Już nas prawie dwa miliony

MSW w Katarze podało kilka dni temu, że populacja Kataru wzrosła do 1,9 mln. Statystyka ta zmieniła się znacząco w porównaniu do danych podanych ledwo kilka dni wcześniej przez inne oficjalne źródło – Sekretariat Generalny Rozwoju i Planowania. Zdolności liczenia tego ostatniego wykazały tylko 1,6 mln. Śmieszne to trochę, żeby dwie instytucje rządowe nie mogły się porozumieć co do czegoś tak łatwo mierzalnego.

Swoją drogą panuje powszechna zgoda, że licznik przekroczy dwa miliony już za kilka miesięcy! Ja z kolei pamiętam czasy, gdy statystyki mówiły o 800 tys. ludności. To jeszcze tylko przypomnę, że rodowitych (w tym naturalizowanych rodowitych) Katarów jest tu jedynie 100-150 tys.

Kto kupił stocznie?

Coraz więcej sprzecznych informacji się w tym temacie pojawia ostatnio. Wszystko wygląda zabawnie z naszej perspektywy – rząd się podnieca, że wszystko prawie sfinalizowane, tymczasem potencjalny inwestor, którym jest katarska spółka QInvest, opublikował dementi. Piszą o tym katarskie media, co wzbudza uśmieszki na twarzach moich znajomych w pracy. Dementi polega na tym, że QInvest wystepuje jedynie w roli doradcy inwestycyjnego a nie inwestora. Z czego wynika całe to zamieszanie? Z błędów w tłumaczeniach czy może różnicach kulturowych?
Aż dziwi, że minister Grad nie ogłosił do tej pory, że Qatar Airways będzie latać do Gdańska, albo choćby Gdyni!

Niezamężne blondynki won!

Po raz kolejny mieliśmy okazję poznać brutalne oblicze katarskich władz.

Chciałbym wierzyć, że przypadek znajomej Europejki, który tu opiszę, jest odosobniony. Niezamężna, 25 lat, samodzielna, ambitna, pracowita. W ciągu sześciomiesięcznego pobytu w Doha nie psioczyła tak jak inni, nawet zdążyła to miejsce polubić. No i oczywiście zżyć się z tutejszymi przyjaciółmi. Pierwsze dwa miesiące spędzone na wizie biznesowej. Kolejne dwa – podobnie, gdyż tutejsze władze odmówiły wydania wizy pracowniczo – rezydenckiej. Gdy odmowa pojawiła się po raz trzeci, nie było innego wyjścia jak tylko – zgodnie z literą prawa – spakować walizki i uciekać. Próbować uzyskać kolejną wizę będzie można dopiero po kilku miesiącach spędzonych poza Katarem. Tylko po co?

Tyle prawo. A gdzie jakiś humanitaryzm? Aprecjacja heroizmu? To co, że niezamężna blondynka?! W Qatar Airways przecież są takich setki i nikomu to nie przeszkadza. Nie od dziś wiadomo, że firma firmie nierówna i że wasta to podstawa działania tutejszej gospodarki.

Salon Le Bourget

Moje kolejne spełnione marzenie. Do tej pory skrywane, nawet przed samym sobą, lub – innymi słowy – długo nieuświadomione. Jak się okazało skrywane było przez wielu innych, w tym raczej małomównego kolegę z działu, który okazał się większym fanatykiem niż ja! Jak się później okazało świat jest jeszcze mniejszy – w samolocie w drodze do Paryża siedziałem obok pana, który w pewnym momencie zaczął czytać Przegląd lotniczy. Polski Przegląd lotniczy! Oczywiście był tak, jak my w drodze na Le Bourget.

Salon w Le Bourget

To co na miejscu to naprawdę trudno opisać słowami. Już na samym wejściu miłym zaskoczeniem była agresywna ekspozycja Qatar Airways (trzeba się lansować). Towarzyszyły temu codzienne konferencje prasowe naszego prezesa na których padały groźby pod adresem konkurencji („nie wchodźcie na nasz rynek z waszym gównianym produktem i gównianymi zyskami”), tudzież partnerów biznesowych – najbardziej dostało się Boeingowi, którym rządzą „księgowi i prawnicy”, a ci z kolei „ lubią chodzić na lancze”.

Reklama QR przy wejściu na salon lotniczy w Le Bourget

Co poza tym? A380 oczywiście, który latał nad nami jak baletnica (ociężała, ale jednak baletnica!). Cicho, z gracją. Podniebny taniec, który zapadnie w pamięć.

A380 na Le Bourget

A380 na Le Bourget

Do tego bliskie spotkania trzeciego stopnia z najróżniejszymi samolotami i ich częściami – zobaczyć wnętrze silnika do 777 z bliska to gratka jakich mało.

