Toalety dla VIP-ów

Jest sobie normalne centrum handlowe. Sklepy różnych popularnych w świecie marek, Carrefour, ponadto food court i kino z wieloma salami do projekcji filmów. Jest również lodowisko dla dzieci i dorosłych (jak przystało na szanujące się centrum handlowe nad Zatoką Perską).

C.H. Villaggio w Doha

Ostatnio dobudowano nowe skrzydło – z markami z wyższej półki. Łatwo zauważyć, kiedy się tam wejdzie – wszystko lśni i jest bardzo dużo przestrzeni. Nawet marki samochodów wystawione na środku alejki (np. Porsche) zwracają nieco większą uwagę w porównaniu do tych w części dla „zwykłych ludzi” (Mercedes, a bywała i Toyota). Do nowego skrzydła można wejść oddzielnymi drzwiami (na wypadek gdyby ktoś chciał uniknąć kontaktu z plebsem). Czerwony dywan i na jego końcu odźwierny ochroniarz – to szczyt luksusu na który nie każdy może sobie pozwolić w drodze na zakupy. Gdy będzie taka potrzeba, można nawet z toalety skorzystać, lecz nie byle jakiej – oto toalety dla VIPów.

C.H. Villaggio w Doha

Przestronne wnętrza tak oszałamiają, że pokusa robienia zdjęć pojawia się natychmiast u wielu osób. Na uwagę zasługuje czystość tej luksusowej latryny (rzecz w zasadzie niespotykana w tym regionie świata), co można by wyjaśnić jedynie małą frekwencją – obecność dziadka klozetowego w tutejszych toaletach niewiele w kwestii ich czystości zmienia. Gdyby ktoś nadal miał wątpliwości czy to jawa, czy sen, to wyjaśnię, że z owych atrakcji jak najbardziej można skorzystać „w realu” – wystarczy wybrać się do C.H. Villaggio w Doha w Katarze (tego samego, które słynie z możliwości udania się w przejażdżkę prawdziwą gondolą po kanale w stylu weneckim – ten klimatyzowany aż do bólu budynek w ogóle udaje, że jest Wenecją, skutecznie bądź nie!). Nic to podobno w porównaniu z centrami handlowymi w Dubaju, lecz przecież nie moją rolą jest tu o tym pisać…

C.H. Villaggio w Doha

Katarczycy rosną w siłę

Muszę przyznać, że dziennikarz New York Times ujął problem znakomicie: Katar – pomimo, że zajmuje mały obszar pokryty piaskiem, jest krajem dużych liczb.

Druga pozycja na świecie w rankingu PKB na mieszkańca, trzecie co do wielkości złoża gazu na ziemi. To wszystko już wiemy. Statystyka jest jednak bezlitosna, gdyż w tych mniej szczytnych kategoriach Katar też bywa na wysokiej pozycji. Wskaźniki otyłości, występowania cukrzycy oraz chorób genetycznych należą do najwyższych na świecie. Rodzeni Katarczycy cierpią na poważne problemy zdrowotne bezpośrednio związane z ich uprzywilejowanym stylem życia. Po pierwsze bogactwo ropy naftowej i gazu. Ponadto silne przywiązanie do tradycji – małżeństwa zawierane między kuzynami wciąż nie należą do rzadkości.

To nie tak, że wszyscy Katarczycy są otyli. Narzuca się porównanie z Ameryką, gdzie otyłość ludzi na ulicy po prostu rzuca się w oczy. I tak jest także tutaj. Znalezienie wolnego stolika w McDonaldzie w piątkowe lub sobotnie popołudnie graniczy z cudem. Z jednej strony mamy uświadomionych zdrowotnie biegaczy na korniszu (są to zarówno otyli próbujący zrzucić wagę jak i oświeceni w kwestii zdrowego trybu życia obywatele). Jednakże w całej masie – jak wszędzie – są to raczej wyjątki.  Faktem jest, że problem otyłości istnieje we wszystkich krajach regionu, ale Katar jest liderem nawet regionalnych rankingów – przewiduje się, że w ciągu pięciu lat 73 procent kobiet oraz 69 procent mężczyzn będzie otyłych!

