Pościć, będziem pościć

Przede mną olbrzymie wyzwanie. Przetrwać Ramadan. Zresztą nie tylko przede mną. Wszyscy „nowo-przyjechani” muszą przez to przejść po raz pierwszy tak, jak ja. Czy rzeczywiście będzie tak trudno jak opowiadają?
Meczet Al Fatih w Manamie
Muzułmański post zaczyna się już od czwartku, czyli od jutra, inszalla. Dzisiejsze gazety obwieściły tę radosną nowinę powołując się na decyzję mędrców od Księżyca i jego faz. Przy okazji wspomniano, że obowiązywanie Ramadanu ze wszystkimi tego konsekwencjami dla mieszkańców zostało oficjalnie zatwierdzone przez Rząd Księstwa Kataru (tak, mamy tutaj rząd – zupełnie jak w Polsce – na czele rządu stoi rodzony brat głowy państwa, należący do wszechwładnej rodziny Al Thanich).

Tak więc przez cztery tygodnie ban na alkohol w promieniu co najmniej tysiąca kilometrów. Absolutnie żadnych imprez w klubach. Zakaz jedzenia i picia w miejscach publicznych. Co jeszcze? Tego się dowiem w międzyczasie, a potem opowiem.

Ramadan Kareem - Burger King ad

Jedno jest pewne – będzie się działo!

Żeby Was trochę rozjuszyć nadmienię, że w czasie Ramadanu wszystkich obowiązuje skrócony czas pracy, a więc już od jutra będę spać o godzinę dłużej, co więcej – wyjdę z pracy o godzinę wcześniej, czyli równo o 14.30. A potem będziemy „łamać post”. I jeść całą noc – aż do wschodu słońca….

Happy Ramadan!

Coś wisi w powietrzu

Wyobrażacie sobie mgłę w środku lata?

W środku nocy? Na pustyni?

Przy temperaturze ponad 35 stopni?


Trudno to uchwycić na obrazku, ale spróbowałem i oto dowody:

 

Coś wisiało w powietrzu

 

 

 
Coś na pewno wisiało w powietrzu

 

A tak to czasem wygląda w dzień (to coś w powietrzu to wcale nie jest kurz, to jest właśnie ta woda): 

 Cos tu chyba jednak zawisło w powietrzu

P.S. Bywało jeszcze gorzej, ale niestety nie miałem wtedy aparatu przy sobie….

Okulary mi parują

Sierpień mamy. Już niedługo polska złota jesień. A tu? Pogoda w Katarze zmienia się z dnia na dzień – raz jest sucho, innym razem ekstremalnie wilgotno. Jedno się nie zmienia – chmury, a raczej ich brak. Już zapomniałem jak one wyglądają… Nie narzekam.

Jeśli jest sucho to jest całkiem przyjemnie. Zwłaszcza w nocy. W środku dnia to suche, ogrzane słońcem powietrze parzy w płuca. Ale to nic w porównaniu z wilgocią. Czasem wilgotno jest tylko blisko zatoki, innym razem, innym razem para jest wszędzie. Powietrze staje się ciężkie, wręcz nie do wytrzymania. a wtedy do płuc trafia mieszanka H2 i O.

Ostatnio o 2 w nocy było 35 stopni (odczuwalnie aż 45!), wilgotność ponad 90%. Ale hica! Co oznacza ta ekstremalna wilgoć w powietrzu? Szkła od okularów parują po wyjściu z budynku lub klimatyzowanego samochodu na zewnątrz. Zupełnie na odwrót niż w czasie zimy w Polsce. Ciekawe doświadczenie! Ponadto rosa na samochodzie – to oczywiste. Żeby widzieć gdzie jadę musiałem co chwilę włączać wycieraczki. Dokładnie tak, jak w Polsce w czasie zimy – tylko że tam szyby parują od wewnątrz, a nie od zewnątrz.

Na ulicach Doha c.d.

Można by o tym pisać w nieskończoność. Porównanie do Indii? Chyba coś w tym jest, skoro Hindusi stanowią tu chyba największą grupę ekspatów i siłą rzeczy przenoszą swoje zwyczaje na tutejsze ulice.

