Już całkowicie im się w d…ch poprzewracało. Most łączący stolice dwóch krajów regionu ma mieć 65 km długości i umożliwi podróżującym drogą „lądową” pominięcie Arabii Saudyjskiej. Już sam fakt, że ktoś wpadł na ten pomysł i poddał pod rozwagę biura projektowego zakrawa na jakiś dowcip, tudzież paranoję. W sumie to ja rozumiem, że w tym regionie panuje chroniczna nadpodaż pieniądza, więc wydanie 13 miliardów dolarów rzeczywiście może w tym problemie pomóc. Daty rozpoczęcia ani tym bardziej ukończenia projektu nie podano.
Katar wprowadza podatki!!!
Zaczęło się od artykułu w gazecie. Katarski książę – następca tronu, szejk Tamim bin Hamad bin Chalifa as-Sani, podpisał dekret o wprowadzeniu podatków dochodowych. Nowy podatek będzie obowiązywał od stycznia 2010r., a treść dekretu zostanie opublikowana w jakiejś lokalnej wersji „Dziennika Ustaw”. Tyle i tylko tyle. Nietrudno się domyśleć, że taka zdawkowa informacja w prasie przeszła przez cały kraj jak burza. Nie po to żeśmy przyjeżdżali do raju podatkowego, żeby teraz jeszcze płacić darmozjadom podatki!
Następnego dnia, tj. wczoraj, gazety doniosły, że nie chodzi o podatek od osób fizycznych, lecz od firm. Ale ulga. Znamienne, że – jak podała prasa – dementi przekazano agencji Reuters przez telefon, a dzwoniący oficjel odmówił podania nazwiska.
Koniec końców, czy CIT czy PIT, jakiś tam podatek jednak będzie, toż to rewolucja!
Doprawdy, zabawna cała ta historia jak dla mnie.
O chodnikach raz jeszcze
Musze wrócić do tematu z początków istnienia bloga. Chodników, owszem, jest coraz więcej. Nie znaczy to jednak, że podejście władz do ich użyteczności się drastycznie zmieniło. Oto obrazek z wczoraj, na którym chodnik przy spacerowym korniszu przegrał walkę z billboardem reklamującym katarską serię wyścigów łodzi Formuły 1. Chciałbym napisać, żeby to był jedyny taki przykład …

Brakuje im kobiet!
Zastanawialiście się kiedyś z czego słynie Katar? Poza kandydowaniem do organizowanie globalnych wydarzeń sportowych oczywiście, kwitnącą gospodarką i drugimi co do wielkości zasobami gazu naturalnego.
Otóż, wyróżnia się Katar w świecie najwyższym współczynnikiem mężczyzn do kobiet! Na każdych trzech mężczyzn przypada w Katarze jedna niewiasta. Struktura społeczna jest praktycznie wynikiem zapotrzebowania na płeć, a konkretnie siłę roboczą – bardziej lub mniej wykwalifikowaną. Ponadto tutejszy rząd jest niechętny do przyznawania wiz kobietom pochodzącym z „krajów nieuprzywilejowanych” (USA, Kanada, UE, itp.).
Jeśli dodać do tego fakt, że „randkowanie” jest zakazane przez obowiązujące tu islamskie prawo, to możemy zacząć zdawać sobie sprawę z wyjątkowości sytuacji. Wedle naukowców tak nierówna struktura płci może prowadzić do niepokojów społecznych!
Komitet ds. populacji nawołuje zatem do redukcji dysproporcji i zachęcenia większej liczby par małżeńskich do zamieszkania i podjęcia pracy w Katarze. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać – taka polityka oznaczałaby poważne zwiększenie kosztów dla firm (i problemów!). Trzeba by też tych przyjezdnych czymś zachęcić, ale czym?!
Ze zwarciami za pan brat
W Katarze wszystko i wszędzie sie zwiera. Począwszy od zwykłych gniazdek w pokojach sypialnych (do których – o zgrozo – podłącza się na przykład laptopy, bo przecież nie ma innego wyjścia), przez kuchenne urządzenia o wysokiej mocy (pralka, lodówka, itp.) Oświetlenie łazienki też jak najbardziej. W zeszłym tygodniu spaliliśmy w naszej łazience jakieś dziesięć żarówek dopóki ktoś nie zasugerował, żeby zainstalować bardziej odporną – jak się okazało – lampę jarzeniową.