W przypadku chorób genetycznych to Arabia Saudyjska przoduje w rankingach (zapracowała na drugą pozycję na świecie), a Katar jest dopiero szesnasty!

Świadomość tych wszystkich zagrożeń jest coraz większa. Zauważono jednak, iż uwaga władz i mediów niestety skupiona jest głównie na leczeniu a nie na prewencji. W tym ekstremalnym klimacie, stylu życia na wzór amerykański i jednoczesnym przywiązaniu do tradycji, niestety nic nie wróży poprawy tej sytuacji w najbliższym czasie.

Bardzo rzadki widok

Wiadomości z ostatniej chwili. Na skrzyżowaniu C-ringu z Najmą zaobserwowano dziwnie zachowującego się obywatela ubranego w disz-dasza. Osobnik płci męskiej (prawdopodobnie Katarczyk, na co wskazywałby strój) w pocie czoła pomagał innemu kierowcy popychać  zepsuty samochód. Kierowcy tkwiący w korku w pozostałych samochodach utkwili również i w zdumieniu na widok tego co widzieli i nie byli w stanie przyjść z pomocą. Fotka z informacją obiegła wczoraj chyba wszystkie firmowe maile w Katarze. I o co tyle hałasu?

Bardzo rzadki widok - Katarczyk pchający zepsuty samochód

Aston Martin One-77 biorą hurtem

Na rynek wchodzi nowy model samochodu – Aston Martin One-77. Produkt z najwyższej półki jakościowej i cenowej. Nie wiadomo ile samochodów sprzedano do tej pory na całym świecie. Wieść niesie jednak, że dziesięć egzemplarzy tego modelu znajdzie się w rękach jednego nabywcy! Czy kogokolwiek zaskoczy to, że niezidentyfikowany kupiec pochodzi z regionu Zatoki Perskiej?

Oto jak zmienia się definicja samochodu dla dużej rodziny! Koszt transakcji szacowany jest na 15 mln funtów. W Katarze mówią, że to ktoś z Kataru, choć wyobrażam sobie, że w Dubaju mają własną wersję tej anegdotki.

Zapewne niewielu w ogóle o tym samochodzie słyszało, jeszcze mniejszej liczbie osób dane będzie zobaczyć go na ulicy, w akcji. Ale jeśli się mieszka w „szejklandzie”, to przy odrobinie szczęścia… Inszalla, inszalla dziesięć na raz!

Aston Martin One-77 - szejkowie biorą hurtem

Muzyka w Arabii

Viva Polska to bynajmniej nie jedyna telewizja muzyczna, którą można oglądać w krajach arabskich. Współczesny arabski rynek muzyczny to olbrzymi przemysł, prawie w Polsce nieznany. Setki artystów, własna telewizja muzyczna, lokalne gwiazdy pop i przeboje sprzedawane prawdopodobnie w milionach nielegalnych kopii na bazarach wszystkich państw Bliskiego Wschodu. O Internecie nie wspominając.

Arabska muzyka popularna łączy w sobie elementy pop, lokalnego disco i tradycyjnych rytmów. Łatwo wpada w ucho, a teksty piosenek traktują o – niespodzianka! – spełnionych i niespełnionych miłościach – to dzięki nim większość niearabskojęzycznych słuchaczy wie, że habibi po arabsku to czuły zwrot kierowany to ukochanej osoby. Lokalni artyści (np. z Kataru czy z ZEA) praktycznie się nie liczą. Największe gwiazdy pop pochodzą z Egiptu, m. in. Amr Diab i Ehab Tafwik oraz z Libanu – Nancy Agram i Diana Haddad.

