Skutki uboczne drogiej ropy

Choć trudno Wam będzie w to uwierzyć, to wcale nie jest prima aprilis.

Katarski rząd ogłosił właśnie wzrost wynagrodzeń obywateli Kataru pracujących w służbach państwowych o 60%. Podwyżka pensji dla oficerów wojskowych wyniesie 120%, a dla wojskowych w stopniach szeregowych 50% (w każdym przypadku mowa o wynagrodzeniu zasadniczym oraz dodatkach socjalnych). Emerytowani pracownicy służb cywilnych również będą mogli cieszyć się wzrostem w wysokości 60%.
Zmiany te przewiduje zarządzenie Jego Wysokości Następcy Emira i Tronu, Szejka Tamima bin Hamada as-Saniego nr 50 z 2011 r. Zmiany wchodzą w życie od 1 września.

Wzrost wynagrodzenia zasadniczego i dodatków socjalnych będzie kosztował katarski budżet 10 mld rijali katarskich (ok. 2,7 mld USD), kolejne 20 mld rijali rząd przekaże na rzecz funduszu emerytalnego.

Tyle suchej informacji prasowej. Podkreślić pragnę, że podwyżka dotyczy jedynie obywateli z paszportem katarskim (zatrudniani są na oddzielnych zasadach), a nie pracowników najemnych, takich, jak ja. Plotka niesie, że jednym z powodów wzrostu wynagrodzeń – poza najzwyklejszą w świecie „nadwyżką budżetową” – jest chęć podkreślenia różnic (ekonomicznych) między rodowitymi Katarczykami a napływową siłą roboczą. Coraz częściej bowiem było słychać głosy wśród obywateli Kataru, którzy narzekali na pogarszającą sytuację materialną i wypieranie ich z rynku pracy przez specjalistów z zagranicy. Czy to plotka, czy nie, trzeba przyznać, że posunięcie ma nawet sens.

A my, drobni ciułacze, już teraz zaczynamy obawiać się podwyżek cen żywności i innych towarów. Lokalni handlowcy byliby głupi gdyby z takiej okazji nie skorzystali.

 

Swoją drogą – jestem z siebie dumny, bo nie użyłem ani jednego wykrzyknika przy przekazywaniu Wam tej wiadomości. A kusiło mnie, oj kusiło …

Rutyna

Przepraszam za długą nieobecność – wyraźnie brakuje mi weny ostatnio.

To nie tak, że nie ma o czym pisać. Bynajmniej! Nie tak dawno był w Katarze tenis męski (i powracające jak bumerang hasło ‘sezon [tenisowy] zaczyna się w Doha’), wczoraj na stadionie im. Chalify w Doha odbyły się finały tenisa kobiecego (w postaci ‘Qatar Ladies Open’). Z kolei zeszłej jesieni ponownie mieliśmy drużynowe mistrzostwa w siatkówkę, w których bełchatowska Skra po raz kolejny przegrała finał z włoskim Trentino. Ale rutyna!

Z pozostałych niusów – Mundial w Katarze co prawda dopiero w 2022 roku, ale jego perspektywę zakrył w międzyczasie cień kompromitacji, do której doszło w zeszłym miesiącu podczas finału Pucharu Azji (chyba przemilczano to w polskich mediach, więc wspomnę tylko, że na stadion, na którym odbywał się mecz, nie wpuszczono tysięcy kibiców z wykupionymi biletami; przy całkowitym braku profesjonalizmu sił porządkowych do zamieszek nie doszło tylko dlatego, że rozwścieczony tłum się poddał, co należy uznać za ewenement w skali światowej albo i cud, szczególy na portalu telewizji Al Jazeera).

Można by tak w nieskończoność. Zahaczyłem powyżej tylko o kwestie sportowe (bo najbardziej w tym kontekście Katar stara się pokazywać w światowych mediach ostatnio), a ileż innych ciekawych rzeczy dzieje się w Doha i okolicach!? Nowe centra handlowe, nowe dzielnice, nowe drogi prowadzące nierzadko donikąd. Lokalne absurdy coraz rzadziej zadziwiają. Nie zaskakuje również nowy aquapark, w którym zakazano paradować w bikini i który zamknięto na zimę (zimą im za zimno, a latem? – też pewnie zamkną bo będzie za gorąco!).

