Donald Tusk u nas w gościach!

To będzie już druga próba wizyty polskiego szefa rządu w Kuwejcie i Katarze. W zeszłym roku rządowy samolot z Jarosławem Kaczyńskim na pokładzie został zawrócony w połowie drogi. Tym razem odwiedzać nas tu będzie Donald Tusk. Inszalla. Wizyta rozpocznie się w poniedziałek. Głównym tematem rozmów to kwestie gospodarcze, a zwłaszcza zakup gazu przez polskie firmy – Katar posiada bowiem trzecie co do wielkości rezerwy gazu i wydaje się bezpieczną alternatywą dla dostaw z Rosji.

Do tej pory przy okazji wizyt szefów państw przy reprezentatywnych punktach miasta zawisały – obok flagi katarskiej – flagi wizytujących krajów. Czy oznacza to, że już jutro na korniszu i w innych miejscach zrobi się biało-czerwono? Byłoby miło na duszy …

Dla ciała też coś się znajdzie – na wtorek wieczorem katarska polonia została zaproszona do ambasady na przyjęcie z okazji obchodów święta niepodległości oraz wizyty Premiera oczywiście. Relacja ze spotkania już wkrótce.

Wielki tenis znów w Katarze

Tym razem przy okazji Turnieju Mistrzyń. I znowu za darmo, hm, no może półdarmo (jednodniowa wejściówka kosztuje w przeliczeniu 7 złotych). Nie ma co narzekać, zwłaszcza, że turniej ten będzie się odbywać w Katarze przez kolejne trzy sezony. Mamy zatem powód, aby z Kataru tak szybko nie uciekać …

 

 

Sony Ericsson Championships Doha 2008

 

 

Światowe gwiazdy tenisa – osiem najlepszych zawodniczek, czyli dwie Serbki, cztery Rosjanki i dwie blisko spokrewnione Amerykanki (siostry Williams, a jakże!). Do tego Radwańska jako rezerwowa (tylko jedna z sióstr tym razem).

Podsumowując. Siostry Williams po raz kolejny w tym roku miały okazję grać przeciwko sobie i znowu wygrała Venus, a ten historyczny moment mieliśmy okazję oglądać na żywo. Organizatorzy w tym meczu – nic dziwnego – mieli małą wpadkę, którą na szczęście po pięciu minutach poprawili.

 

 

Williams przeciw Williams. Ale Venus czy Serena?!

 

 

Agnieszka Radwańska też nieźle się spisała – w pełni wypoczęta w ekspresowym tempie rozgromiła najwyraźniej zmęczoną całym turniejem Kuźniecową. Tym samym w ciągu kilkudziesięciu minut zarobiła 100 tys. dolarów. Nic dziwnego zatem, że szczerze uśmiechała się, gdy robiliśmy sobie z nią zdjęcie. Nie omieszkaliśmy przy okazji zaprosić jej na kolejny turniej w Dausze, który prawdopodobnie już po nowym roku. Ciekawe jaki kolor murawy wtedy wymyślą?

 

 

Agnieszka Radwanska w akcji

 

 

Niestety pogoda w Doha w czasie turnieju tenisowego po raz kolejny zawiodła – wiało niemiłosiernie, co bardzo przeszkadzało tenisistkom, choć krzesełka już nie fruwały. Pierwszego dnia się zmarzło, więc drugiego dnia musiałem ratować się swetrem. Znak, że zima idzie – przecież było niecałe 25 stopni!!! Pech to pech, tydzień temu pogoda była naprawdę cudowna …

Swoją drogą ciekawe w jakiej scenerii będą grać za rok? Może jednak na Palm Tree Island z widokiem na dohowe drapacze chmur czyli tam, gdzie w tym roku kręcono tylko film reklamowy? 

Kort z reklamy - z widokiem na katarski Manhattan

Danio z Ameryki

Brzmi prawie tak dobrze jak "ciocia z Ameryki". Pokonało kilka tysięcy mil, żeby trafić na nasz stół. I do naszych gardeł… Takich chwil się nie zapomina!

Przybyło do nas na pokładzie QR 084 z Nowego Jorku (było nawet w Genewie bo tam międzylądowanie!). Wcześniej jeszcze musiało jakoś trafić za ocean prosto po wyprodukowaniu w polskiej fabryce w Bieruniu… Przy okazji – pozdrowienia dla byłych, obecnych i przyszłych bywalców wieżowca przy Redutowej 9/23 w Warszawie 🙂

Danio waniliowe w sklepie w Polsce – 1,49 PLN.

Danio waniliowe w sklepie na Greenpoincie – 1,99 USD.

Danio waniliowe w Katarze – bezcenne!

 

Prawdziwe polskie Danio z Hameryki. Za 2 dolary!