Amr Diab – Habibi ya nor el ayn – oto przebój wszechczasów (kto był na wczasach w Egipcie, ten zapewne wie)

Z nowszych rzeczy polecam hit lata 2009, przynajmniej wedle listy przebojów Niebieskiej Suzuki Swift: Amr Diab – Wayah

Wśród wątków libańskich proponuję:

Nancy Ajram – Ana yalli bahebak

albo

Nancy Ajram – Akhsmak Ah

Mamy tu nawet duety z zachodnimi artystami, które jak na moje ucho brzmią całkiem efektownie…

Akon & Melissa – Yalli Nassini

 

 

Dyplomata – żartowniś

Media światowe donoszą, iż katarski dyplomata średniego szczebla (jak się potem okazało wicekonsul), podróżujący na pokładzie samolotu United Airlines z Waszyngtonu do Denver, był przyczyną wszczęcia alarmu bombowego. Prawdopodobnie zamiary mężczyzny ograniczały się do zapalenia papierosa w samolotowej toalecie. Ależ błahostka! W rozmowie z personelem pokładowym zażartowało mu się jednak, że próbował podpalić podeszwę buta (o tym, że był to żart świadczy fakt, ze nie znaleziono przy nim materiałów wybuchowych).

Nie od dziś wiadomo, że z Amerykanami na temat bomb się nie żartuje – samolot wkrótce otoczyły myśliwce, a po wylądowaniu biedaczka zatrzymano. Ambasador Kataru w USA oświadczył, że dochodzenie pokaże, że było to nieporozumienie oraz poprosił, aby unikać pochopnych wniosków i osądów. Dodał, że ów wicekonsul podróżował oficjalnie z jego polecenia i z pewnością nie był zaangażowany w czynności zagrażające bezpieczeństwu lotu.

Wstyd pozostanie, choć z drugiej strony przy okazji o Katarze w prasie znowu zrobiło się głośno. Nieważne jak piszą, ważne, żeby pisali… Niektóre gazety donoszące o tym zdarzeniu na wszelki wypadek wyjaśniają na koniec relacji, iż „Katar, będący malutkim emiratem nad Zatoką Perską, to jeden z największych sojuszników Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie.” Taki mały dyplomata, a myślał, że tak dużo może?

Katarczyk w kolejce

Wpadł mi w ręce taki oto (sfabrykowany bądź nie) monolog pewnego Katarczyka:

Ustawianie się w kolejce jest zasadniczo praktyką dobrą, choć dla takiego typowego Katarczyka jak ja stanowi przeszkodę w codziennych obowiązkach. Zasadniczo nie potrafię czekać dłużej niż dziesięć minut. Mój styl życia wymaga ode mnie wykonania wielu rzeczy w ciągu dnia w więcej niż jednym miejscu, zatem stanie w kolejce nie wchodzi w grę. Po pierwsze – nienawidzę tego robić, po drugie – nie mam na to czasu, w związku z czym najczęściej proszę o pomoc oficjela nadzorującego placówkę (tylko w przypadku gdy nie mam czasu na czekanie i jest bardzo tłoczno lub kolejka przesuwa się powoli). Robię to po to, abym mógł jak najszybciej załatwić swoje sprawy. Jeśli nie jest zbyt tłoczno, lub gdy kolejka idzie szybko, staję w kolejce razem z innymi.

Jeśli chodzi o czekanie na ulicy na światłach, staram się tego unikać za wszelką cenę. Mam w głowie większość skrótów bocznymi uliczkami, choć czasami droga wcale nie jest wtedy krótsza. Robię to po to, aby nie stać na światłach!

Wpadam w furię gdy widzę jak ktoś wpycha się do kolejki bez uprzedniego zapytania o pozwolenie innych czekających. Wiem, sam też to czasem robię, ale to tylko dlatego, że mi się spieszy. W końcu Katarczycy są wolnymi ludźmi i mogą robić co chcą, bo to jest przecież ich kraj!