Trudno jednak porównywać Dohę do Sajgonu. Tam ruch uliczny wydaje się chaotyczny, ale w rzeczywistości wszystko odbywa się przy bardzo małych prędkościach i jest bezpiecznie. W Doha prędkości są o wiele większe, i tu jest problem. Brak empatii, wyobraźni, zwykła głupota. Co roku w wypadkach drogowych ginie tu wiele ludzi, m.in. tych, którzy przejeżdżali na zielonym i nie zauważyli, że jakiś idiota przejeżdża na czerwonym, wprost na nich. Rząd katarski próbuje z tym wszystkim walczyć – kampanie społeczne – krwawe zdjęcia w okolicach skrzyżowań z napisem ‘enough’ itp. – o skuteczności chyba nie ma sensu pisać.

Ostatnio wprowadzono surowsze kary za wykroczenia, w tym system punktowy przewidujący odebranie prawa jazdy. Komentatorzy od razu stwierdzili, że już niedługo ulice Doha będą puste… Należałoby jednak założyć, że policja będzie te kary egzekwować, zwłaszcza w stosunku do Katarczyków, którzy często stoją ponad prawem. Wprowadzono m.in. karę od 3000 do 10000 riyali za używanie telefonu w czasie jazdy. Katarczyków będzie stać na jej zapłacenie… W przepisach wyszczególniono ponadto tak nieprawdopodobne lecz nagminne wykroczenia tutejszych kierowców, jak jazda pod prąd, powodowanie hałasu, nieustępowanie drogi samochodom na sygnale(!!!). Przewidziano za to również karę więzienia od roku do trzech lat.

Jeśli Katarczyków nikt nie ruszy, to może przynajmniej pozostali zaczną się stosować do przepisów? Inszallah.

I jeszcze ilustracja wizualna. Bardzo katarski sposób na ominięcie korków. Oczywiście oficjalnie zabroniony. Głośniki niepotrzebne.

Samobójcy na dwóch kółkach

Miara się przegięła. Mam dość normalnie. Jadę samochodem, a Hindus na rowerze prawie wjechał pod koła. Przejeżdżał skrzyżowanie na ukos i tylko dlatego, że on sam w ostatniej chwili widząc, że nadjeżdżam, skręcił kierownicę i udało się uniknąć „kolizji”. Brakowało 20 cm. Najczęściej do tej pory byłem zmuszony unikać wypadku, gdy rowerzysta jechał pod prąd (!!!) przy prawej krawędzi ruchliwej drogi. Przestało mnie to już zaskakiwać.

Samobójcy! Tym ludziom całkowicie brakuje jakiegokolwiek rozsądku, czy instynktu samozachowawczego. Każdy jedzie w taką stronę drogi, jak mu wygodnie. O pieszych idących ulicą nawet nie wspomnę…, bo chodników jak nie było, tak nie ma. Nawet na ukos przez skrzyżowanie. Podpowiedziano mi, że dla tych biednych ludzi taki wypadek to może być gwiazdka z nieba, bo dostaną odszkodowanie i rodzina będzie miała z czego żyć. A oni? No właśnie, nie od dziś wiadomo, że bieda zmusza ludzi do tak ostatecznych czynów. Od dziś zwalniam na drodze. Mam w nosie samochody, które stoją za mną i trąbią lub mrugają światłami, pokazując, że im się śpieszy. Mi się nie śpieszy i muszą to przyjąć do wiadomości kurna. Jak nie to niech wy***. Tyle.

Tak. Zdenerwował mnie ten niedoszły (na szczęście) samobójca na dwóch kółkach.

Polscy kierowcy – dobrzy kierowcy!

Drogi w Katarze są bardzo niebezpieczne. Większość wybudowano bardzo niedawno – są szerokie, wygodne, prawie jak autostrady. Więc wszyscy pędzą niewiadomo dokąd. Ale nawet na takich nowiutkich drogach zdarzają się niespodzianki w postaci olbrzymich dziur czy wystających studzienek. O drogach, które z założenia mają mieć gorszy status lepiej nie wspominać.