Doha 2016

Jednak się nie udało. Jednak nie tym razem. Doha nie dostała szansy na zorganizowanie letnich igrzysk olimpijskich w 2016 roku. Oferta Kataru została kilka dni temu odrzucona przez Komitet Olimpijski.

Toyota Tower promuje Doha 2016

Do dziś pamiętam jak z wielką pompą rozpoczynano oficjalną kampanię promocyjną w Doha. Próbowano przynajmniej – organizacyjnie była to porażka (ktoś wpadł wtedy na pomysł m.in. ustawienia sceny w stronę morza, tyłem do tysięcy ludzi na widowni, pogratulować, o innych wpadkach nie wspomnę). Po raz kolejny świat miał przecież okazję usłyszeć o katarskim księstwie.

Łucznictwo po katarsku - promocja Olimpiady w Doha 2016 na Rydgesie

Tak naprawdę nikt kogo znam w powodzenie tego przedsięwzięcia nie wierzył – tutejsza pogoda w ciągu lata czy nawet jesieni niezbyt sprzyja uprawianiu sportów, zwłaszcza olimpijskich – ktoś tu się najwyraźniej porywał z motyką na słońce (dosłownie!).

Promocja Olimpiady w Doha 2016, nieudana...

 

Jak nie w roku 2016, to może chociaż 2020? Hmmm, osobiście wątpię, że przy następnym rozdaniu za cztery lata Doha będzie miała większe szanse. Już prędzej chyba Dubaj zorganizuje zimową olimpiadę – byście się zdziwili, co? … a ja bym się chyba jednak nie zdziwił…

Koktajl w Ambasadzie RP

W kwietniu nasza katarska ambasada miała zaszczyt gościć dwie ważne osoby. A w związku z tym my – katarska Polonia – mieliśmy zaszczyt gościć w ambasadzie na imprezie, pardon, na przyjęciu (a raczej „recepcji”, piękne polskie słowo) oraz – za drugim razem – na tzw. koktajlu.

Katar, Polska, UE

Gościem numer jeden był Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, który przyjechał do Doha z grupą biznesmenów i dziennikarzy (owocem ich wizyty w tym regionie był m.in. artykuł o Polakach na emigracji w Dzienniku Bałtyckim bodajże trzy tygodnie temu 🙂

Zrobiła na mnie wrażenie liczba Polaków, którzy skorzystali z zaproszenia Ambasadora – było ok. 150-200 osób! Liczba stosunkowo duża zważywszy na miejsce i odległość od Wisły, ale jednocześnie wystarczająco mała, aby atmosfera była przyjemnie kameralna, a wręcz do pewnego stopnia familijna – Marszałek zdążył uścisnąć dłoń prawie każdego gościa. Miły gest… W to spotkanie wpleciono oficjalne obchody Święta 3 Maja – rangę tego wydarzenia podniosła obecność (krótka, bo może piętnastominutowa) szejka z katarskiej rodziny królewskiej pełniącego funkcję ministra sprawiedliwości. Nie zabrakło wysłuchania hymnów obu państw – w czasie odgrywania hymnu katarskiego (chwila jakby nie patrzeć dosyć podniosła) z okolicznych meczetów zaczęły rozbrzmiewać nawoływania do wieczornej modlitwy – wyobraźcie sobie konsternację zgromadzonych.

Pierwsza Dama RP witana w progu polskiej ambasady

Drugim gościem była Pierwsza Dama RP, która przybyła do Doha, aby spotkać się z „naszą” Szejką Mozą i razem z kilkoma pierwszymi damami z innych krajów wziąć udział w konferencji o dzieciach niepełnosprawnych. Tym razem atmosfera na koktajlu była jeszcze bardziej kameralna (podejrzewa się, że sympatie tudzież antypatie polityczne wzięły górę…), tym bardziej zatem oczywiste było, że Pani Prezydentowa zdążyła przywitać się z każdym gościem osobiście (nawet ze mną!). Trzeba było wyjeżdżać z Polski tak daleko, żeby mieć zaszczyt spotkania z tak dostojnymi gośćmi.

Nasza katarska rodzina

W tym momencie wyprzedzę wasze pytania i wyjaśnię, że owszem, alkohol na obu imprezach był obecny (pewnie za pieniądze podatników w Polsce). Ciekawostką jest natomiast to, że serwowany był w ukryciu za rogiem budynku w bardzo słabo oświetlonym miejscu – tak, żeby nie narażać się „lokalsom”. Wyglądało to komicznie – w najciemniejszym miejscu podwórka gnieździli się ludzie w nikomu niewiadomym celu… Co kraj, to obyczaj.

