Robotnikom wstęp wzbroniony

Coraz rzadziej piszę o tym, co się wydarzyło w Katarze. Po prostu coraz mniej rzeczy mnie tu zaskakuje, nie chcę się powtarzać, najzwyczajniej w świecie brakuje inspiracji.

Takiej okazji jednak nie przepuszczę. Oto, pod drzwiami właśnie znalazłem gazetkę reklamową z jednego z „hipermarketów” w Katarze (w cudzysłowie, bo hipermarketami się tu nazywa sklepy mniejsze od przeciętnej polskiej Biedronki).

Masskar Hypermarket - Timings for bachelors

Wyjaśniam tym, którym się powyższe w głowie nie mieści – w Katarze i innych krajach nad Zatoką Perską bachelors, czyli samotni mężczyźni, a w szczególności tania siła robocza z Azji, mają ograniczone możliwości poruszania się po mieście. W określone dni tygodnia nie są wpuszczani do parków, centrów handlowych, nie mówiąc już o suku i innych przybytkach, w których ich obecność mogłaby przeszkodzić przebywającym tam samotnym kobietom, a także rodzinom z dziećmi. Do tego się już nawet wszyscy przyzwyczailiśmy.

Powyższy przykład jest jednak pierwszym, z którym się spotkałem, w którym otwarcie przyznano, że istnieje segregacja społeczna w katarskich centrach handlowych i – co więcej – wykorzystano to do celów reklamowych!

Idzie nowe. Co jeszcze wymyślą, żeby umilić życie jednej grupie społecznej i jednocześnie uprzykrzyć życie pozostałym, tzn. „tym gorszym”??

Więcej na temat życia taniej siły roboczej w Katarze pisałem we wcześniejszych notkach:

Strefa rażenia … głupotą

Nowo mianowany amerykański menedżer podobno polecił podwładnemu Katarczykowi wykonanie napisu na nowodostarczonej cysternie. Napis miał ostrzegać w języku arabskim, co ów menedżer raczył wielokrotnie podkreślić przy zlecaniu zadania. Oto jakie były efekty.

Diesel fuel in Arabic. No smoking in Arabic.

Drodzy Państwo, to nie film komediowy, to się dzieje naprawdę!! Tego nie zobaczycie nawet na Aljazeera!

O źródle kłopotów z bhp w Katarze wspominał swego czasu yowi, bazując na doświadczeniach z pierwszej ręki (tutaj i tutaj)

Świeży boczek rzucili do sklepów!

Brzmi znajomo? Tak! Archaicznie? Nie dla nas, Polaków żyjących nad Zatoką Perską! Cały Katar obiegła ta wspaniała wiadomość dziś rano! Najprawdziwszy boczek, najprawdziwszą szynkę z wieprza, do tego kiełbasy, i żeberka, i jeszcze! Będzie można kupić, oficjalnie, w Katarze!

Tym samym sprawdziły się plotki, które krążyły po Doha od dłuższego czasu. Sprzedaż wieprzowiny rozpoczęła się w naszym jedynym sklepie alkoholowym. Planowane jest również otwarcie drugiego sklepu monopolowo-wieprzowego (czyli będziemy mieli duopol!), a na jego lokalizację wybrano The Pearl, czyli ekskluzywne osiedle z wielopiętrowymi blokami zbudowane na sztucznej wyspie na północy Doha.

Do zakupów uprawnieni są jedynie posiadacze licencji na alkohol, a o taką mogą ubiegać się jedynie niemuzułmanie, których zarobki mieszczą się powyżej określonego minimum. Reszcie pozostaje obejście się smakiem lub zakupy na czarnym rynku wieprzowiny. Tak, proszę państwa, czarny rynek wieprzowiny istniał w Katarze już wcześniej i teraz co najwyżej zmieni swoją postać, ale na pewno nie zniknie!
W konserwatywnym kraju muzułmańskim, jakim jest Katar, dostęp do alkoholu jest ograniczony, a sprzedaż i import mięsa wieprzowego były do tej pory całkowicie zakazane, gdyż oba produkty są uważane za haram, czyli niezgodne z prawem islamskim.
Jak łatwo się domyślić, w lokalnych mediach rozgorzała dyskusja między zwolennikami i przeciwnikami tej rewolucyjnej zmiany. Wielu mieszkańców Kataru wyraziło niepokój sugerując, że legalizacja aborcji może być następnym krokiem. Są także głosy, iż jest to kolejna decyzja katarskich elit, które poświęcają swoją kulturę i tradycję na korzyść wartości świata zachodniego.

