Uwaga, liczba żon ograniczona!!!

Zgodnie z zasadmi Koranu, w krajach muzułmanskich dozwolone jest wielożeństwo. Jest ono jednak obwarowane licznymi nakazami i zakazami. To prawo, niezwykle kontrowersyjne w świecie zachodnim, powstało tak naprawdę w celu ochrony interesów kobiet. Poligamia była zjawiskiem naturalnym na Półwyspie Arabskim głównie ze względu na liczne wojny oraz wysoką śmiertelność wśród mężczyzn. Była tez dobrym instrumentem prawnym służącym ochronie żony i dzieci zmarłego brata lub krewnego. Samotna wdowa nie mogła pozostawać bez opieki, a mieszkanie pod jednym dachem z obcym jej mężczyzną (np. bratem zmarłego męża) nie było akceptowane. Aby móc chronić potomstwo zmarłego brata, najlepszym wyjściem dla żonatego już mężczyzny stawało się małżeństwo z wdową jako drugą żoną. Ważnym czynnikiem było również to, że dzieci należą do rodziny męża, a nie żony. W przypadku powtórnego małżeństwa wdowy z osobą spoza rodziny męża, nie miałaby ona prawa wychowywać własnych dzieci.

Mężczyźni lubią chwalić się, że mają prawo poślubić cztery żony, zapominając często, że nie jest to ich przywilej, a ograniczenie oznaczające zakaz ożenku z więcej niż z czterema kobietami (!). Nie oznacza to wcale, że każdy mężczyzna w sposób dowolny i nieograniczony może wstępować w związki małżeńskie. Najważniejszą regułą jest nakaz jednakowego traktowania wszystkich żon – równa część czasu spędzanego z każdą z nich, a także wyposażanie żon w taki sam dobytek. Istnieje również obowiązek kochania wszystkich żon w tym samym stopniu.  Jeżeli pierwsza żona dostała od męża dom, ma on obowiązek zapewnić drugiej żonie takie same warunki. W świecie współczesnym to właśnie czynnik ekonomiczny powoduje, że mężczyzn nie stać na ponowny ożenek.

Małżeństwa z dwiema kobietami są dzisiaj rzadkością – generalnie można je tylko spotkać w biednych, niewykształconych społeczeństwach muzułmańskich ogarniętych wojną lub konfliktami. W środowisku elit intelektualnych wielożeństwo stało się niemodne. Ma na to również wpływ umacniająca się pozycja kobiet w społeczeństwie. Ponadto w sunnickiej odmianie islamu kobieta ma prawo zastrzec w kontrakcie ślubnym, że ewentualne kolejne małżeństwa jej męża mogą się odbyć tylko za jej zgodą.

Nadal bardzo popularne są małżeństwa w rodzinie, nawet wśród kuzynostwa pierwszego stopnia. Powodem tego jest często niechęć do dzielenia majątków rodzin, jak również ograniczone możliwości poznania ewentualnego kandydata lub kandydatki. Taka sytuacja wiąże się jednak z dużym ograniczeniem dla młodego męża i o wiele lepszą pozycją jego żony. Małżonek może być pod silną presją wujostwa dbającego o interesy młodej dziewczyny. Rodzina może skutecznie wyperswadować mu chęć powtórnego ożenku lub rozwodu.

Ile żon tyle dobrobytu?

Czy jest tu jakiś cwaniak?

Otóż jest. I to z dnia na dzień coraz większy. Oto kolejny updejt z sytuacji na katarskich drogach.

Cwaniak ostatnio ćwiczy skręcanie w prawo z lewego pasa. Dosyć prosty trik w sumie – wystarczy umiejętnie wykorzystać znany wszystkim w Doha mechanizm „nożyc” na rondzie. Jednocześnie ryzyko, że manewr się nie uda jest minimalne – zawsze istnieje możliwość objechania ronda dookoła – 270 stopni, co jest banalne gdy startujemy z lewego pasa przecież, a potem już skręt na zjeździe docelowym.

Czy jest to cwaniaczenie czy tylko próba przetrwania? Za wcześnie chyba, żeby to oceniać. Prawda jest taka, że wyżej wspomniany radzi sobie coraz lepiej, czas najwyższy zatem przejść do kolejnych, bardziej wymagających trików. Na przykład skręcanie w lewo przy wjeździe na rondo z prawego pasa (tu ryzyko porażki większe, bo można zostać zmuszonym do skrętu w prawo przez innego cwaniaka, który ćwiczy wyżej wspomniane „skręty w prawo z lewego”.

A co jeśli chcemy zawrócić? Udowodniono empirycznie że i to jest możliwe, choć próba odbyła się przy pewnych ułatwieniach – wjazd na rondo z trzech pasów, a szerokość ronda ledwo na dwa samochody (tę paranoidalną sytuację pt. 3=2 obserwuje się w 50% rond w Katarze) – tu mechanizm „nożyc” działa zatem podwójnie.