Wielkanoc na pustyni

Oczywiście, że świętowaliśmy. Były jajeczka, sosy najróżniejsze, kiełbaska wędzona (z zawartością), pyszny chlebek prosto z Niemiec, duńskie masełko. Były też pisanki – tradycyjnie barwione cebulą i skrobane we wzorki (profesjonalnym zestawem do … manikiuru). W niedzielę wielkanocną – zupełnie jak kiedyś w Gdyni – konieczny był spacerek po bulwarze nad wodą, a zachęcała do tego prawdziwie wiosenna pogoda (zupełnie jak kiedyś w Gdyni, podkreślam – KIEDYŚ, bo przecież nie w tym roku!).

Katarska pisanka

Nic, że śniadanie wielkanocne w wybornym polskim gronie mogło się odbyć dopiero późnym popołudniem. To znaczy po pracy. Wszak niedziela to w Katarze od zawsze dzień pracujący. Niedziela wielkanocna też. Do tego musiałem być w pracy o cały kwadrans wcześniej niż zwykle (toż to barbarzyństwo!, 6.45 rano zamiast 7.00 naprawdę robi różnicę, zwłaszcza w taki dzień).

Polsko-katarskie pisanki

Moje pierwsze w życiu święta spędzone poza rodzinnym domem. Niewątpliwie miały jedną zaletę – prawdziwie wiosenną pogodę (w zasadzie to już prawie na lato się tu zanosi – w nocy 25 st., w dzień dochodzi do 35st.). Szczerze mówiąc to chyba ten śnieg na Wielkanoc w Polsce trochę tu wywołaliśmy (raczej nieświadomie) – w czwartek przed świętami w samochodzie zapuściłem moim pasażerom (na ich wyraźne życzenie) polskie piosenki, w tym jeden z bożonarodzeniowych szlagierów ze słowami „pada śnieg […]” w refrenie. Śmiesznie słucha się takiej piosenki tuż przed Wielkanocą przy 27 st. w cieniu. Tym co w Polsce chyba do śmiechu nie było …

Hymn Księstwa Kataru

Piszę o tym Katarze i piszę. Rzeczy ważne i mniej ważne. Czas na trochę kultury i patriotyczną nutę. Poniżej hymn Kataru odśpiewany przy okazji wspomnianego już otwarcia igrzysk azjatyckich półtora roku temu. Zwracam uwagę na wykonanie, a zwłaszcza uroczyste stroje.

Igrzyska po azjatycku

Trochę wspomnień. Tym razem bynajmniej nie moich, bo gdy Doha była gospodarzem Asian Games w grudniu 2006 roku, ja o Katarze nawet jeszcze nie myślałem.

Z tamtego wydarzenia wszystkim najbardziej w pamięć zapadła ceremonia otwarcia igrzysk a zwłaszcza moment zapalenia znicza. Wszystko w pięknej oprawie, niestety (podobno) w smugach deszczu. Efekt? Mordercza walka konia szejka Mohammeda z mokrymi schodami. Wszystko na oczach milionów widzów na stadionie i przed telewizorami. Fascynujące!

Niecierpliwym polecam rozpoczęcie oglądania filmu od trzeciej minuty 🙂 Byleście wytrzymali do końca! Warto!




 

MotoGP na żywo

Znowu się dzieje. I znowu relacje idą na cały świat. Podobno. Niejeden fan sportów motorowych o tym marzy. Światowej klasy wyścigi motorów oglądane na żywo. Słowem Grand Prix Kataru. Ja mimo że o tym nie marzyłem doświadczenie to mam zaliczone. Gratka tym większa, że były to wyścigi przy sztucznym oświetleniu – po raz pierwszy na świecie. Podobno.

Piewrsze w historii Grand Prix motorów po zachodzie słońca ... w Katarze

Tor Losail, który położony jest 30 km na północ od Doha, trzeba było do nocnej jazdy specjalnie przygotować – wymagało to m.in. zainstalowania 3600 latarni o całkowitej mocy 5.4 mln watów!!! Wszystko oczywiście na środku pustyni. Mimo tych wysiłków nie było możliwe idealne odtworzenie warunków panujących przy świetle słonecznym – wedle kierowców widzialność na torze była trochę gorsza niż za dnia, ale na szczęście traktowali to raczej jako dodatkowe wyzwanie. Podobno narzekali również na wilgotność w powietrzu oraz … chłód – mimo że w ciągu dnia mamy w Katarze ostatnio prawdziwą wiosnę rzędu 30 stopni, to nocą temperatury spadają poniżej 20 st. (plus przenikliwy chłodny wiatr). Nic dziwnego, że kierowcy narzekają. My zresztą też.