Nic jednak nie przebije tego, co się dzieje w moim (pięciogwiazdkowym) biurze. Pamiętam, że już w pierwszych tygodniach zdarzały się nagłe odcięcia prądu, co bardzo mnie zaskoczyło (pisałem o tym 6 czerwca 2007!). Odcinało pół piętra, wszystkie komputery się wyłączały, osobogodziny pracy szły na marne. Potem takie wymuszone przerwy w pracy i doskonała okazja do integracji między pracownikami w ciemnym i nieklimatyzowanym biurze zdarzała się średnio raz na kilka miesięcy.
Ostatnio jednak biurowe zwarcia znowu przypominają o sobie częściej. Kilka miesięcy temu wentylator przed budynkiem zaczął się fajczyć, aż przyjechała straż pożarna. A wczoraj to było jak w thrillerze. Dość powiedzieć, że ledwo uszedłem z życiem. Wybuch pod moim i koleżanki biurkiem miał miejsce w trakcie, gdy byliśmy na spotkaniu. W jego wyniku rama komputera koleżanki pękła na pół! A potem już tylko lekko się dymiło. Akcję ratunkową koordynował sam szef działu, który nakazał natychmiastowe opuszczenie lokalu. Profesjonalne zarządzanie przez cele 🙂 Rozkaz to rozkaz. Nie było nas w mgnieniu oka. Czy napisałem już, że zwarcia przy naszych komputerach zdarzały się ostatnio regularnie? Fachowcy przychodzili kilka razy i niby naprawiali. Do czasu. Czy to naprawdę jest aż tak trudne?
Pozytywne jest to, że w najbliższym czasie kolejne wybuchy już mi nie grożą. Komputera w pracy na razie nie mam, więc po prostu nie ma już co wybuchać.
Frustrować się można, ale lepiej się do tego typu zdarzeń tu przyzwyczaić. Lepiej na tym wyjdziemy psychicznie. Nie raz już wspominałem, że pojęcie jakości w budownictwie na Bliskim Wschodzie jest definiowane inaczej niż na Zachodzie. Zwłaszcza w kwestii jakości instalacji elektrycznych. Coraz mniej mam wątpliwości, że Katar to jednak kraj trzeciego świata! Z najwyższym na świecie PKB na mieszkańca! Ot ciekawostka. Aż włos się jeży na głowie! Od tych zwarć!
Oto epilog. Dzień później.
Wypadaloby zaktualizowac watek. Otoz, dzis zainstalowano mi nowy komputer, twierdzac ze wszystko jest naprawione. Jak przy nim usiadlem, to poczulem zapach spalenizny. W konsekwencji tego zabroniono mi korzystac z mojego biurka. Safety first! Bezpieczenstwo ponad wszystko! A dzien mija….
Do kina? Na film?! W Katarze!?
Pójście do kina w Katarze to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Nie dość, że filmy są skrupulatnie ocenzurowane, co oznacza, że niektóre fragmenty są tak pocięte, że aby je zrozumieć, trzeba je obejrzeć po raz drugi w domu na dvd. Do tego ta jarmarczna atmosfera w kinie, do której przyczyniają się oczywiście Katarczycy. W sumie to jakiś koszmar dla takich, jak my, aż trudno to sobie wyobrazić.
Przed każdym seansem, w ramach standardowych porcji reklam pojawia się filmik sponsorowany przez Coca Colę.