Samochody

Źródłem rzeczonego niebezpieczeństwa są również najzwyklej w świecie ludzie. Większość kierowców się gdzieś śpieszy i na każdym kroku to pokazują. Za nic mają sobie wszelkie zasady – najważniejsi są oni i ich świeżo wypolerowany olbrzymi samochód z napędem na cztery koła. Pomimo surowych kar za przekraczanie prędkości Land Rovery zwalniają tylko w okolicy fotoradarów (spoko, niech zwalniają), albo i nie (bo czym jest dla nich mandat za 300 riyali). Powszechne jest tu mruganie długimi światłami, zwłaszcza po zmroku. Wcale nie oznacza to ‘wpuszczam cię, jedź!’ tak, jak w Polsce. Wręcz przeciwnie – ‘uważaj, bo jadę i nawet nie próbuj jechać przede mną’. W przypadku, gdy mrugają hummery itp. przekaz jest jeszcze bardziej dosadny: ‘zjeżdżaj mi z drogi, tylko nie hamuj, bo w przeciwnym wypadku cię rozjadę i nawet tego nie zauważę’. Strach się bać normalnie.

Samochody

 

Jedno jest pewne – świata nie zbawię, więc do lokalnych uwarunkowań trzeba się przyzwyczaić i dostosować. I już.

Większość kierowców nie używa kierunkowskazów. Zdarzają się oczywiście wyjątki (na przykład ja), ale rzadko. W sumie doprowadza mnie to do szału – próbuję się włączyć do ruchu, samochód jedzie prawym pasem, bez kierunkowskazu skręca w moją uliczkę. A ja czekam. Bo zaraz za nim jedzie kolejny, też bez kierunkowskazu. I też skręci. A ja nadal czekam, mimo, że mogłem pojechać.

Zasada ograniczonego zachowania działa wyraźniej niż w Polsce. Bo oto przykład odwrotny – wyobraźcie sobie zamienione role w opisanym przykładzie. Ja chcę skręcić w prawo, jadę prawym pasem, kierunkowskaz włączony jak należy (w prawo!) a z uliczki do której będę skręcał chce się włączyć do ruchu inny samochód. Widzi, że mam kierunkowskaz. I czeka aż skręcę. Zasada ograniczonego zaufania. Do kwadratu. Bez sensu. I po co ja włączam ten kierunkowskaz? Przecież nie dla siebie, tylko właśnie dla innych. Ale nie poddam się! Potrzeba tylko dużo cierpliwości!

Wypadek po katarsku

Piątkowy późny wieczór. Na bulwarze jak zwykle duży ruch, samochody dosyć nerwowo poruszają się w drodze na imprezę, ścisk na wszystkich trzech pasach i każdy siedzi komuś na ogonie, maksymalna prędkość 50 km/h.

Nagle między rzędami samochodów przejeżdża z dużo większą prędkością motocykl. Niby norma. Już miałem skomentować, że był ubrany tylko w podkoszulek i dżinsy, co nawet w Polsce upalnym latem się motocyklistom nie zdarza. Już mieliśmy skomentować, że kask owszem miał przy sobie, ale zawieszony gdzieś z tyłu na siedzeniu….

Nie zdążyliśmy z tymi komentarzami. Ledwo pięć metrów przed nami zahaczył o inny samochód i się przewrócił. A kask poleciał gdzieś na bok. Przeżył. Pewnie jakieś potłuczenia tylko. Nawet starał się wstać, ale nie był w stanie ze względu na szok. W międzyczasie wybiegł kierowca samochodu o który zahaczono (Katarczyk w diszdaszu) i kilku innych – już myślałem, że zaczną krzyczeć na leżącego i jego głupotę (wcale by mnie to nie zdziwiło). Chwilę później zobaczyliśmy jednak coś, co nas zaskoczyło najbardziej. Bo sam wypadek nie zaskakuje, bo to tutaj norma…

Z okolicznych samochodów zaczęli wybiegać Katarczycy, dosłownie dziesiątki diszdaszów zmierzających biegiem jak mrówki na miejsce wypadku. Wśród nich ci, którzy zatrzymali samochody na jezdni w przeciwną stronę – nie zważali, że pozostawiają samochody na środku ulicy całkowicie blokując ruch.