* Wieść niesie, że w ciągu pierwszych czterech godzin sprzedano aż 10% kontenera wieprzowiny (na razie w ofercie jedynie trzy rodzaje kiełbas, wędzona szynka i bekon).

* Salami i szynka parmeńska powinny pojawić się w ciągu 7-10 dni (cargo lotnicze 🙂

* Obsługa sklepu uprzejmie prosi o cierpliwość w dostępie do lodówek, gdyż tłumy są niewyobrażalne i w związku z tym prosi o unikanie zakupów w najpopularniejsze dni tygodnia, czyli środy, czwartki i soboty.

Skutki uboczne drogiej ropy

Choć trudno Wam będzie w to uwierzyć, to wcale nie jest prima aprilis.

Katarski rząd ogłosił właśnie wzrost wynagrodzeń obywateli Kataru pracujących w służbach państwowych o 60%. Podwyżka pensji dla oficerów wojskowych wyniesie 120%, a dla wojskowych w stopniach szeregowych 50% (w każdym przypadku mowa o wynagrodzeniu zasadniczym oraz dodatkach socjalnych). Emerytowani pracownicy służb cywilnych również będą mogli cieszyć się wzrostem w wysokości 60%.
Zmiany te przewiduje zarządzenie Jego Wysokości Następcy Emira i Tronu, Szejka Tamima bin Hamada as-Saniego nr 50 z 2011 r. Zmiany wchodzą w życie od 1 września.

Wzrost wynagrodzenia zasadniczego i dodatków socjalnych będzie kosztował katarski budżet 10 mld rijali katarskich (ok. 2,7 mld USD), kolejne 20 mld rijali rząd przekaże na rzecz funduszu emerytalnego.

Tyle suchej informacji prasowej. Podkreślić pragnę, że podwyżka dotyczy jedynie obywateli z paszportem katarskim (zatrudniani są na oddzielnych zasadach), a nie pracowników najemnych, takich, jak ja. Plotka niesie, że jednym z powodów wzrostu wynagrodzeń – poza najzwyklejszą w świecie „nadwyżką budżetową” – jest chęć podkreślenia różnic (ekonomicznych) między rodowitymi Katarczykami a napływową siłą roboczą. Coraz częściej bowiem było słychać głosy wśród obywateli Kataru, którzy narzekali na pogarszającą sytuację materialną i wypieranie ich z rynku pracy przez specjalistów z zagranicy. Czy to plotka, czy nie, trzeba przyznać, że posunięcie ma nawet sens.

A my, drobni ciułacze, już teraz zaczynamy obawiać się podwyżek cen żywności i innych towarów. Lokalni handlowcy byliby głupi gdyby z takiej okazji nie skorzystali.

 

Swoją drogą – jestem z siebie dumny, bo nie użyłem ani jednego wykrzyknika przy przekazywaniu Wam tej wiadomości. A kusiło mnie, oj kusiło …

Toalety dla VIP-ów

Jest sobie normalne centrum handlowe. Sklepy różnych popularnych w świecie marek, Carrefour, ponadto food court i kino z wieloma salami do projekcji filmów. Jest również lodowisko dla dzieci i dorosłych (jak przystało na szanujące się centrum handlowe nad Zatoką Perską).

C.H. Villaggio w Doha

Ostatnio dobudowano nowe skrzydło – z markami z wyższej półki. Łatwo zauważyć, kiedy się tam wejdzie – wszystko lśni i jest bardzo dużo przestrzeni. Nawet marki samochodów wystawione na środku alejki (np. Porsche) zwracają nieco większą uwagę w porównaniu do tych w części dla „zwykłych ludzi” (Mercedes, a bywała i Toyota). Do nowego skrzydła można wejść oddzielnymi drzwiami (na wypadek gdyby ktoś chciał uniknąć kontaktu z plebsem). Czerwony dywan i na jego końcu odźwierny ochroniarz – to szczyt luksusu na który nie każdy może sobie pozwolić w drodze na zakupy. Gdy będzie taka potrzeba, można nawet z toalety skorzystać, lecz nie byle jakiej – oto toalety dla VIPów.