Nowe są też destynacje Qatar Airways, przy czym tu też stara rutyna, bo Warszawa omijana jest już najwyraźniej z przyzwyczajenia (chyba że na wysokości przelotowej).

Nic dziwnego, że po prawie czterech latach (tak, Drodzy Czytelnicy, czas leci!) prawie całkowita powtarzalność tych wszystkich wydarzeń wydaje się oczywista i zaczyna niemalże boleć. Na myśl przychodzą mi Chłopi Reymonta – tam życie wiejskie regulowały pory roku; w naszym pustynnym klimacie cykl lato-zima ma niemniejsze znaczenie. W kategorii opisywania cykliczności zdarzeń wolałbym z Reymontem (bądź co bądź laureatem Nagrody Nobla) nie konkurować.

Niniejszym w kwestii niusów z życia mieszkańców najbogatszego kraju na świecie oddaję pola innym polsko-katarskim blogerom a zwłaszcza Olenie, która według mnie nie ma sobie równych.

Bez obaw – moja aktywność na tym blogu nie zanika. Chciałbym się skupić na relacjach z podróży, a więc od teraz dominować będzie kategoria ‘Globtroter’. Wpisów będzie trochę mniej, ale obiecuję, że z jakością nie będzie gorzej.

W pamięci podręcznej mam dwie wyprawy, które czekają na oficjalne podsumowanie. Szczegółów na razie nie zdradzam. Cierpliwości!

Fifa dali jej na imię

Nayef Shayhan al-Shammary, dumna obywatelka Kataru, nadała swojej nowonarodzonej córcę imię Fifa. Chciała w ten sposób uczcić przyznanie swojej ukochanej ojczyźnie przez Fédération Internationale de Football Association praw do organizacji mundialu w 2022 roku. Początkowo rodzice planowali nazwać ją Dana, ale wieczorem 2 grudnia zmienili zdanie. Dziewczynka urodziła się w dniu i godzinie ogłoszenia tej radosnej i chwalebnej dla całego Kataru wiadomości.

Historia doprawdy wzruszająca! Podobny nastrój zapanował ostatnio we wszystkich katarskich gazetach, a nawet w centrach handlowych i na ulicach – kulminacją będą obchody święta narodowego w najbliższą sobotę 18 grudnia. Będzie m.in. parada wojskowa, pokazy sztucznych ogni i palenie opon na korniszu przez landcruzery!

Mundial w Katarze 2022

A jednak się udało! O tym, że FIFA przyznała Katarowi prawo do organizacji piłkarskich mistrzostw świata każdy już słyszał. Pozostaje mi krótkie podsumowanie wątku, który pojawiał się tu już wcześniej (Expect amazing, Chłodzenie słońcem oraz Qatar 2022).

Opinie na temat decyzji FIFA bywają oczywiście sprzeczne – tak było nawet przed jej ogłoszeniem. Warto tu jednak podkreślić, że w samym Katarze nie brakowało sceptyków – zarówno pośród rodzonych Katarczyków, jak i ekspatów. Ze zrozumiałych względów Doha oszalała po głosowaniu FIFA. Mimo, że sceptycy pozostali tamtego wieczoru w domach (zakładam, że tak właśnie było), na ulice wyszły tysiące ludzi, zwłaszcza na kornisz, który został podobno całkowicie zablokowany samochodami.

Oto spełnia się jedno z najśmielszych marzeń katarskiego emira. Czy się to komuś podoba czy nie, przed Katarem wielki prestiż, ale i także olbrzymie wyzwanie. Jestem pewny, że sobie z nim poradzą – zwłaszcza przy wykorzystaniu rąk zachodnich specjalistów, którzy zostaną sprowadzeni do pomocy w planowaniu i organizacji tego olbrzymiego przedsięwzięcia. Zamiast nazywać katarski mundial piłkarskim żartem wszechczasów, może warto zastanowić się jakie szanse stoją w związku z tym przed nami. Architekci, inżynierowie, specjaliści wszelkiej maści z całego świata – miejcie oczy szeroko otwarte! Możliwości zatrudnienia przy tak olbrzymim projekcie będą w zasadzie nieskończone, podobnie jak jego budżet. Na to chyba nie można narzekać!