Salon Le Bourget

Do tego muzealny egzemplarz 747 z floty Air France, którego zwiedzanie okazało się ciekawsze niż myślałem – bezcenna była możliwość porównania wyglądu kabin pasażerskich sprzed kilkudziesięciu lat i współczesnych. Ponadto współczucie dla Renault Twingo połkniętego przez olbrzyma na wieczność w jego brzuchu.

Salon Le Bourget

Muzealny 747 z floty AF

Muzealny 747 z floty AF

Miło było również zajrzeć do wnętrza poczciwej Dakoty – aż trudno uwierzyć, że w niektórych krajach są one używane do dziś!

Salon w Le Bourget

I tak zleciał nam cały dzień. Uwierzyłby kto?

Mock-up A350XWB

Carla Bruni i Szejka Moza

Ostatnia wizyta katarskiego emira z małżonką w Pałacu Elizejskim skłoniła niektórych do porównania ich z francuską pierwszą parą. Z jakim wynikiem – sami sprawdźcie, albo nawet sami zagłosujcie (link).

Carla Bruni czy Szejka Moza?

Zdjęcie za: www.huffingtonpost.com

Walizka, paszport, bilet, życie

„Walizkę zapakować – rozpakować, zapakować – rozpakować, zapakować, maszyna do pisania (Hermes Baby), paszport (SA 323273), bilet, lotnisko, schodki, samolot, zapiąć pasy, start, odpiąć pasy, lot, kołysanie, słońce, gwiazdy, kosmos, biodra spacerujących stewardes, sen, chmury, spadające obroty silników, zapiąć pasy, zniżanie, kołowanie, lądowanie, ziemia, odpiąć pasy, schodki, lotnisko, książeczka szczepień, wiza, cło, taksówka, ulice, domy, ludzie, hotel, klucz, pokój, duszno, pragnienie, inność, obcość, samotność, czekanie, zmęczenie, życie”.

R. Kapuściński, Wojna Futbolowa.

Sanepid rządzi

Nawet w Katarze. Wiele razy zdarza się, że po kontroli władz sanitarnych restauracja albo cały sklep jest zamykany, a jeśli nie cały sklep, to przynajmniej jego część, np. mięso, nabiał, czy warzywa. A po takiej kontroli pojawia się szczegółowa wywieszka informująca niedoszłych klientów o haniebnym powodzie zamknięcia. Ale wstyd! Taka kara chyba ma w zamiarze motywować do właściwej dbałości o względy sanitarne, w praktyce zdarza się to nawet takim gigantom detalicznym jak Careffour. A jak wywieszka zniknie, to ludzie znowu kupują. Bo niby jaki mają wybór? Przecież my w Katarze jesteśmy!!

 

Stoisko mięsne w Carrefourze w Doha zamknięte z powodów sanitarnych. Niemożliwe!

Nabrudzili i każą nam sprzątać

Sprzątanie nie byłoby konieczne, gdyby nikt wcześniej nie nabrudził. A jednak ktoś nabrudził, a teraz w ogólnospołecznej akcji kazano, pardon – zachęcano do posprzątania – głównie plaż.

Kogo zachęcano? Generalnie wszystkich, głównie ekspatów (hm, bo stanowią większość populacji?!). Co więcej, niektórzy z tych przyjezdnych pochodzą z Zachodu, gdzie akcje tego typu odbywają się od lat, a więc ludzie udział w sprzątaniu mają niejako we krwi. No dobrze. Pozostaje jeszcze pytanie kto nabrudził? Odpowiedź, że „wszyscy” byłaby daleka od prawdy. Przecież tacy ludzie z Zachodu mają zabieranie własnych śmieci z plaży niejako we krwi (przynajmniej większość takich jak my – niniejszym puszczam oko do takiej jednej, która zeszła ostatnio na złą drogę). Brudzą najbardziej Arabowie (choć nie wszyscy). I oto się właśnie rozchodzi.

Śmieci na plaży w Katarze

Zachęta do sprzątania skierowana do wszystkich, w tym do mnie jako pełnoprawnego rezydenta, wyszła od Katarczyka właśnie. Ja przepraszam, ale ktoś chyba wszelkie rozumy pozjadał. Jakaż hipokryzja, jakiż tupet! Może ja jestem przewrażliwiony, ale potraktowałem to jako osobisty policzek i odmówiłem udziału.

A dlaczego Arabowie śmiecą? Okazuje się, że w ich kulturze pozostawianie śmieci w miejscu w którym powstały pozwala im mieć poczucie, że dają pracę innym, czyli sprzątającym Hindusom (że niby tacy dobroczynni są). Taka tradycja, w sumie nie ich wina. Przekonanie to jest na tyle silne, że mimo ostatnich wysiłków władz nie udaje się ograniczyć ilości porozrzucanych w parkach i na plażach śmieci. A efekt jest taki, że zamiast dać pracę sprzątaczom, organizuje się wielkie społeczne akcje. I sprzątają – owszem – przyjezdni. Za darmo.

Translate »