W międzyczasie cwaniak jest coraz lepszy w rozpoznawaniu intencji innych kierowców na drodze, a zwłaszcza cwaniaków. Okazuje się, że po kilku miesiącach praktyki już na kilkanaście metrów przed skrzyżowaniem czy rondem bardzo łatwo jest wyczuć, kto będzie jechał w lewo z prawego, albo w lewo z prawego. Bardzo przydatna umiejętność, bo pozwala uniknąć wypadku. A te czyhają na każdym kroku…

Próbka tego, jak się jeździ na dosiowych rondach:

Katarczycy w ataku

A potem sami są atakowani – przez szefa UEFA – Michel’a Platini’ego, który kilka tygodni temu zarzucił im zbyt intensywne inwestowanie w angielskie kluby piłkarskie. Zapowiedział on również, że spróbuje to zwalczyć w całej Europie. Rada dla Katarczyków? – powinni rozwinąć ligę piłkarską we własnym kraju (Platini chyba nigdy nie był w Katarze, skoro wpada na takie dzikie pomysły).

No ale może tak z drugiej strony powinniśmy mieć wobec obrzydliwie bogatych Katarczyków trochę empatii? Co byśmy robili z pieniędzmi na ich miejscu? Ile siedmiogwiazdkowych hoteli można budować w jednej okolicy? Albo pięciogwiazdkowych linii lotniczych?

Koleją przez pustynię

Katar właśnie podpisał umowę przedwstępną z Kolejami Niemieckimi na budowę Katarskich Kolei Państwowych (KKP, jak to dumnie brzmi!!! 🙂

Planowany koszt inwestycji to miliard dolarów. Bagatela. Chyba jednak warto, bo dzięki temu istnieje szansa, że Katar wreszcie pod jakimś względem wyprzedzi sąsiedni Dubaj. Inwestycja zatem całkiem lukratywna.

Coś czuję, że byłby z tego kolejny dobry materiał na magisterkę. Rozdzielić można by go między studentów wielu kierunków naraz, np. :

 

$$ politechniki („Topnienie szyn kolejowych na dwudziestym piątym stopniu szerokości geograficznej północnej – teoria i praktyka”),

$$ ekonomiki transportu („Efektywność produkcji transportowej kolei w krajach Zatoki Perskiej – czy mix pasażerów na pokładzie gdzie większość stanowi niskowykwalifikowana siła robocza z Azji gwarantuje opłacalność inwestycji między piątym a szóstym rokiem od jej uruchomienia”)

$$ matematyki stosowanej („Pojęcie nieskończoności definiowane przez uczonych arabskich. Próba syntezy na przykładzie zjawiska debilizmu”),

$$ statystyki („Rozwój sieci kolejowej w Katarze a średnia cena ropy naftowej na rynkach światowych w długim okresie – analiza korelacji statystycznej na przykładzie lat 2011-2015),

$$ finansów publicznych („Bezgraniczne pompowanie pieniędzy publicznych w projekty zasługujące na antynobla na przykładzie krajów Zatoki”),

$$ psychobiologii/biopsychologii („Wyobraźnia ludzka nie zna granic – wpływ średniej temperatury otoczenia na kreatywność pomysłów osób na najwyższych szczeblach władzy”),

$$ futurologii („Istotność regularnego chodzenia do wróżki na antyprzykładzie Ministra Transportu Kataru”)

$$ czy wręcz literatury („Mit szklanych domów a kolej w Katarze – podobieństwa i różnice między starym Baryką a katarskim szejkiem w nakreślaniu wizji własnej ojczyzny w przyszłości”).

Jakieś inne propozycje?

Uciekali uciekali

Uciekali uciekali uciekali

Na osiołku przez pustyni żar

Jak najdalej jak najdalej jak najdalej …

 

Coraz więcej takich przypadków. W ostatnim miesiącu aż trzy w moim pionie. No może nie na osiołku, lecz na oryksie – gazeli arabskiej, a konkretnie na jego skrzydłach z numerem lotu zaczynającym się od dwóch literek wymawianych jako kju ar..

 

Wracając…

Ledwo zdążyliśmy ochłonąć po jednym przypadku (chodziło o menedżera, a nie jakąś mróweczkę), a tu pojawił się przypadek numer dwa. Cóż można pomyśleć gdy ucieka sekretarka wiceprezesa? Jak wiadomo sekretarki to nierzadko osoby de facto rządzące firmą, albo przynajmniej trzęsące nią (zwłaszcza sekretarki prezesów!), w każdym razie żadna firma nie jest w stanie bez nich przetrwać.