Katar 2022. Zadziwisz się! Expect amazing!

Weekend w Goa

Goa to bodaj jedyne miejsce w Indiach, w którym można natrafić na mieszkańców Zachodu spędzających miesiąc miodowy. Plaże Goa w szczycie sezonu zaludniają się całkowicie turystami o białej karnacji. Wśród nich nie brakuje również hipisów – gandzię (notabene słowo to jest zapożyczeniem z języka hindi) proponują tu na każdym kroku. W Polsce Goa wydaje się być propozycją dla zamożnych – ceny pakietów wakacyjnych kosztują nierzadko drożej niż wakacje w Kenii lub na Bali.

Goa to swego rodzaju państwo w państwie. O tym, że każdy stan w Indiach ma swój charakter, nikt nie zamierza się tu spierać, odnoszę jednak wrażenie, że Goa stoi niejako z boku, albo i ponadto. Hindusi urodzeni i wychowani w Goa, których znam, często podkreślają swoje pochodzenie (przy przedstawianiu się – obok lub wręcz zamiast nazwy kraju – podają nazwę tego stanu; fenomen, który wnikliwi obserwatorzy zauważą jeszcze co najwyżej pośród niektórych Hindusów z Kerali).

Plaża w Baga, Goa

Goa szczyci się swoistą odrębnością jeśli chodzi o architekturę, historię, religię, tradycje, jak też mentalność mieszkańców. A to wszystko w sumie wpływa na jej niezwykłą popularność w Indiach i za granicą. W ciągu zaledwie dwu dni naszego pobytu zauważyliśmy swego rodzaju pozytywne nastawienie do świata, jak i ludzi. Sposób, w jaki zwracali się do nas kelnerzy w restauracji nie zgadzał się ze stereotypem, do którego można było przywyknąć w innych regionach tego kraju. Nawet sprzedawcy w sklepach byli jakoś bardziej cywilizowani w tej swojej nachalności. A życie nocne? – mnogość klubów z najróżniejszą muzyką oraz alkohole z całego świata do wyboru przywołują skojarzenia z Bali lub poniekąd nawet … Ibizą. Dodatkowych atrakcji dostarczyły nagłe braki prądu w różnych miejscach (trzy w trakcie dwudniowego pobytu), w tym podczas tradycyjnego masażu z wykorzystaniem gorącego olejka (kto by się nie bał?)

Czy polecam Goa? Pewnie, zwłaszcza na weekend! Następnym razem jednak z egzotycznych destynacji plażowych wybrałbym Bali lub Perhentiany. Może zdjęcia z Goa będą dla niektórych bardziej przekonujące?

Goa, Indie

Moje Melbourne

Z powodzeniem mogłoby zapożyczyć slogan reklamowy Gdyni. Melbourne – moje miasto. Brzmi patetycznie, wiem, ale i autentycznie, bo taka właśnie myśl przychodzi mi do głowy gdy mam opowiedzieć o swoich wrażeniach z pierwszej w życiu wizyty na Antypodach.

Melbourne - a place to relax

Specjalne uczucie w stosunku do tego miasta kiełkowało już przed wyjazdem, pod wpływem niezwykle inspirujących opowieści znajomych. Moje oczekiwania zostały podkręcone najbardziej jak się da. Nie zawiodłem się! Klimat, bliskość morza i plaży, oferta kulturalna, przyjaźni mieszkańcy, architektura, a ponadto styl życia, którego symbolem stało się caffe latte – to wszystko ma prawo się podobać.

Melbourne - caffe latte

Nic dziwnego, że Melbourne pojawia się bardzo wysoko w rankingach na miasto, w którym żyje się najlepiej. Oczywiście, że chciałbym tam wrócić, a może i zamieszkać.

Zdjęcia na picasie.