Pod kolorowymi parasolami - przygotowanie do wyścigu

Wrażenia z wyścigów? Z góry proszę o wybaczenie, jeśli w poniższych słowach zawrze się jakaś ignorancja w stronę tego sportu. Więc … po pierwsze moim zdaniem trudno to nazwać sportem (naprawdę padam na kolana prosząc o wybaczenie!). Jedyny sportowy element dostrzegłem na trybunach – regularne obracanie szyi z prawej na lewą w momencie gdy motory śmigały obok nas. Równo co 1 minutę i 55 sekund. Nawet oglądając mecz tenisa można zmęczyć się (szyję) o wiele bardziej 😛 Trzeba było ponadto użyć sporo siły (własnych bicepsów i mięsni palca wskazującego) przy zatykaniu uszu, bo przy odgłosie silników o pojemności 500 cc przejeżdżających z prędkością ponad 250 km/h ogłuchnąć jest bardzo łatwo. Tyle sportu w sporcie.

 

Start!

Błagam, nie każcie mi podawać szczegółów wyścigów, bo nie wiem nic ponad to, że wygrał motor koloru czerwonego.

Podsumowując – za mną kolejna impreza, dzięki której o Katarze słyszą ludzie na całym świecie. Jak widać, władze Kataru ostatnio bardzo aktywnie promują ojczyznę. W sumie ciekawe doświadczenie, więcej na podobne wyścigi nie czuję potrzeby chodzić. Czy aby na pewno? – już za miesiąc Formuła 1 w Bahrajnie. Znajomi kuszą, żeby do nich dołączyć, oj kuszą ….

W drodze do mety - z prędkością ponad 250 km/godz.

Szarapowa za mocna na Radwańską

Za mocna tym razem tylko. Bo ten ich wczorajszy mecz to był jedynie rewanż za mecz na zeszłorocznym US Open, który wygrała nasza Isia. Powiedziałbym, że wczoraj przegrała w dobrym stylu (4:6 3:6 to chyba dobry wynik?). Wybaczcie, że znowu o tenisie, ale my tu tym żyjemy i jeszcze długo żyć będziemy….

Trybuny już pełne przy półfinałach

Okazało się, że nie wszyscy kibicowali rosyjskiej blond-piękności. Polka zdobyła całkiem sporo fanów, którzy czasem wspierali ją okrzykami i oklaskami (Polaków też było sporo, choć mniej niż na ostatnim meczu reprezentacji piłkarzy). Wśród kibiców znaleźli się więc Arabowie, Azjaci, Francuzi, Brytyjczycy. Szarapowa ze względu na sławę miała kibiców liczniejszych i głośniejszych. Długo nie zapomnę kolesia (Rosjanina), który siedział tuż obok mnie i przed prawie każdą piłką krzyczał na cały głos: „Masza wierim!", „Masza dawaj”, itd. Sędzia próbowała go uspokoić wiele razy, bezskutecznie… Ciekawe czy było to słychać (i widać) w telewizji. Mam wrażenie, że w związku z tym, że siedział dosłownie obok mnie, wszyscy myśleli, że to akurat ja robię wiochę. Ale wiocha!

Zdjęcie chyba na konkurs - niestety nie moje, lecz Agi B.

W ogóle zaskakująca była ilość Rosjan na trybunach – skąd oni się tu nagle wzięli? Znajomi w pracy sugerowali, że po prostu jeżdżą tak za Szarapową po całym świecie (jestem w stanie w to uwierzyć, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę „noworuskich" latających z nami na Seszele, Malediwy i inne takie tam – jest ich tak dużo, że na każdym locie potrzebna jest co najmniej jedna stewardesa mówiąca po rosyjsku).

Isia serwuje

Tak sobie myślę, że może to i dobrze, że Radwańska już dzisiaj nie gra w finale, bo to codzienne chodzenie na mecze prosto z pracy trochę mnie już zmęczyło. A dodatkowo przez tą pogodę nabawiłem się przeziębienia (cały posiadany arsenał swetrów nie wystarczył, a rękawiczek i czapki nie miałem czasu poszukać w szafie (naprawdę je tu mam, i na stadionie im. Khalifa w Dausze 🙂 byłyby jak znalazł, serio). A do Dubaju, w którym Isia już od dziś rozgrywa kolejny turniej (idzie jak burza podobno) na razie się nie wybieram.

W tym roku półfinał, a za rok?

I znowu coś się działo. I znowu na nudę w Katarze nie można narzekać. Poczekajmy do lata (czyli miesiąc jakiś), wtedy w Katarze nastanie znowu prawdziwy marazm.

BTW (jak to się tłumaczy na polski? – może „a propos”?, pomóżcie, bo już głupieje!). Tak czy inaczej – BTW:

Gdy pisałem to, co właśnie przeczytaliście, to jednocześnie oglądałem Vivę Polska (nadal niezastąpiona) i leciała reklama Lady Speed Stick z … Szarapową. Znam tę reklamę od dawna, prawie na pamięć. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że ta panienka na ekranie to ta sama, którą wczoraj widziałem na żywo walczącą na korcie. Niby fajnie, ale co z tego? No właśnie…

Translate »