kolejny dowód – władze lotnicze w Katarze (czyli taki niby Urząd Lotnictwa Cywilnego) rozesłały ostatnio do wszystkich biur podróży oficjalną notkę, w której przypomniano, że Katarczycy przylatujący do Niemiec lub opuszczający ten kraj mają obowiązek zadeklarowania na granicy posiadanej ilości gotówki w przypadku gdy suma ta przekracza 10 000 euro. Poproszono, aby o istnieniu tego przepisu informować klientów w momencie zakupu biletu, gdyż za jego złamanie grożą surowe kary.

Banalny problem, ale najwyraźniej występujący masowo, skoro skłonił najwyższe władze do zwrócenia uwagi na tę kwestię. Ciekawe dlaczego??!!

A gdzie są ich złote karty kredytowe ja się pytam?

Trochę czułości nie zaszkodzi

Męskie przyjaźnie w Katarze idą o krok dalej niż na przykład w Polsce. Dotyczy to w ogóle większości krajów arabskich. Przyjaciele czy bracia okazują więcej uczuć na ulicy wobec siebie, niż wobec kobiet, nie wyłączając własnych żon oczywiście.

Powitanie między Katarczykami wygląda dosyć zabawnie – są to zazwyczaj trzy pocałunki w prawy policzek – najpierw jeden, chwila przerwy w czasie której panowie oddalają się nieco jakby chcieli spojrzeć sobie w oczy, a potem dwa kolejne cmok cmok jeden po drugim. Tak to wygląda technicznie. Zapewniam, że do takiego widoku można się bardzo szybko przyzwyczaić, choć takiej wymianie uścisków towarzyszy więcej czułości niż w przypadku Francuzów czy Belgów. O trzymaniu się niektórych młodych Arabów za ręce w czasie spaceru nie będę się rozpisywał.

Nie trzeba chyba dodawać, że o jakiejkolwiek czułości między kobietą a mężczyzną na ulicy nie ma mowy. Co najwyżej trzymanie się za ręce – już niektóre katarskie małżeństwa (!) to robią, sam widziałem…

Ostatnio jednak zauważyłem nowe zachowanie – pocałunki w czubek nosa tudzież ocieranie się nosami przy powitaniu. Zupełnie jak u Eskimosów. Wygląda to jeszcze komiczniej niż pocałunki w policzek. Wydaje się, że to przejaw jakiejś nowej mody.

* Uspokajam niniejszym, że ja tej swoistej modzie ulegać nie zamierzam.

Rozwód przez sms

Edukacji arabskiej ciąg dalszy.

Mężczyzna może rozwieść się z żoną wypowiadając trzykrotnie formułkę „rozwodzę się z tobą”. W ostatnich latach furorę robią rozwody przez sms. Aby jednak przeciwdziałać zbyt pochopnej decyzji mężczyzny o rozwodzie Mahomet wprowadził zasadę, według której aby ponownie ożenić się z byłą żoną, musi ona najpierw wyjść za mąż za kogoś innego.

Kobieta aby uzyskać rozwód, musi się zwrócić do sędziego. Powodem może być złe traktowanie przez męża. Rozwiedziona kobieta ma niższy status społeczny, zwłaszcza gdy jest młoda i pragnie ponownie wyjść za mąż. Jeżeli jednak jest trochę starsza i ma odchowane dzieci, rozwód jest dla niej swojego rodzaju wolnością. Jeżeli ma dorastających lub dorosłych synów, staną się oni gwarancją jej niezależności. Paradoksalnie to synowie częściej zostają po rozwodzie z matką, a nie córki. Synów bowiem nie trzeba „strzec”, a młodociane córki należy uchować w dziewictwie do czasu zamążpójścia, czego lepszym gwarantem jest ojciec.

Translate »