Nagle więc znaleźliśmy się w niepojętym tłumie Katarczyków, prawie zacząłem się bać. Nie wiem naprawdę skąd ich się tylu wzięło w jednym miejscu, skoro statystycznie rzecz biorąc rdzenni mieszkańcy stanowią w Katarze mniejszość. Może to kwestia tego, że dumne jeżdżenie samochodem po Korniszu w piątek wieczorem jest ulubioną rozrywką raczej ich, a nie ekspatów?

Potem staraliśmy się zrobić jakieś zdjęcia, ale niewiele z tego wyszło. Ale lepsze to niż nic:

 

Wypadek na Corniche

 

Co najciekawsze po jakimś czasie zaczęły się gwizdy, jakby wspólnie podważali zeznania któregoś z uczestników wypadku – najpewniej motocyklisty, który wyglądał na Libańczyka. Jeden z wielu przykładów nieprawdopodobnej solidarności obywateli Kataru (co oni mogli widzieć skoro jechali w przeciwna stronę!?)

Całą sytuację naprawdę trudną opisać – żeby pomóc Waszej wyobraźni proszę oto filmik, który nakręciłem w trakcie akcji. Niestety żeby móc cokolwiek nakręcić musieliśmy się nieco oddalić, żeby nikt się nie przyczepił, więc z góry przepraszam za jakość obrazu.

 

Trąbienie, pisk opon itp. – tak w każdy weekend wygląda właśnie bulwar w Doha, czyli tzw. Corniche, ale o tym to może następnym razem.

Czy napisałem już, że mam wrażenie, że owy motor jechał bez świateł mimo, że było po zmroku? Czy też mnie to nie dziwi? Zgadujcie 🙂

Dwa światy

Uwaga!

Teraz już każdy może komentować

– wcale nie trzeba się logować!!!

Zapraszam więc do gorącej dyskusji 🙂

 

Generalnie społeczność Hindusów w Katarze (podobnie jak innych wschodnich nacji – Bangladesz, Filipiny, Indonezja itd.) jest podzielona na robotników, których mijam codziennie leżących na trawce pod moim blokiem i białe kołnierzyki, z którymi mam do czynienia głównie w pracy.

Ci pierwsi pracują w niewolniczych warunkach przy nieprawdopodobnym skwarze na budowach za marne grosze – są szczęśliwi, bo sto lub dwieście dolarów miesięcznie, które dostają mogą przesłać swoim rodzinom na utrzymanie. Olbrzymie kolejki w punktach zagranicznych przekazów pieniędzy Western Union itp. mówią same za siebie.

 

Gulf Exchange in the evening

 

Jedzenie i zakwaterowanie mają zapewnione – boję się myśleć jakie to są warunki, skoro czasem widzę ich w środku nocy śpiących pod drzewem – pewnie wolą takie miejsce niż śmierdzące mieszkania pełne karaluchów? A może stosuje się system współdzielenia łóżek znany z najbardziej przepełnionych więzień? – strach pomyśleć.

Po drugiej stronie barykady są dobrze wykształceni, chodzący w pieknie wyprasowanych przez pralnię koszulach i … śnieżnobiałych skarpetkach (!!!), okupujący wraz z rodzinami olbrzymie wille w mieście i na przedmieściach, rozbijający się najlepszymi samochodami, o których ich znajomi pozostający w rodzinnym kraju mogliby tylko pomarzyć. Oczywiście z pierwszą opisaną grupą nie mają nic wspólnego. Dwa światy.

Ciekawe jak to wygląda np. z Polakami w Wielkiej Brytanii? Ktoś cos wie o tym?

Jak się zachowuje szejk na pokładzie samolotu?

Zainteresowanych szczegółami odsyłam na inny blog:

Qatar Sheik holds up British Airways plane

Jak łatwo się domyśleć to też mnie już nie dziwi. Komentarz zbędny.

PS. Dziwi mnie tylko, że nie lecieli katarskimi liniami (jak to zwykle bywa) – tu problemu prawdopodobnie by nie było, bo załogi są wyczulone na takie "ciężkie przypadki". Poza tym QR są państwowe, więc wypadałoby je patriotycznie wesprzeć jakoś…

Translate »