Dosłownie następnego dnia jak grom z nieba dotarła do nas wieść o kolejnym uciekinierze. W zasadzie było to bardziej oficjalne potwierdzenie plotki, która krążyła od kilku tygodni. Któż bowiem zabiera ze sobą na urlop osobiste przedmioty, które przez ostatnie pół roku trzymał na biurku w pracy?

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że formuła exit permit w Katarze została wymyślona właśnie między innymi po to, aby takim potencjalnym uciekinierom ucieczkę uniemożliwić (traci na tym procederze bowiem cała gospodarka). Jak na dłoni widać tu zatem, jak bardzo jest to nieskuteczne narzędzie. Pozwolenie na wyjazd dostaje każdy, przynajmniej w mojej firmie, gdyby było inaczej nikt by tu nie chciał pracować…

Tak czy inaczej wyjazdy na permanentny urlop zdarzały się już kiedyś i zdarzać się będą. Nobla temu, który wymyśli skuteczne narzędzie do tego zniechęcające. Zwłaszcza, że towarzysząca dezercji adrenalina może przysparzać temu postępowaniu jeszcze więcej zwolenników. Można się wtedy poczuć jak w westernie – tam przecież sceneria też zwykle pustynna. A w akcję koniecznie wpleciony napad na bank. Zaprawdę głupim jest ten, który zwiewa z Doha nie wziąwszy uprzednio kredytu w banku. Jeszcze głupszym jest ten, który taki kredyt spłaci przed wyjazdem. Wszak trzeba sobie czymś tę niepowetowaną dożywotnią utratę możliwości ponownego odwiedzenia Księstwa Kataru zrekompensować.

Przepis na udane zakupy

Nie wysiadaj z klimatyzowanego samochodu! Sklep przyjdzie do ciebie!!!

A konkretniej? – Hindus przyjdzie. Ot co!

Oto przepis na udane zakupy w osiedlowym sklepiku.

1. Zajedź na parking (jaki parking!? Stań sobie normalnie na skrajnym pasie, a gdy na tym już brakuje miejsca ze względu na inne dziko parkujące samochody, zatrzymaj się na pasie obok – nie martw się broń boże o to, że zablokujesz te samochody, które są zaparkowane jak należy, ba!, nie martw się, że cały ruch uliczny blokujesz – ileż razy bowiem to inni blokowali przejazd tobie!!??)

 

Przepis na udane zakupy - zablokuj ulicę i zatrąb

 

2. Zatrąb raz, poczekaj.

3. Zatrąb dwa razy (pamiętaj, że cierpliwość to domena mistrzów, a nie twoja)

 

… ze sklepu wyjdzie lub wręcz wybiegnie sprzedawca …

 

4. Nie wysiadając z samochodu zamów to, co potrzebne, np. 2 paczki Marlboro (najlepiej bez zbędnego „dzień dobry, poproszę …”, rekomendowane użycie słów „daj mi …” (albo „gyw-mi…”)

 

5. Pogroź przy okazji, że jak będą pogniecione to sprzedawca straci pracę itp.,

 

… po chwili sprzedawca wróci z zamówionym towarem …

 

6. Opuść szyby ponownie, uważając aby cię gorąc nie zawiał

7. Zapłać i odbierz towar

8. Daj napiwek lub nie (raczej ta druga opcja)

9. Odjedź z piskiem opon lub bez…

Banalne, prawda?

My tu tak mamy na co dzień. Chamstwa i prostactwa można się uczyć od najlepszych. Co ciekawe, takie zachowanie da się zauważyć również w trakcie zimy, choć już nie tak często. Wychodzi więc na to, że różnica temperatur wcale nie jest wystarczającym powodem tego prymitywizmu. Ludzie tutaj są chyba po prostu leniwi. Chyba?! Na pewno!!

Zablokowana ulica w Doha - wszyscy robią zakupy przez okno klimatyzowanego samochodu

Przeprawa przez Eid

 

Koniec Ramadanu oznacza wakacje. Zazwyczaj 3- lub 4-dniowe plus weekend (pracownicy instytucji rządowych w tym roku dostali prawie dwa razy tyle, nic to…)

Z tymi dniami wolnymi to jednak nie takie proste – dokładny dzień ich rozpoczęcia jest ogłaszany w ostatniej chwili (możliwe są przesunięcia o 1-2 dni), a to oznacza, że jakiś konkretny wyjazd trudno zaplanować. Skoro większość ekspatów woli spędzić wakacje poza Katarem (nic zaskakującego!), łatwo sobie wyobrazić całe zamieszanie z kupowaniem biletów na ostatnią chwilę (przy okazji jest to niezłe wyzwanie dla zarządzających przychodami w liniach lotniczych). Do tego straszny bałagan na lotnisku.