C.H. Villaggio w Doha

Przestronne wnętrza tak oszałamiają, że pokusa robienia zdjęć pojawia się natychmiast u wielu osób. Na uwagę zasługuje czystość tej luksusowej latryny (rzecz w zasadzie niespotykana w tym regionie świata), co można by wyjaśnić jedynie małą frekwencją – obecność dziadka klozetowego w tutejszych toaletach niewiele w kwestii ich czystości zmienia. Gdyby ktoś nadal miał wątpliwości czy to jawa, czy sen, to wyjaśnię, że z owych atrakcji jak najbardziej można skorzystać „w realu” – wystarczy wybrać się do C.H. Villaggio w Doha w Katarze (tego samego, które słynie z możliwości udania się w przejażdżkę prawdziwą gondolą po kanale w stylu weneckim – ten klimatyzowany aż do bólu budynek w ogóle udaje, że jest Wenecją, skutecznie bądź nie!). Nic to podobno w porównaniu z centrami handlowymi w Dubaju, lecz przecież nie moją rolą jest tu o tym pisać…

C.H. Villaggio w Doha

Aston Martin One-77 biorą hurtem

Na rynek wchodzi nowy model samochodu – Aston Martin One-77. Produkt z najwyższej półki jakościowej i cenowej. Nie wiadomo ile samochodów sprzedano do tej pory na całym świecie. Wieść niesie jednak, że dziesięć egzemplarzy tego modelu znajdzie się w rękach jednego nabywcy! Czy kogokolwiek zaskoczy to, że niezidentyfikowany kupiec pochodzi z regionu Zatoki Perskiej?

Oto jak zmienia się definicja samochodu dla dużej rodziny! Koszt transakcji szacowany jest na 15 mln funtów. W Katarze mówią, że to ktoś z Kataru, choć wyobrażam sobie, że w Dubaju mają własną wersję tej anegdotki.

Zapewne niewielu w ogóle o tym samochodzie słyszało, jeszcze mniejszej liczbie osób dane będzie zobaczyć go na ulicy, w akcji. Ale jeśli się mieszka w „szejklandzie”, to przy odrobinie szczęścia… Inszalla, inszalla dziesięć na raz!

Aston Martin One-77 - szejkowie biorą hurtem

Katarczyk w kolejce

Wpadł mi w ręce taki oto (sfabrykowany bądź nie) monolog pewnego Katarczyka:

Ustawianie się w kolejce jest zasadniczo praktyką dobrą, choć dla takiego typowego Katarczyka jak ja stanowi przeszkodę w codziennych obowiązkach. Zasadniczo nie potrafię czekać dłużej niż dziesięć minut. Mój styl życia wymaga ode mnie wykonania wielu rzeczy w ciągu dnia w więcej niż jednym miejscu, zatem stanie w kolejce nie wchodzi w grę. Po pierwsze – nienawidzę tego robić, po drugie – nie mam na to czasu, w związku z czym najczęściej proszę o pomoc oficjela nadzorującego placówkę (tylko w przypadku gdy nie mam czasu na czekanie i jest bardzo tłoczno lub kolejka przesuwa się powoli). Robię to po to, abym mógł jak najszybciej załatwić swoje sprawy. Jeśli nie jest zbyt tłoczno, lub gdy kolejka idzie szybko, staję w kolejce razem z innymi.

Jeśli chodzi o czekanie na ulicy na światłach, staram się tego unikać za wszelką cenę. Mam w głowie większość skrótów bocznymi uliczkami, choć czasami droga wcale nie jest wtedy krótsza. Robię to po to, aby nie stać na światłach!

Wpadam w furię gdy widzę jak ktoś wpycha się do kolejki bez uprzedniego zapytania o pozwolenie innych czekających. Wiem, sam też to czasem robię, ale to tylko dlatego, że mi się spieszy. W końcu Katarczycy są wolnymi ludźmi i mogą robić co chcą, bo to jest przecież ich kraj!

Gdy mieszkasz na Bliskim Wschodzie zbyt długo …

  • Nie jesteś zaskoczony gdy zobaczysz kozę na fotelu pasażera w samochodzie obok
  • Uważasz, że nieocenzurowana wersja Domku na prerii jest prowokacyjna
  • Oczekujesz dopisku inszalla na zakupionym właśnie bilecie lotniczym
  • Jesz obiad nie wcześniej niż o 22.30
  • Ubierasz sweter gdy temperatura na dworze spada poniżej 25 stopni Celsjusza
  • Wymarzone wakacje spędzasz w kraju, w którym można jeść wieprzowinę
  • Prace domowe ograniczasz do wręczenia służącej listy rzeczy do zrobienia
  • Jesteś przekonany, że znaki o ograniczeniu prędkości należy traktować jedynie jako porady
  • Nie przeszkadza ci, gdy traktory jeżdżą po autostradzie z prędkością 40 km/h
  • Dobrze wiesz, kiedy znajdujesz się w zasięgu irańskich rakiet wojskowych, a kiedy nie
  • Zdajesz sobie sprawę z grożącej ci kary więzienia za spowodowanie wypadku, w którym rodzony Arab uderzy w tył twojego samochodu po tym, jak zatrzymałeś się na znaku STOP
  • Jesteś przekonany, że im bliżej środka skrzyżowania będziesz się przesuwał krok po kroku, tym szybciej światło zmieni się na zielone
  • Rozkopanie tego samego kawałka ulicy trzy razy w ciągu kilku tygodni przez różne ekipy uważasz za całkowicie normalne
  • Nanosekundę definiujesz jako czas pomiędzy zapaleniem się zielonego światła a usłyszeniem klaksonu za twoimi plecami
  • Skręcanie z prawego pasa w lewo nie wymaga u ciebie dłuższego zastanawiania
  • Przyzwyczaiłeś się do odkręcania kranu z zimną wodą w celu użycia wody gorącej
  • Twój sąsiad ma dwa Ferrari i Hummera, co wcale nie czyni cię wyjątkowym
  • Pudełko jednorazowych chusteczek są elementem zestawu stołowego, tak jak krzesła
  • Wierzysz, że woda w naturze występuje jedynie w postaci butelkowanej
  • Zdarza ci się prosić o „bebsi łiz snoł” [Pepsi with snow]