Centrum Melbourne (CBD)

Azjatycka niedola

Okazuje się, że Katar nie jest jedynym krajem, w którym emigranci z Azji sprowadzeni jako pomoc domowa są niechlubnie traktowani. W Libanie, kraju uważanym za trochę bardziej „cywilizowany” niż Katar, wcale nie jest lepiej. Media donoszą o rosnącej fali samobójstw obywatelek Nepalu zatrudnionych w Bejrucie jako służące. W ostatnim roku takich przypadków odnotowano piętnaście. Kobiety te, najczęściej w wieku 20-30 lat, nie wytrzymują presji oraz nadużyć finansowych, psychicznych, fizycznych oraz seksualnych ze strony pracodawców. W wielu przypadkach samobójstwa popełniono w ciągu miesiąca od przyjazdu do Libanu.

Rząd libański niestety niewiele w tej sprawie robi – w ministerstwach brakuje nawet dokumentów, które ułatwiłyby podjęcie śledztw. Sprawniej działają organizacje pozarządowe, które postawiły sobie za cel ułatwienie asymilacji pracowników z zagranicy (oprócz Nepalu są to zwykle obywatele Filipin, Sri Lanki czy Erytrei) – promuje się kulturę i kuchnię tych państw, a także zachęca pracodawców do przydzielania służącym przynajmniej jednego dnia wolnego w ciągu tygodnia (!?!).

Rząd nepalski z kolei, starając się zapobiec podobnym nieszczęściom w przyszłości, zakazał swoim obywatelkom podróży do Libanu w celach zarobkowych. Niestety na niewiele taki zakaz się zdał – ponad 20 kobiet z Nepalu nadal wyrusza nielegalnymi kanałami do Bejrutu każdego dnia. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja większości rodzin w Nepalu jest na tyle zła, że każdego dnia kraj ten opuszcza ok. 800 obywateli w poszukiwaniu pracy za granicą, a przelewy pieniężne z zagranicy szacowane są na 25% nepalskiego PKB!

Ramadan, który zaczał się tydzień temu, to taki szczególny czas, kiedy myśli się o bliźnich, zwłaszcza tych w gorszej sytuacji. Mam nadzieję, że przynajmniej w tym okresie obywatele trzeciej kategorii będą lepiej traktowani przez swoich pracodawców.

 

Życie emigrantek w Libanie ujął na zdjęciach Matthew Cassel – amerykański fotograf i dziennikarz mieszkający w tym kraju. Wywiad z nim można przeczytac na stronie www.migrant-rights.org


Unseen Lives: Migrant Domestic Workers in Lebanon – Images by Matthew Cassel

Toalety dla VIP-ów

Jest sobie normalne centrum handlowe. Sklepy różnych popularnych w świecie marek, Carrefour, ponadto food court i kino z wieloma salami do projekcji filmów. Jest również lodowisko dla dzieci i dorosłych (jak przystało na szanujące się centrum handlowe nad Zatoką Perską).

C.H. Villaggio w Doha

Ostatnio dobudowano nowe skrzydło – z markami z wyższej półki. Łatwo zauważyć, kiedy się tam wejdzie – wszystko lśni i jest bardzo dużo przestrzeni. Nawet marki samochodów wystawione na środku alejki (np. Porsche) zwracają nieco większą uwagę w porównaniu do tych w części dla „zwykłych ludzi” (Mercedes, a bywała i Toyota). Do nowego skrzydła można wejść oddzielnymi drzwiami (na wypadek gdyby ktoś chciał uniknąć kontaktu z plebsem). Czerwony dywan i na jego końcu odźwierny ochroniarz – to szczyt luksusu na który nie każdy może sobie pozwolić w drodze na zakupy. Gdy będzie taka potrzeba, można nawet z toalety skorzystać, lecz nie byle jakiej – oto toalety dla VIPów.