Zabawne, jak szczegółowych instrukcji trzeba udzielać widzom o tym, jak należy się zachowywać na sali kinowej. Wyłączenie telefonów komórkowych, zakaz palenia, prośba o wyprowadzenie płaczących dzieci poza salę kinową. Nie muszę dodawać, że tubylcy nic sobie z tego nie robią i z punktu widzenia Europejczyka ich zachowanie w kinie jest irytujące, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę skalę zjawiska. Wychodzenie w trakcie seansu (włączając przeciskanie się między rzędami) po popcorn i inne używki jest powszechne tak samo, jak wychodzenie z telefonem w ręku w celu odbycia pogawędki ze znajomym. Nie wszyscy wychodzą. No właśnie. Niektórzy odbierają dzwoniące na głos (!!!) telefony bez ruszania się ze swojego miejsca. Nie próbują się nawet z tym kryć i rozmawiają nie ściszając nawet głosu. Zanim ten telefon zostanie odebrany jego właściciel zazwyczaj korzysta z okazji do pochwalenia się swoim super-dzwonkiem i pozwala mu rozbrzmiewać tak długo, aż upewni się, że jego kultowy telefon został usłyszany przez widzów w najbardziej oddalonych rzędach. O ile do dźwięku dzwonka w telefonie – nawet najbardziej drażniącego (zwłaszcza w postaci arabskich śpiewów) – można się przyzwyczaić, o tyle do kilkunastominutowych (!) pogawędek przez telefon już raczej nie. Do szału doprowadziły mnie kiedyś dwie panienki siedzące tuż obok, które w ten sposób spędziły połowę filmu (jak ma im być wstyd skoro twarze mają zakryte czarną kotarką!?). I bynajmniej nie były to przypadki odosobnione. Próbowaliśmy tym osobom zwrócić uwagę, ale nie przyniosło to żadnego skutku.
O co chodzi? – poziom zadufania czy niewiedza? Przecież zasady savoir-vivre z filmiku Coca Coli były również w języku arabskim!
Katar widziany okiem sokoła
Oto oficjalny film reklamowy Kataru – niedawno został on nieco przerobiony – uzupełniono go o migawki z ostatnich miesięcy.
A ten mały? Nie przyjechał?
Już pewnie wszyscy to widzieli, ale nie mogłem się powstrzymać. A tak swoją drogą to te całe demotywatory.pl są oczywiście w Katarze zablokowane…

Koniec Ramadanu – może to już dziś?!
I po Ramadanie. To znaczy prawie. Przed nami długo wyczekiwane sześciodniowe wakacje. Nad Zatoką nic nie może być nieskomplikowane – żebyśmy jeszcze tylko wiedzieli, kiedy się te wakacje zaczną. W skrócie – dziś, w sobotę, około ósmej wieczorem dowiemy się wszyscy, czy mamy się jutro stawić do pracy na ósmą rano, czy jednak możemy już sobie lecieć w świat. Znajomi muzułmanie poradzili, aby się wsłuchać w muezzina w trakcie wieczornej modlitwy. Jeśli mędrcy stwierdzą, że księżyc wszedł w kolejną fazę, ogłoszony zostanie koniec Ramadanu, a tym samym święta, czyli idy. Tym samym modlitwa wieczorna będzie trwać jakieś 15 minut, zamiast, co typowe w Ramadanie, jednej godziny. Jeśli nie ogłoszą dziś, to na pewno ogłoszą jutro wieczorem i wakacje rozpoczynałyby się w poniedziałek (ale do pracy na te sześć i pół godziny w niedzielę będzie trzeba jednak pójść).
Cały Katar ucieka w tym czasie od pustynnych upałów, niektórzy w odwiedziny do ojczyzny, inni jadą zwiedzać. To znaczy lecą. Wyobraźcie sobie tę gorączkę na lotnisku w czwartek wieczorem czy wczoraj. Wszystkie samoloty oczywiście pełne. A tu jeszcze tłumy pracowników Qatar Airways chciałyby dostać się na pokład. Niestety – choć było blisko – nie pobito rekordu z zeszłego roku, kiedy na bilecie pracowniczym na jednym tylko locie do Bombaju próbowało (nieskutecznie) polecieć ponad 70 osób. Czyżby niektórzy, nauczeni doświadczeniem, wykupili tym razem pełne bilety?
Ja też uciekam za granicę. Będę odkrywać nowy kontynent, z czego relacja już wkrótce. Cierpliwości.
Eid Mubarak!
Michael Jackson po arabsku
Żeby nie było – Arabowie w dziszdaszach również potrafią się bawić. Królowi Popu też by się to spodobało, w końcu sam mieszkał przez pewien czas w Bahrajnie, w którym pod przykryciem czarnej abaji uciekał przed paparazzi. A dlaczego nie w Katarze?