Ale cyrk! W Katarze!

Cyrk przyjechał! Do Doha! Inaczej niż poprzednio – rozstawili się w samym sercu miasta – na starym suku. A skoro wstęp był darmowy, to ludzie walili drzwiami i oknami. Wygląda na to, że nad wszystkim czuwała niewidzialna, acz hojna ręka Emira. Nie było nic do stracenia, więc i my spróbowaliśmy.

Darix Togni - Cyrk w Katarze

Cyrk okazał się cyrkiem włoskim, pomimo, że wystawione w stronę ulicy olbrzymie litery z jego nazwą wskazywały związki z Rosją, w której powszechna jest cyrylica. Ot, ktoś się pomylił i już. O co tyle hałasu?

Cyrk w Katarze

Cyrk jak cyrk. Był clown (udający clowna pijanego, lecz na użytek lokalnych wymagań wytrzeźwiał nieco, co sprawiło, że jego występ był w naszych – dorosłych jakby nie patrzeć – oczach mało śmieszny, żeby nie powiedzieć żałosny. Akrobaci zrobili olbrzymie wrażenie, ale dlaczego była wśród nich tylko jedna kobieta? Cóż, żeńska część publiczności nie narzekała, bo atletyczni Włosi w obcisłych strojach mieli prawo się podobać. Kobiety na arenie się pojawiały, owszem, ale raczej w charakterze hostess, których główną rolą było pokazanie skąpego stroju (czyżby cenzura zaspała?). Dobre i to.

Dostać się na pokaz nie było łatwo. Pokazy odbywały się dwa razy dziennie przez jakieś dwa tygodnie. Bilety za darmo. Można by sobie wyobrazić, że ostatniego dnia występów koordynacja pójdzie bardzo sprawnie, bo przecież organizatorzy zdążyli zdobyć przez te dwa tygodnie doświadczenie. Najwyraźniej nie w Katarze. Wejściówki na godzinę przed występem rozdawało tłumowi kilku „katarskich strażników”, przy czym trudno było zauważyć kolejkę do okienka (kolejka oczywiście początkowo grzecznie się stworzyła, ale rządza zdobycia biletu okazała się silniejsza dla tłumu). Horror. Albo i cyrk jakiś!

Darix Togni - Cyrk w Katarze

Darix Togni - Cyrk w Katarze

Sytuacji tej przyglądali się z boku umundurowani policjanci, którzy zmyli się po kilku chwilach. A wystarczyło ustawić barierki…Czy zdziwi kogoś to, że taki strażnik wyławiał w tłumie „fajniejszych ludzi” i przekazywał bilety ponad głowami tych którzy próbowali mu je wyrwać z ręki stojąc tuż przed nim? Wybrańcami okazywali się Katarczycy (trudno ich nie poznać w tłumie, w końcu noszą diszdasze, poza tym – „im się należy!”), a także … blondynki o niebieskich oczach (brawa za wzrokowe uwiedzenie biletera dla dzielnej Oli, dzięki której nasza przepychanka skończyła się bez zdobycia siniaków).

Co po wejściu do środka? – zupełnie jak w kinie w Katarze – ludzie wchodzili, ludzie wychodzili, zasłaniali, rozmawiali przez telefon w trakcie spektaklu, itd., itp. Szkoda słów.

Się wybraliśmy. Się dobrze bawiliśmy. I przynajmniej jest o czym pisać.

A przy okazji – kiedyż ja ostatnio w cyrku byłem?! I gdzie!?