Niektóre z powyższych wniosków są oczywiście przesadzone. To ostatnie o Pepsi przytrafiło się także mi, już kilka razy. Jeśli wszedłeś między wrony, musisz krakać jak i one!

[tłumaczenie autora, za wersją angielską]

Burj Khalifa czyli Burj Dubai

I znowu przychodzi mi pisać w temacie rzeczy bezcennych i kart płatniczych.

Burj Khalifa czyli Burj Dubai

Zwiedzanie – 30$

Koszt budowy – 1,5 mld $

Wsparcie od zamożniejszych sąsiadów z Abu Zabi – 10 mld $

Zmiana nazwy ikony Dubaju na Wieża Chalify – bezcenne!

Są rzeczy, których nawet twoja rodzina nie może kupić. Za całą resztę zapłaci Narodowy Bank Abu Zabi.

 

Otwarty kilkanaście dni temu najwyższy budynek świata, o którym głośno było już w fazie projektowej, znany i reklamowany dotąd (znaczy przez wiele lat!) jako Burj Dubai (Wieża Dubaju), został w ostatniej chwili przemianowany na Burj Khalifa (Wieża Chalify, z wdzięczności wobec prezydenta ZEA, szejka Chalify bin Zaida an-Nahajana). Fakt ten musiałem sprawdzić w kilku źródłach, zanim przestałem traktować tę wiadomość jako żart.

Mamy oto do czynienia ze szczytem absurdu, nawet jak na standardy obowiązujące nad Zatoką Perską. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Trudno o lepszy przykład!

Relacja z otwarcia Burj Khalifa na blogu Ciekawej Świata. Polecam!

Ladies night po katarsku

Jak wygląda impreza pod hasłem ‘ladies night’ w Katarze? Interesująco.  Większość uczestników to mężczyźni, napaleni na to, że idąc na ‘ladies night’ spotkają dużo kobiet, tzn. więcej niż na innych imprezach „niekobiecych”. Tymczasem skutek jest odwrotny – proporcje płci są jeszcze gorsze niż w pozostałe dni tygodnia, bo na nie faceci owszem ciągną tłumami, ale nie aż tak, jak na ‘ladies night’.

Przyznaję, byłem na takiej imprezie raz, ale początkowo miałem spore opory. Przekonała mnie piękniejsza część mojej katarskiej rodziny, to znaczy siłą zostałem tam zaciągnięty, albo i zachęcony założeniem, że na imprezie będzie dużo (zgodnie z nazwą przecież!) kobiet!

A potem się zaczęło – przyznałem się w pracy, że byłem i oczywiście zaczęli się ze mnie śmiać, bo sugerowali, że byłem jedynym facetem na babskiej imprezie. Nic bardziej mylnego. Na ich miejscu też bym chyba nie dał wiary. Najwyraźniej nie znają katarskich realiów.

Na ‘ladies night’ w najbliższym (a może też i dalszym) czasie nie zamierzam się wybierać. Szkoda pieniędzy na wjazd – panowie płacą słono i w cenie nie ma nic, a panie nic nie płacą i dostają za darmo dwa drinki. Mechanizm jest banalny, sami przyznajcie. Tylko gdzie tu równość?! – to się nazywa subsydiowanie krzyżowe, w UE by tego zakazali! Poza tym proporcje płci – jak już wspomniałem – są lepsze na innych imprezach, ale wciąż do ideału im dużo brakuje. Da się przyzwyczaić – to w końcu Doha, Katar. Jak donoszą media osobników męskich jest na naszym półwyspie 75,7%!

Translate »