Podróż w garbie jumbo jeta

Od wielu lat marzyłem o podróży w garbie jumbo jeta. – W czym? – spytałby niejeden przedstawiciel najmłodszego pokolenia. – W garbie, czyli na charakterystycznym górnym pokładzie jumbo jeta, czyli legendarnego na całym świecie samolotu Boeing 747. – Co w tym szczególnego? – Jumbo jet był w swoim czasie flagowym modelem niemal wszystkich liczących się przewoźników lotniczych na świecie, a jego górny pokład ikoną luksusu, niedostępną dla mas. Garb rozciągał się od dziobu na ok. ¼ długości samolotu, a względnie mała (krótka) kabina dawała poczucie elitarności – w zależności od konfiguracji mieściły się tam fotele klasy pierwszej/biznesowej lub salonik dla pasażerów tych klas.

Spełnienie mojego marzenia z roku na rok stawało się coraz trudniejsze, gdyż jumbo jety są stopniowo wycofywane ze służby. Ze względu na dostępność zniżkowych biletów w grę wchodziła jedynie Lufthansa. Krok po kroku zatem.

Środa rano. W przerwie w pracy robię szybką analizę rozkładów Lufthansy (oczywiście w excelu, z wykorzystaniem tabeli przestawnej).

Boston? – odpada, bo to tylko 7-8 godzin z Frankfurtu. Na tak krótkim locie nie da się w pełni docenić takiego doświadczenia. Szanghaj? – dłuższy rejs, ale w wybranych przeze mnie dniach istnieje ryzyko dostania miejsca „z tyłu” zamiast w garbie. Osaka? – podobnie. Przezornie sprawdzam odwrotny kierunek, czyli z Osaki do Frankfurtu: sytuacja wygląda obiecująco! Tylko jak ja się dostanę do Osaki, skoro nie ma już bezpośredniego połączenia z Kataru?

Środa popołudnie. Właśnie skończyłem pracę, na czwartek mam wzięty dzień wolny, a potem dwa dni weekendu. Wiem już przynajmniej tyle, że z Osaki do Frankfurtu będę odlatywał w piątek o 10 rano. Nadal nie mam pojęcia jak się tam dostanę. Pozostaje mi tylko znaleźć się w Osace…

Pierwsza myśl to oczywiście przesiadka w Tokio – skomplikowana sprawa, bo trzeba zmieniać lotniska. Ruszałbym z Doha po północy, więc plusem tej opcji jest to, że miałbym jeszcze sporo czasu na spakowanie i porządniejsze zaplanowanie wycieczki. Jak nie Tokio, to może przez Seul, też po północy? Opcja niezła, ale wymaga znalezienia noclegu w Osace, na co nie mam teraz ani czasu, ani ochoty. Szukam dalej ….

Bangkok? Przecież to nie po drodze! – ta nieśmiała myśl próbuje oprzeć się nokautowi wydumanej racjonalności. Z drugiej strony pomysł wydaje się niezły: jest nowatorski, out of the box. Wywołany tymi myślami dyskomfort próbuję ujarzmić wracając do wyszukiwania noclegu w … Osace. Ale to przecież nie pomaga … Dobrze znam to uczucie. Wstaję więc od ekranu komputera, przy którym siedzę bez przerwy od dwóch godzin. Łapię oddech i po krótkim spacerze po budynku spoglądam na sytuację z nowej perspektywy.

Mógłbym wyruszyć z Doha do Bangkoku już za 4 godz., tylko, że ja wciąż jestem w biurze, w środku burzy mózgów, bez zaplanowanej trasy, o kupowaniu biletów i pakowaniu nie wspominając. Gdyby jednak poczekać na kolejny rejs (po północy), miałbym tyle samo czasu na przygotowania, co inne opcje.

Tranzyt w Bangkoku w końcu zwycięża, bo oznacza, że dodatkowo będę miał okazję przelecieć się Japan Airlines, o czym też marzyłem już od dawna. Spełniamy marzenia, dwa w jednym!

Nagle czuję, jak kamień spada mi z serca. Mam ustaloną trasę, nareszcie kupuję bilety. Do tej pory wszystko było tylko pomysłem-marzeniem. Teraz wygląda na to, że ten szalony wyjazd ma szanse dojść do skutku.

Jak było więc?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.