C.H. Villaggio w Doha

Przestronne wnętrza tak oszałamiają, że pokusa robienia zdjęć pojawia się natychmiast u wielu osób. Na uwagę zasługuje czystość tej luksusowej latryny (rzecz w zasadzie niespotykana w tym regionie świata), co można by wyjaśnić jedynie małą frekwencją – obecność dziadka klozetowego w tutejszych toaletach niewiele w kwestii ich czystości zmienia. Gdyby ktoś nadal miał wątpliwości czy to jawa, czy sen, to wyjaśnię, że z owych atrakcji jak najbardziej można skorzystać „w realu” – wystarczy wybrać się do C.H. Villaggio w Doha w Katarze (tego samego, które słynie z możliwości udania się w przejażdżkę prawdziwą gondolą po kanale w stylu weneckim – ten klimatyzowany aż do bólu budynek w ogóle udaje, że jest Wenecją, skutecznie bądź nie!). Nic to podobno w porównaniu z centrami handlowymi w Dubaju, lecz przecież nie moją rolą jest tu o tym pisać…

C.H. Villaggio w Doha

Katarczycy rosną w siłę

Muszę przyznać, że dziennikarz New York Times ujął problem znakomicie: Katar – pomimo, że zajmuje mały obszar pokryty piaskiem, jest krajem dużych liczb.

Druga pozycja na świecie w rankingu PKB na mieszkańca, trzecie co do wielkości złoża gazu na ziemi. To wszystko już wiemy. Statystyka jest jednak bezlitosna, gdyż w tych mniej szczytnych kategoriach Katar też bywa na wysokiej pozycji. Wskaźniki otyłości, występowania cukrzycy oraz chorób genetycznych należą do najwyższych na świecie. Rodzeni Katarczycy cierpią na poważne problemy zdrowotne bezpośrednio związane z ich uprzywilejowanym stylem życia. Po pierwsze bogactwo ropy naftowej i gazu. Ponadto silne przywiązanie do tradycji – małżeństwa zawierane między kuzynami wciąż nie należą do rzadkości.

To nie tak, że wszyscy Katarczycy są otyli. Narzuca się porównanie z Ameryką, gdzie otyłość ludzi na ulicy po prostu rzuca się w oczy. I tak jest także tutaj. Znalezienie wolnego stolika w McDonaldzie w piątkowe lub sobotnie popołudnie graniczy z cudem. Z jednej strony mamy uświadomionych zdrowotnie biegaczy na korniszu (są to zarówno otyli próbujący zrzucić wagę jak i oświeceni w kwestii zdrowego trybu życia obywatele). Jednakże w całej masie – jak wszędzie – są to raczej wyjątki.  Faktem jest, że problem otyłości istnieje we wszystkich krajach regionu, ale Katar jest liderem nawet regionalnych rankingów – przewiduje się, że w ciągu pięciu lat 73 procent kobiet oraz 69 procent mężczyzn będzie otyłych!

W przypadku chorób genetycznych to Arabia Saudyjska przoduje w rankingach (zapracowała na drugą pozycję na świecie), a Katar jest dopiero szesnasty!

Świadomość tych wszystkich zagrożeń jest coraz większa. Zauważono jednak, iż uwaga władz i mediów niestety skupiona jest głównie na leczeniu a nie na prewencji. W tym ekstremalnym klimacie, stylu życia na wzór amerykański i jednoczesnym przywiązaniu do tradycji, niestety nic nie wróży poprawy tej sytuacji w najbliższym czasie.

Wybory prezydenckie w Doha

Polacy mieszkający w Katarze też wybrali swojego prezydenta – głosowano w Obwodowej Komisji Wyborczej nr 101 w Doha. Wspomniano o nas nawet w serwisie TVN24. Okazuje się, że Bronisław Komorowski zdobył tu bezwzględną większość głosów już w pierwszej turze. W drugiej turze dostał 57 z 66 oddanych głosów. Dla ciekawskich – protokoły komisji wyborczej dostępne są na stronie polskiej ambasady. Mnie w tym protokole najbardziej zaskoczyło to, że w polu adres wpisano całkiem konkretny adres ambasady z nazwą ulicy i numerem(!). Wychodzi więc na to, że adresy w Katarze, owszem, istnieją, tylko nikomu zazwyczaj nie chce się ich używać.

Czy to się komuś podoba, czy nie, od ostatniej niedzieli Katar należy szukać na zachodzie, tzn. na zachodzie Polski. I to jak bardzo na zachodzie!

Lokal wyborczy w Katarze

Translate »