Miara się przegięła. Mam dość normalnie. Jadę samochodem, a Hindus na rowerze prawie wjechał pod koła. Przejeżdżał skrzyżowanie na ukos i tylko dlatego, że on sam w ostatniej chwili widząc, że nadjeżdżam, skręcił kierownicę i udało się uniknąć „kolizji”. Brakowało 20 cm. Najczęściej do tej pory byłem zmuszony unikać wypadku, gdy rowerzysta jechał pod prąd (!!!) przy prawej krawędzi ruchliwej drogi. Przestało mnie to już zaskakiwać.
Samobójcy! Tym ludziom całkowicie brakuje jakiegokolwiek rozsądku, czy instynktu samozachowawczego. Każdy jedzie w taką stronę drogi, jak mu wygodnie. O pieszych idących ulicą nawet nie wspomnę…, bo chodników jak nie było, tak nie ma. Nawet na ukos przez skrzyżowanie. Podpowiedziano mi, że dla tych biednych ludzi taki wypadek to może być gwiazdka z nieba, bo dostaną odszkodowanie i rodzina będzie miała z czego żyć. A oni? No właśnie, nie od dziś wiadomo, że bieda zmusza ludzi do tak ostatecznych czynów. Od dziś zwalniam na drodze. Mam w nosie samochody, które stoją za mną i trąbią lub mrugają światłami, pokazując, że im się śpieszy. Mi się nie śpieszy i muszą to przyjąć do wiadomości kurna. Jak nie to niech wy***. Tyle.
Tak. Zdenerwował mnie ten niedoszły (na szczęście) samobójca na dwóch kółkach.