Darix Togni - Cyrk w Katarze

Gdy mieszkasz na Bliskim Wschodzie zbyt długo …

  • Nie jesteś zaskoczony gdy zobaczysz kozę na fotelu pasażera w samochodzie obok
  • Uważasz, że nieocenzurowana wersja Domku na prerii jest prowokacyjna
  • Oczekujesz dopisku inszalla na zakupionym właśnie bilecie lotniczym
  • Jesz obiad nie wcześniej niż o 22.30
  • Ubierasz sweter gdy temperatura na dworze spada poniżej 25 stopni Celsjusza
  • Wymarzone wakacje spędzasz w kraju, w którym można jeść wieprzowinę
  • Prace domowe ograniczasz do wręczenia służącej listy rzeczy do zrobienia
  • Jesteś przekonany, że znaki o ograniczeniu prędkości należy traktować jedynie jako porady
  • Nie przeszkadza ci, gdy traktory jeżdżą po autostradzie z prędkością 40 km/h
  • Dobrze wiesz, kiedy znajdujesz się w zasięgu irańskich rakiet wojskowych, a kiedy nie
  • Zdajesz sobie sprawę z grożącej ci kary więzienia za spowodowanie wypadku, w którym rodzony Arab uderzy w tył twojego samochodu po tym, jak zatrzymałeś się na znaku STOP
  • Jesteś przekonany, że im bliżej środka skrzyżowania będziesz się przesuwał krok po kroku, tym szybciej światło zmieni się na zielone
  • Rozkopanie tego samego kawałka ulicy trzy razy w ciągu kilku tygodni przez różne ekipy uważasz za całkowicie normalne
  • Nanosekundę definiujesz jako czas pomiędzy zapaleniem się zielonego światła a usłyszeniem klaksonu za twoimi plecami
  • Skręcanie z prawego pasa w lewo nie wymaga u ciebie dłuższego zastanawiania
  • Przyzwyczaiłeś się do odkręcania kranu z zimną wodą w celu użycia wody gorącej
  • Twój sąsiad ma dwa Ferrari i Hummera, co wcale nie czyni cię wyjątkowym
  • Pudełko jednorazowych chusteczek są elementem zestawu stołowego, tak jak krzesła
  • Wierzysz, że woda w naturze występuje jedynie w postaci butelkowanej
  • Zdarza ci się prosić o „bebsi łiz snoł” [Pepsi with snow]

Niektóre z powyższych wniosków są oczywiście przesadzone. To ostatnie o Pepsi przytrafiło się także mi, już kilka razy. Jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i one!

[tłumaczenie autora, za wersją angielską]

10 praw ruchu drogowego u Arabów

1. Trzymaj się swojego pasa.

Landkruzery, BMW i Mercedesy mogą poruszać się „szybkim pasem”. Pozostałe samochody powinny trzymać się środkowego lub „wolnego pasa”.

2. Wjeżdżając na rondo pamiętaj, że Bóg chroni tych z czystych sercem. Jedź prosto, a On cię ochroni.

3. Prawy pas na rondzie jest zarezerwowany dla taksówek, które wysadzają pasażerów

4. Parkowanie na środkowym pasie ronda dozwolone tylko, gdy odbywa się na nim sprzedaż flag narodowych lub arbuzów.

5. Jedź prawym pasem, gdy zamierzasz skręcić w lewo, vice versa.

6. Gdy “inne rodzaje pojazdów” jadą “szybkim pasem”, zamrugaj światłami, aby zjechały ci z drogi. Gdy to nie poskutkuje, delikatne muśniecie zderzakiem powinno pomóc.

7. Czerwone światło oznacza STOP. Zielone światło oznacza JEDŹ.

* [nie dotyczy landkruzerów i pickup’ów]

8. Zawsze jedź co najmniej 10 cali za samochodem jadącym przed tobą.

* [nie dotyczy landkruzerów i pickup’ów]

9. Dzieci siedzące na kolanach kierowcy nie mają obowiązku zapinania pasów bezpieczeństwa.

10. Często używaj klaksonu w geście pozdrowienia: “Miłego dnia, Bracia!”

 

No to miłego dnia, Bracia!

Translate »