Robi się jeszcze ciekawiej, gdy pracownicy moich linii również chcą wyjechać na wakacje – nic dziwnego, bowiem któż chciałby zostać na sześć dni w Katarze, skoro za 200 riali w obie strony może się przelecieć do Bombaju i odwiedzić rodzinę! No właśnie – problem w tym, że prawie każdy. Każdy w swoją stronę świata naturalnie, ale jakoś tak się składa (naturalnie??), że najwięcej ludzi jednak do Indii, zwłaszcza do Bombaju. I tu najczęściej na chęciach się kończy. Najgorzej bywa w wieczór poprzedzający pierwszy dzień świąt.

Jak to wyglądało?

Doha-Bombaj – miał lecieć nasz największy Boeing 777 o pojemności 335. Liczba rezerwacji przekraczała pojemność o 6 (znaczy że overbooking 🙂 Ponadto 73 (siedemdziesiąt trzy!!) osoby chętne z biletem pracowniczym. Znaczy, że dużo. W kolejnych dniach takich Bombaj-owców nie było dużo mniej. Znaczy, że większość spędzi wakacje jednak w Doha.

Liczba stendbajów pracowniczych na pozostałych indyjskich kierunkach tamtego dnia to w sumie kolejne 80 osób. Dodać należy, że wszystkie rejsy do Indii odlatują mniej więcej o tej samej porze, a odprawa tychże pracowników odbywa się przy dwóch dedykowanych stanowiskach. Ponad 150 osób napierających (napierających dosłownie, bo mowa o Hindusach – a oni to akurat napierać umieją). Napierających na dwóch biednych, lecz całkiem nieźle sobie radzących,  panów od odprawy (też Hindusów, w tym przypadku powoływanie się na znajomego znajomego nie wystarczy, bo prawdopodobnie ten znajomy znajomego też czeka na to samo miejsce w samolocie!!). Do tego złość tych, którzy miejsca nie dostali (jakichś 140 osób albo i więcej), a szanse na miejsce następnego dnia wcale nie są większe (overbooking + konkurencja w postaci 140 osób…)

 

 

Airbus A330 Qatar Airways

 

 

 

A może firma powinna w przyszłości rozważyć wykonanie jednego lub dwóch rejsów do Bombaju i innych miast tylko dla pracowników, najlepiej czymś pojemnym, może Super Jumbo? (jak już go dostaniemy!!). Te 200 riali przecież piechotą nie chodzi, a paliwo mamy ponoć za półdarmo.

No tak, tyle o rejsach do Indii, a co z pozostałymi destynacjami? Tu sprawa wcale nie wyglądała lepiej wszak szczyt przewozowy dla „normalnych” pasażerów pokrywa się zawsze ze szczytem przewozowym pracowników (logiczne chyba, prawda?). Ja na przykład próbowałem się dostać do Singapuru. I się dostałem – przejeżdżając mostem na pokładzie autobusu z Kuala Lumpur. Ale o tym, to już następnym razem.

 

ROBOTNIK=ZŁODZIEJ

Lokalna gazeta pt. Gulf Times doniosła, że wzrosła liczba kradzieży w centrach handlowych. Jako remedium zasugerowano, że powinno się ograniczyć wstęp samotnych mężczyzn do tych – jakże pożądanych w warunkach pustynnych – klimatyzowanych przybytków konsumpcjonizmu. Samotnych panów (w domyśle robotników z budowy) nazwano „niechcianymi elementami”. Jednocześnie, w celu pozbycia się tych, którzy przychodzą do centrum handlowego na spacer – nic dziwnego, że tacy są skoro to jedno z niewielu miejsc gdzie można pospacerować w temperaturze poniżej 45 stopni – pojawiła się propozycja wprowadzenia minimalnej wartości zakupów.

Przywalili prosto z mostu. Szczena opada. Jak można w ogóle wyjść z takiego założenia? Przy takim uproszczeniu? Czy to ci biedni robotnicy-kawalerowie są problemem, czy sposób w jaki się ich tu traktuje? 

Katarskie księżniczki szaleją w Europie

W sumie sześć tygodni. Genewa, Zurych, Baden-Baden, Monachium i Wiedeń. Bóg jeden wie gdzie jeszcze. Ciężarówka transportująca 135 walizek. Zakupy w najdroższych sklepach – z samej Genewy wysłano do Doha 44 kufry z zakupami. Takie rzeczy to tylko … w Europie. A przeczytacie o nich w szczegółowej relacji na Onecie.

Duma mnie rozpiera gdy pomyślę, że pochodzę z kontynentu, na którym katarskie księżniczki uwielbiają spędzać wakacje i wydawać pieniądze (które notabene mają od nas w podzięce za dzielenie się z nami bogatymi zasobami gazu i ropy – to się nazywa sprawiedliwa redystrybucja dochodu!). A może by tak do Polski za rok? Zapraszamy!!!

Translate »